Uderzą z ziemi i powietrza
Treść
Władze Izraela mają już gotowy plan uderzenia "z ziemi i powietrza" na irańskie instalacje nuklearne. Według informacji przekazanych przez brytyjski dziennik "Sunday Times", "supertajny" plan zostanie wprowadzony w życie, jeśli nie wystarczą działania dyplomatyczne, zmierzające do powstrzymania Teheranu przed realizacją programu jądrowego. Zdaniem gazety, Amerykanie nie będą przeszkadzać Tel Awiwowi w realizacji agresywnych zamiarów.
Brytyjski dziennik podaje, że "supertajny" plan został już zaakceptowany w ubiegłym tygodniu przez wąski krąg izraelskiego kierownictwa w daczy Ariela Szarona położonej na pustyni Negew. Plan przewiduje przeprowadzenie zarówno ataku powietrznego, jak i lądowej operacji specjalnej.
Pierwszym etapem agresji stałby się zmasowany atak na obiekty jądrowe przy użyciu samolotów F-15 z elitarnej izraelskiej eskadry "69". Miałyby one zbombardować instalacje amerykańskimi bombami przeciwbunkrowymi, które eksplodują dopiero po przebiciu pancerza obiektu. Następnie na terytorium irańskie skierowani zostaliby komandosi z oddziału "Shaldag" w celu ostatecznego zniszczenia instalacji. Przy planowaniu przebiegu operacji izraelscy wojskowi mają wykorzystać budowaną na pustyni kopię irańskiego centrum wzbogacania uranu w Natanc. Przypomnijmy, że w 1981 roku samoloty izraelskie już samodzielnie zbombardowały iracki reaktor jądrowy w Osiraku.
"Sunday Times" zwraca uwagę, że Waszyngton jest poinformowany o przebiegu izraelskich przygotowań do ataku i nie zamierza im przeciwdziałać. Najprawdopodobniej właśnie dlatego wiceprezydent USA Dick Cheney wystąpił z oświadczeniem nt. możliwości izraelskiego nalotu. Oficjalnie Tel Awiw miałby wprowadzać w życie swój plan tylko wówczas, gdy wyczerpią się wszystkie środki dyplomatycznego nacisku na Teheran.
Izrael próbuje tonować rewelacje "Sunday Timesa". Na pytanie, czy państwo żydowskie przygotowuje się do zniszczenia irańskich urządzeń nuklearnych, wicepremier Izraela Szimon Peres odpowiedział niezobowiązująco, że "nie sądzi". Tymczasem - jak podał włoski dziennik "La Stampa" - prezydent Iranu Mohammed Chatami oświadczył na zakończenie swojej wizyty w Wenezueli, że "jeśli zostanie osiągnięte porozumienie w rokowaniach z Europejczykami, wznowimy wzbogacanie uranu" przerwane w listopadzie ubiegłego roku.
Sekretarz stanu USA Condoleezza Rice formalnie odrzuciła jakąkolwiek formę napaści na Iran. - Nie sankcjonowaliśmy żadnego ataku, wszystkie plany znajdują się na stole prezydenta Busha, ale zwróciliśmy się do Europejczyków z wezwaniem do zajęcia bardziej zdecydowanego stanowiska, ponieważ obecnie piłka znajduje się na polu Irańczyków - powiedziała.
Obserwatorzy jednak ostrzegają, że napaść na Iran ze strony USA bądź Izraela może być jedynie kwestią czasu. Państwo żydowskie pozostaje jak dotąd jedynym lokalnym mocarstwem jądrowym, a Iran jest jego najpoważniejszym rywalem. Zdaniem dr. Zbigniewa Cesarza, politologa z Uniwersytetu Wrocławskiego, faktyczne pozostawienie poza kontrolą izraelskiego potencjału nuklearnego "budzi zrozumiały niepokój państw arabskich i prowokuje do budowy 'islamskiej broni jądrowej'".
Według ekspertów zagranicznych, Izrael posiada 200 głowic jądrowych, które mogą być przenoszone przez pociski średniego i dalekiego zasięgu. Dysponuje dwiema elektrowniami atomowymi w Dimonie na pustyni Negew (zaprojektowanej na wzór francuskiej elektrowni w Saclay pod Paryżem) oraz w Nahal Sorek, niedaleko Tel Awiwu. Izraelowi nie grożą jednak żadne sankcje. Ambicje Tel Awiwu popiera żydowskie lobby w USA, które roztoczyły nad tym krajem ekonomiczny i militarny parasol ochronny. Interesujące, że amerykańska sekretarz stanu Condoleezza Rice oświadczyła w audycji telewizji CBS, że nic nie słyszała o planach Izraela.
Waldemar Moszkowski
"Nasz Dziennik" 2005-03-15
Autor: ab