Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Umarł w poczuciu bezkarności?

Treść

87-letni Salomon Morel, były komendant komunistycznego obozu dla Niemców i Polaków w Świętochłowicach na Śląsku, któremu zarzuca się doprowadzenie do śmierci ponad półtora tysiąca więźniów, nie żyje - twierdzą polskie media. Zbrodniarz zmarł prawdopodobnie ponad dwa tygodnie temu. Prawdziwość tej informacji bada obecnie wydział konsularny ambasady polskiej w Tel Awiwie. Śmierć Morela unicestwiła prowadzone przeciwko niemu śledztwo w Instytucie Pamięci Narodowej, ale nade wszystko uniemożliwiła doprowadzenie tego zbrodniarza przed oblicze wymiaru sprawiedliwości.

- Uciekają na drugi świat ci wszyscy, którzy powinni ponieść odpowiedzialność za zbrodnie komunistyczne, zbrodnie nazistowskie. Niestety, uciekają bez kary, która powinna być im wymierzona za podejmowane za życia działania. Smutne jest to, że przez 17 lat wolnej Polski nie udało się rozliczyć czy ukarać tych ludzi, że uniknęli oni odpowiedzialności za pozbawienie życia naszych obywateli, za działanie przeciwko naszemu krajowi - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Arkadiusz Mularczyk (PiS), jeden z twórców projektu ustawy odbierającej funkcjonariuszom komunistycznych służb specjalnych, którzy dopuścili się przestępstw, prawa do pobierania świadczeń emerytalnych.
W 1996 roku katowicka prokuratura oskarżyła Morela o doprowadzenie do śmierci co najmniej 1538 więźniów obozu UB w Świętochłowicach, w którym pełnił funkcję komendanta. Kilka lat później pion śledczy IPN w Katowicach formalnie postawił Morelowi zarzuty fizycznego i psychicznego znęcania się nad więźniami, nazywając popełnione przez niego zbrodnie ludobójstwem. Polska domagała się, by zastosować wobec komunistycznego zbrodniarza europejski nakaz aresztowania. Niestety, nie było to możliwe. Izrael, gdzie mieszkał Morel, nie należy bowiem do Unii Europejskiej i nie obowiązują go przepisy ENA. Ponadto cały Zachód nie nazywa zbrodni stalinowskich ludobójstwem, co zmniejsza ich rangę i poważnie utrudnia procesy ekstradycyjne. Sam Izrael, mimo próśb strony polskiej, dwukrotnie - w 1998 i 2005 roku - odmówił ekstradycji Salomona Morela, twierdząc, że zbrodnie się przedawniły.
W 1993 roku, jeszcze przed wydaniem oskarżenia o ludobójstwo, Morel zbiegł do Izraela. Mimo to przez kilkanaście lat otrzymywał z Polski wysoką (ok. 5 tys. zł) emeryturę. Dopiero obecny rząd wszczął postępowanie o zablokowanie wypłaty tych pieniędzy.
Ponieważ nieoficjalne informacje o śmierci zbrodniarza znacznie wcześniej obiegły Polskę, wydział konsularny ambasady polskiej w Tel Awiwie wystąpił w poniedziałek do władz izraelskich o potwierdzenie tych doniesień.
AMJ
"Nasz Dziennik" 2007-03-03

Autor: wa