Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Unijne odliczanie dla przetwórni ryb

Treść

Małe, często rodzinne przetwórnie ryb nie mają zdolności kredytowych, by spełnić narzucone przez UE regulacje dotyczące norm sanitarnych. Zakłady z grupy C spełniają wymagania sanitarne - produkują w warunkach spełniających polskie normy. Dlaczego więc czeka je dramat w chwili wejścia Polski do Unii? Regulacje UE precyzują takie kwestie, jak liczba i rozmieszczenie umywalek czy układ szatni - narzucają więc kompletne przebudowanie zakładów przetwórczych. Przedstawiciele branży szacują minimalne koszty spełnienia koniecznych wymogów sanitarno-weterynaryjnych na poziomie ok. 2-3 tys. zł w stosunku do 1 m kw. przetwórni.
Unijna klasyfikacja przewiduje dla polskich firm przetwórstwa spożywczego cztery kategorie: A, B1, B2, i C. Grupa A obejmuje firmy mogące eksportować do Unii, B1 - te, które są przygotowane do wdrożenia norm jeszcze przed akcesją; przedsiębiorstwa z grupy B2 dostaną na dostosowanie sanitarno-weterynaryjne okresy przejściowe - maksymalnie do 2006 r. - podczas których będą bez prawa działania na rynku UE. Według danych Głównej Inspekcji Weterynaryjnej z końca maja 2003 r. w sektorze przetwórstwa ryb 54 zakłady osiągnęły kategorię A, 94 objęte zostały kategorią B1, a 39 podlega pod B2.
Istnieje jeszcze kategoria C, obejmująca aż 139 zakładów, które nie spełniają podstawowych standardów unijnych i de facto mogą działać tylko do dnia uzyskania przez Polskę członkostwa w UE. W grupie C jest mniej więcej 40 zakładów zatrudniających ok. 50 osób, pozostałe to małe firmy rodzinne zatrudniające do 20 osób. Stoją przed nimi jednak takie same wymagania, jak przed największymi przetwórniami przemysłowymi mającymi kilkadziesiąt razy większą produkcję w ciągu roku. Wszystkie przetwórnie oceniane są według jednej karty kontrolnej. Te zakłady, które spełniają wymogi karty w granicach 50 proc. i mniej, otrzymały kategorię C.
Jerzy Safader, prezes Polskiego Stowarzyszenia Przetwórców Ryb (PSPR), zapowiada jednak walkę o zakłady zakwalifikowane do tzw. grupy C. Najbliższą okazją będzie planowane na 10-11 października br. spotkanie z przedstawicielami Głównej Inspekcji Weterynaryjnej i ministerstwa rolnictwa. - Będziemy dążyć do tego, żeby żadna firma nie przepadła. Może uda się doprowadzić do zmiany klasyfikacji firm z grupy C. Zakłady garmażeryjne podlegają pod sanepid i Ministerstwo Zdrowia, przetwórnie - pod Główny Inspektorat Weterynarii i ministerstwo rolnictwa. Zastanawiamy się, czy nie byłaby możliwa zmiana klasyfikacji bez tych organizacyjnych przetasowań. Wymagałoby to sporo czasu, w którym zakłady mogą po prostu paść - powiedział Safader.
Taka zmiana klasyfikacji nie wydaje się jednak możliwa. - Według regulacji unijnej, każdy zakład, który wprowadza na rynek produkty rybne, jest zakładem przetwórstwa, bez względu na ilość dystrybuowanego produktu. W UE przez sprzedaż bezpośrednią rozumie się sprzedaż tuż popołowową prowadzoną przez rybaków - podkreślił dr Cezary Bogusz z GIW.
- Zakłady z grupy C stanowią ok. 10 proc. branży. Trzeba jednak patrzeć na nie specyficznie - po pierwsze ze względu na ich charakter (sprzedaż na miejscu, na wynos), ale i z powodu ich lokalnego charakteru, związania z regionem, częste usytuowania w miejscowościach wypoczynkowych. Duże przetwórnie nie będą w stanie zapełnić tej luki. Na ich upadku ucierpieć może więc także polska turystyka - stwierdził Jerzy Safader, prezes Polskiego Stowarzyszenia Przetwórców Ryb.
Właściciele zakładów przetwórstwa ryb mają m.in. obowiązek dostosowania do przepisów UE liczby i układu umywalek oraz układu szatni, montażu urządzeń ze stali nierdzewnej i posadzek z materiałów zmywalnych. W myśl obowiązujących ustaleń, po 1 maja 2004 r. zakłady z grupy C nie będą mogły produkować, co oczywiście nie znaczy, że do tej produkcji nie są dostosowane. - To, że gdzieś jest o jedną umywalkę mniej, nie znaczy, że jest tam brudniej. Samo zamontowanie czegoś o niczym nie świadczy - podkreślił Jan Kryński, właściciel zakładu przetwórstwa ryb Krybex, posiadającego kategorię B2, do której zakwalifikowano firmy niedopuszczone przejściowo do 2006 r. do wejścia na rynek Unii.
Akcesja do UE nakłada na przetwórnie liczne wymogi, oferując bardzo nieliczne możliwości. Dostęp do środków unijnych (w ramach programu SAPARD) obwarowany jest licznymi obostrzeniami, co w wielu przypadkach uniemożliwia ich wykorzystanie. Przede wszystkim trzeba posiadać własne finanse, których średni i mali przetwórcy nie mają. Ich możliwości kredytowe też są ograniczone. Według prezesa Safadera, rozwiązaniem byłoby powołanie funduszu, który gwarantowałby wiarygodność firmy wobec banku. - Ostro sprzeciwiamy się głosom: "UE daje pieniądze, a wy nie chcecie brać". Po prostu nie mamy takiej możliwości - podkreślił Safader.
Jeśli chodzi o firmy chcące eksportować na rynki unijne, spełnienie norm UE, choć kosztowne, stanowi jedynie wstęp. - Towar musi trafić na półkę, co wymaga znalezienia dystrybutora i odpowiedniej promocji - podkreślił Kryński.
Duże przetwórnie będą w stanie wygenerować środki na te działania, co nie jest pewne w przypadku średnich zakładów dodatkowo obciążonych kosztami dostosowań.
Beata Andrzejewska
Nasz Dziennik 29-09-2003

Autor: DW