Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Umocnić się na prowadzeniu

Treść

Tylko zwycięstwo - taki jest cel polskich piłkarzy przed dzisiejszym meczem eliminacji mistrzostw Europy z Armenią. Po sobotniej wygranej nad Azerbejdżanem podopieczni Leo Beenhakkera objęli prowadzenie w tabeli grupy A i mają nadzieję utrzymać je aż do końca zmagań. Po raz pierwszy w historii nasza narodowa drużyna zagra na najpiękniejszym w kraju stadionie Korony Kielce.

Stadion jest piękny, niepowtarzalna ma być również atmosfera. Wiadomo, że na trybunach zasiądzie komplet - 15,5 tysiąca widzów. Będzie kolorowo. Organizatorzy zaapelowali, aby w miarę możliwości fani zasiadający w dolnych rzędach ubrali się w czerwone, a górnych
- białe koszulki. W ten sposób stworzą ogromną, biało-czerwoną flagę. Ma być również kulturalnie
i bezpiecznie. Aby wejść na stadion, trzeba będzie okazać nie tylko bilet, ale i dowód osobisty. Warto zatem o nim pamiętać. Kolejna ważna informacja dla kibiców - udając się na mecz samochodem, powinni umieścić za szybą białą kartkę w formacie A4, co ułatwi policjantom kierowanie ich na odpowiednie miejsca parkingowe.
Tyle o sprawach organizacyjnych, teraz już o czysto sportowych. Naszej kadry nie omijają niestety kłopoty zdrowotne. Już wcześniej wyłączyły one z gry Grzegorza Rasiaka i Arkadiusza Radomskiego, teraz doszedł jeszcze uraz Wojciecha Łobodzińskiego, strzelca jednej z pięciu bramek w sobotnim spotkaniu z Azerami. Wszystko wskazuje na to, że w dzisiejszym meczu od pierwszych minut na boisku pojawi się Jakub Błaszczykowski. Błyskotliwy pomocnik Wisły Kraków co prawda dopiero powraca do formy po długotrwałej kontuzji, ale czuje się już dobrze, a najważniejsze - prezentuje wysoką formę. Poza tym w składzie nie powinno być więcej zmian. Holenderski szkoleniowiec zapewne postawi na wariant ofensywny, z Łukaszem Gargułą na środku pomocy. Rywal jest bowiem podobnej klasy co Azerbejdżan, a cztery dni temu pomocnik Bełchatowa znakomicie pokierował naszym zespołem.
Polacy grali dotychczas z Armenią trzykrotnie. W 1999 r. wygrali w Warszawie 1:0, dwa lata później także w stolicy zwyciężyli 4:0. W tym samym 2001 r. w Erewaniu uzyskali remis 1:1. Dziś nasi będą zdecydowanymi faworytami. Chcąc myśleć o awansie do finałów Euro 2008 (a myślą, i to jak najmocniej), nie mogą sobie pozwolić na jakąkolwiek stratę punktów. Biało-Czerwoni bardzo by chcieli, żeby mecz ułożył się podobnie jak w sobotę - czyli szybko zdobyć bramkę, aby później spokojnie kontrolować wydarzenia na boisku. Choć rywal jest słaby, w naszej ekipie nie ma mowy o lekceważeniu. Beenhakker wpoił swoim podopiecznym zasadę, iż najbliższy mecz jest dla nich najważniejszy w karierze, i to niezależnie od tego, czy grają z mistrzem świata, czy outsiderem.
W grupie A dojdzie dziś do arcyciekawego pojedynku Serbii z Portugalią. Gospodarze, po sobotniej upokarzającej porażce z Kazachstanem, są pod ogromną presją. Aby odzyskać zaufanie kibiców i przychylność opinii publicznej, muszą wygrać, a to niezwykle ciężkie zadanie. - Będziemy mieli okazję udowodnić swój charakter - obiecuje co prawda obrońca Nemanja Vidić, ale nie da się ukryć, iż atmosfera w drużynie jest przygnębiająca. Z polskiego punktu widzenia najlepszym wynikiem byłby... remis. Wszak wówczas obaj nasi najgroźniejsi konkurenci w walce o awans straciliby po dwa punkty. Prowadzący Serbów Javier Clemente będzie mógł skorzystać z usług Dejana Stankovicia, którego absencja w Ałmatach była bardzo widoczna. Z drugiej jednak strony, za czerwoną kartkę pauzuje najlepszy strzelec Nikola Zigić. Gospodarze muszą wygrać, ale taki sam cel przyświeca Portugalczykom.
W trzecim dzisiejszym meczu Azerbejdżan zmierzy się z Finlandią. Zdecydowanym faworytem są goście, każdy inny wynik niż ich zwycięstwo będzie sensacją.
Piotr Skrobisz

"Nasz Dziennik" 2007-03-28

Autor: ab