Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Ugoda w ogniu krytyki

Treść

Zapowiedź Platformy Obywatelskiej zawarcia ugody z Eureko w sprawie PZU zwiastuje oddanie Eureko kontroli nad polskim gigantem ubezpieczeniowym - twierdzą krytycy tego rozwiązania. Padają też zarzuty pod adresem rządu Prawa i Sprawiedliwości, który pozostawił Platformie carte blanche w sprawie PZU. Podjęcie przez ministra skarbu Aleksandra Grada z PO rozmów nad ugodą z Eureko spotkało się z krytyką zarówno opozycji, jak i ekonomistów. Według prof. Jerzego Żyżyńskiego z Uniwersytetu Warszawskiego, udział Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju w pracach nad ugodą to furtka, przez którą akcje Skarbu Państwa w PZU zostaną wyprowadzone do holenderskiej spółki Eureko. - Należy najpierw wystąpić do polskiego sądu, tak jak nakazała komisja śledcza, aby sprawdzić, czy umowa prywatyzacyjna jest w ogóle ważna. Komisja wskazała na przesłanki bezwzględnej nieważności tej prywatyzacji. Gdyby sąd to potwierdził, umowa przestałaby istnieć, ugoda straciłaby sens i całe postępowanie arbitrażowe wszczęte przez Eureko straciłoby rację bytu, a nawet moglibyśmy ich pociągnąć do odpowiedzialności za złamanie polskiego prawa - twierdzi Żyżyński. Podobną opinię zaprezentowała Gabriela Masłowska (PiS) z sejmowej Komisji Finansów Publicznych. - Rząd Platformy chce wypuścić z rąk polskich jedną z dwóch największych instytucji finansowych. Uważam, że przy obecnej strukturze własnościowej rynku Polski na to po prostu nie stać - twierdzi Masłowska. Jej zdaniem, Skarb Państwa nie powinien się pozbawiać większościowego pakietu akcji w PZU, nawet gdyby to miało nastąpić poprzez giełdę, ponieważ dzięki PZU może wpływać na konkurencyjność rynku ubezpieczeniowego w Polsce. - Dziwne, że przy tej ugodzie kręci się Kazimierz Marcinkiewicz, obecnie przedstawiciel EBOR. Z mojego doświadczenia parlamentarnego wiem, że będąc szefem komisji skarbu IV kadencji, ściśle współpracował z ministrem Sochą, szefem resortu skarbu w rządzie SLD - UP - dodała Masłowska. Marcinkiewicz był podsekretarzem stanu w kancelarii Jerzego Buzka, gdy w 1999 r. prywatyzowano PZU. Komentatorzy zwracają uwagę, że również poprzedni rząd nie spisał się dobrze w sprawie PZU. - Rząd Kaczyńskiego zmarnował dwa lata. Należało przeprowadzić konsolidację PZU i PKO BP, osłabić pozycję Eureko, a następnie podyktować im warunki wycofania się z inwestycji w akcje. Gdyby nie chcieli, należało skierować wniosek do polskiego sądu o stwierdzenie nieważności umowy prywatyzacyjnej. PiS nic nie zrobiło, więc teraz będzie mu trudno krytykować PO. To zostanie odczytane jak zwykłe bicie piany - twierdzi jeden z naszych rozmówców.. Minister skarbu w rządzie PiS Wojciech Jasiński broni się przed zarzutem braku wniosku do sądu o stwierdzenie nieważności umowy prywatyzacyjnej. - Naszym zdaniem, lepsze było odstąpienie od umowy, bo ono przerzuca ciężar dowodu na Eureko - tłumaczy. Tymczasem kodeks cywilny mówi jasno, że ciężar dowodu spoczywa na stronie, która wywodzi z danego zdarzenia skutki prawne. Oznacza to, że ciężar dowodu przy odstąpieniu od umowy spoczywałby nadal na Skarbie Państwa, który musiałby udowodnić, że naruszenie umowy przez Eureko faktycznie nastąpiło. Ugoda w sprawie PZU z udziałem EBOR to stary projekt przygotowany przez duet Cezary Stypułkowski (były prezes PZU) - Stefan Kawalec (były członek zarządu PZU). Polega na podzieleniu spornych 21 proc. akcji PZU pomiędzy Eureko i EBOR. Jego istotą jest to, że Skarb Państwa traci kontrolę nad PZU. Projekt został przedstawiony publicznie przez Wiesława Kaczmarka, ministra skarbu w rządzie Leszka Millera. Potem podnosił go Jacek Socha, szef resortu skarbu w rządzie SLD - UP. Nad propozycją ugodową pracowali też były premier Kazimierz Marcinkiewicz i minister skarbu Andrzej Mikosz. Małgorzata Goss "Nasz Dziennik" 2008-01-19

Autor: wa