Umowa społeczna tylko dla załogi
Treść
Umowy społeczne nie obowiązują członków zarządu - tak przedstawiciele Rady Ministrów skomentowali wypowiedzi kierownictwa koncernu Energa SA, że dzięki umowie społecznej mają oni dziesięcioletnie gwarancje zatrudnienia. Rząd zdecydował, że jeśli miałyby one jednak obowiązywać także kierownictwo firmy, to zostaną renegocjowane, a nawet rozwiązane.
Dziesięcioletnie gwarancje, jakie wynegocjowali sobie przedstawiciele koncernu energetycznego, wzbudziły zdumienie. Próba renegocjacji będzie bardzo trudna, bo nikt nie zrezygnuje z takiego przywileju. Ministerstwo Skarbu Państwa bardzo nieśmiało przyznaje się do popełnionego błędu. - Należy wzmocnić nadzór właścicielski przy negocjowaniu umów społecznych w sektorze energetycznym - powiedział Jacek Socha, szef resortu skarbu na konferencji po posiedzeniu rządu. Według niego, zawarte dotychczas umowy społeczne nie obejmują zarządów spółek, ale jedynie ich pracowników. Ministerstwo postanowiło przejrzeć zawarte już umowy i - gdyby się pojawiły wątpliwości - podważyć je. Część odpowiedzialności minister starał się zrzucić na transformację i przypomniał, że umowy społeczne pojawiły się już ponad 5 lat temu, m.in. w Elektrowni Turów i Elektrowni Bełchatów. - Umowy socjalne mają źródło w systemie osłon socjalnych związanych z prywatyzacją. Początki umów społecznych w sektorze energetycznym sięgają 1999 r. - powiedział. Socha poinformował też, że rozmawiał z prezesem Urzędu Regulacji Energetyki i gdyby się okazało, że trzeba będzie wypłacić odprawy dla pracowników, to nie będzie to potraktowane jako tzw. koszty uzasadnione, co nie pozwoli na podwyższenie kosztów dystrybucji energii.
Być może winnych całego zamieszania uda się ustalić nie resortowi, a gdańskiej prokuraturze okręgowej, która sprawdza okoliczności zawarcia umowy społecznej gwarantującej pracownikom Koncernu Energetycznego Energa SA dziesięcioletnie zatrudnienie.
SLD broni umowy
Działacze Sojuszu starają się bronić umowy, która może być niezwykle korzystna dla ludzi związanych z SLD - czyli zarządu koncernu - gdyby się jednak okazało, że wynegocjowane gwarancje obejmują też jego członków. - Umowa społeczna w koncernie Energa SA została zawarta zgodnie z prawem i nie można jej anulować - przekonywała w poniedziałek przewodnicząca pomorskiego SLD Małgorzata Ostrowska, wiceminister skarbu w rządzie Leszka Millera. Według niej, można się na takie umowy "zżymać, ale jeżeli są zawarte zgodnie z prawem, w wyniku porozumienia wszystkich stron, przy akceptacji komisji trójstronnej w branży energetycznej, to wydają się nie do podważenia". Ostrowska przekonywała, że podobne jak w Enerdze umowy społeczne zostały zawarte kilka lat temu w innych spółkach energetycznych, m.in. w Krakowie i Poznaniu. Jako "mit" określiła informacje, że w kierownictwach spółek energetycznych dominują osoby związane z SLD. Jej zdaniem, energetyka "rządzi się swoimi prawami, mniej politycznymi, a bardziej branżowymi". Przyznała jednak, że powołanie Piotra Szynalskiego (w niedzielę zawiesił on swoje członkostwo w SLD), do niedawna prezesa Energetyki Kaliskiej SA, na członka zarządu Energi SA w Gdańsku jest nominacją polityczną.
Kaczmarek wskazuje winnych
Były minister skarbu Wiesław Kaczmarek uważa, że premier Marek Belka - który twierdzi, że dziesięcioletnie gwarancje pracy i płacy w energetyce zostały wynegocjowane za rządów koalicji AWS - UW - został wprowadzony w błąd przez swoich współpracowników. Przypomina, że są to decyzje, które zostały zrealizowane od maja do końca 2004 roku. - Nie mogły być wynegocjowane przez poprzedni rząd i poprzednią koalicję, gdyż wtedy nie było skonsolidowanych grup energetycznych - powiedział Kaczmarek w jednej z rozgłośni radiowych. Przypomniał on sytuację, kiedy w 2003 roku tworzono grupę Enea wskutek konsolidacji pięciu firm dostarczających energię. - Wtedy, mając w planie, że Enea będzie spółką publiczną, przyjąłem za górny limit tego okresu zatrudnienia cztery lata. To miało być wyznaczenie standardów postępowania w sektorze energetyki - podkreślił. W jego opinii, tak się jednak nie stało, a dziś "minister skarbu i minister gospodarki robią wielkie oczy" i "rżną głupa". - Jak słyszę wystąpienia o zagrożeniu energetycznym państwa z tego tytułu - na przykład wiceministra gospodarki pana Jacka Piechoty - a jednocześnie sam wiceminister nie zrobił nic, jest bezczynny w sprawie kontraktów długoterminowych na dostawy energii, to się dziwię, gdzie oni byli - stwierdził.
Przypomnijmy, że opinię publiczną zbulwersowała nie tylko informacja o dziesięcioletnich gwarancjach zatrudnienia, ale także fakt, że Szynalski, odchodząc ze stanowiska prezesa w Kaliszu, szczodrze obdzielił posadami nie tylko kolegów z SLD, ale także własną rodzinę. Jutro rada nadzorcza Energi SA ma ustosunkować się do pisma Ministerstwa Skarbu Państwa dotyczącego nominacji Szynalskiego.
Robert Popielewicz
"Nasz Dziennik" 2005-01-12
Autor: kl