Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Ugoda zamiast dyscyplinarnego zwolnienia

Treść

Wczoraj obie strony, czyli szpital i pielęgniarki, zawarły porozumienie przed Sądem Rejonowym w Katowicach. Na rozprawę, mimo jej jawności, nie wpuszczono dziennikarzy. Powód - zbyt mała sala. Obecni w sądzie rodzice małej Paulinki, która na zdjęciach kobiet umieszczona była w kieszeni pielęgniarskiego fartucha, podkreślali, że nie wyobrażają sobie, by pielęgniarki wróciły do zawodu. Próbą bagatelizowania sprawy przez Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka i Matki oburzone jest Ministerstwo Zdrowia. W tym szpitalu było łamane prawo, źle wypełniano dokumentację - niezgodnie z obowiązującym prawem - powiedział nam wczoraj rzecznik ministra Paweł Trzciński.
Po ujawnieniu skandalicznych zdjęć, na których pielęgniarki utrwaliły swoje "zabawy" z przebywającymi w szpitalu wcześniakami, dyrekcja placówki zwolniła je dyscyplinarnie z pracy. Te odwołały się od tej decyzji do sądu, domagając się przywrócenia do pracy, motywując wniosek m.in. rażącym naruszeniem obowiązujących zasad. Wczoraj strony zawarły w sprawie porozumienie. Kobiety do pracy w szpitalu nie wrócą, ale ich zwolnienie będzie na zasadzie porozumienia stron. Pielęgniarki nie otrzymają odpraw.
- Zawarliśmy porozumienie. Panie nie wracają do pracy, a sprawa się kończy i nie będzie kolejnych rozpraw. Mam nadzieję, że na nadchodzące święta taki gest dobrej woli ze strony szpitala będzie pozytywnie odebrany - powiedziała Renata Póda, dyrektor Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka i Matki w Katowicach. Jednak nawet po zawarciu ugody dyrektor szpitala jest zdania, że czyn pielęgniarek kwalifikował się do zwolnienia dyscyplinarnego i nie wyobraża sobie, by wróciły one do dawnej pracy. - Nadal uważam, że ten czyn kwalifikował się na zwolnienie dyscyplinarne. Jednak po wnikliwym przeanalizowaniu sprawy wyraziłam zgodę na podpisanie porozumienia, które dla szpitala nie skutkuje w żaden sposób finansowo, a myślę, że dla jednej i drugiej strony będzie oznaczać uspokojenie atmosfery wokół tej sprawy - dodała Póda.
Po cichu przedstawiciele szpitala zaznaczali, że ciągnięcie tego sporu odbiłoby się tylko na opinii placówki. Podkreślali, iż kobiety już zostały napiętnowane i ciężko będzie im znaleźć pracę w zawodzie. Jednak ta ostatnia kwestia ciągle nie jest jasna. O czynach pielęgniarek ma wypowiedzieć się jeszcze rzecznik odpowiedzialności zawodowej, który może zakazać kobietom wykonywania zawodu pielęgniarki.
Obecni wczoraj na rozprawie państwo Ewa i Piotr, rodzice małej Paulinki, która na zdjęciach kobiet umieszczona była w kieszeni pielęgniarskiego fartucha, podkreślali, iż nie wyobrażają sobie, by zwolnione pielęgniarki kiedykolwiek wróciły do zawodu. - One dobrze wiedziały, w jak ciężkim stanie były dzieci. Wiedziały, że to też jest żywa istota, która czuje. Po prostu brak słów - mówiła pani Ewa. Rodzice Paulinki podkreślali, że to kobiety same winne są całej sytuacji, a pozywanie szpitala, w sytuacji zwolnionych, uznali za wysoce nie na miejscu. Nie komentowali także wczorajszej decyzji o zawarciu ugody.
Na wczorajszą rozprawę, mimo jej jawności, nie zostali wpuszczeni dziennikarze. Powodem takiej decyzji była zbyt mała sala. Elżbieta Michalska-Bartosiak, wiceprezes sądu, zaproponowała jedynie, by na rozprawę weszło dziesięciu losowo wybranych z około trzydziestu oczekujących dziennikarzy. W efekcie na sali nie znalazł się ani jeden z nich. Jak tłumaczyła wiceprezes, kierownictwo sądu nie zostało uprzedzone przez media i nie spodziewało się tak dużego zainteresowania sprawą.
Bulwersujące zdjęcia z noworodkami pielęgniarki wykonały podczas jednego ze swoich nocnych dyżurów na początku września br. Zawiadomiona prokuratura zarzuciła im narażenie dzieci na niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia. Trwają ekspertyzy mające ustalić, jak zachowanie kobiet przełożyło się na stan zdrowia Paulinki oraz czy mogło przyczynić się do śmierci Mateuszka, drugiego z wcześniaków. Pielęgniarki nie przyznają się do winy.
Marcin Austyn, Katowice

"Dziennik Polski" 2005-12-22

Autor: ab