Udane zakończenie udanego sezonu
Treść
Mieliśmy sporo szczęścia. Jerzy Dudek w bramce dokonywał rzeczy niebywałych, Thierry Henry pudłował w sytuacjach zdawało się idealnych, ostatecznie padł bezbramkowy remis. Taki wynik w konfrontacji - i to wyjazdowej - z Francuzami, niedawnymi mistrzami świata i Europy, to sukces. Musi cieszyć. Cieszyć może i to, że - mimo wielu błędów - w grze naszej drużyny można było dostrzec coś naprawdę pozytywnego.
Polacy zagrali bowiem odważnie. Wszyscy pamiętamy, że jeszcze niedawno w pojedynkach z mocnymi przeciwnikami sprawiali wrażenie zagubionych w mgle, nie wiedzieli, co i jak grać, jak poruszać się i ustawiać na boisku. Prosili o jak najmniejszy wymiar kary, zapominając o czymś tak oczywistym jak atak i zagrożenie bramki rywala. Teraz było inaczej. Nasi się nie przestraszyli. Od pierwszych minut walczyli, zostawili na boisku sporo serca. Więcej, przeprowadzili kilka bardzo ładnych, efektownych akcji, po których gospodarze mieli sporo szczęścia. Do przerwy blisko byli Jacek Krzynówek (i to dwa razy) i Maciej Żurawski (zabrakło mu centymetrów, by dojść do piłki i skierować ją do bramki), po niej Tomasz Frankowski (też dwukrotnie) i Kamil Kosowski. Ataki były naprawdę ładne, pomysłowe. Wreszcie nasi nie bali się ryzyka, wymieniali podania, grali z pierwszej piłki, szukali się na boisku (w czym brylowali obecni i dawni wiślacy z Krakowa). To cenne, bo widać, że zespół rozumie się coraz lepiej, że piłkarze mają do siebie coraz więcej zaufania.
Bardzo dobrą partię rozgrywał bohater ostatnich meczów eliminacji mistrzostw świata - Frankowski. Nie tylko zagrażał francuskiej bramce, ale i starał się rozgrywać, dostrzegał lepiej ustawionych partnerów, potrafił zaskakująco i celnie podać. Widać, że "Franek" jest w życiowej formie i że kadra może mieć z niego wiele pożytku. Nieco słabiej spisywał się jego partner z ataku - Żurawski. Walczył, był aktywny, często cofał się na własną połowę, ale jeśli od napastników wymagamy strzałów - to "Żuraw" nie oddał w środę ani jednego. Na swoim poziomie zagrał Krzynówek, podobnie Kosowski, po którym widać, że odżył (wreszcie gra w podstawowym składzie Kaisersleutern). Pewnie, często włączając się do ofensywnych akcji, grał Marcin Baszczyński. Po przerwie świetną zmianę dał Tomasz Kłos, który "zaopiekował" się groźnym Henrym.
Najlepszym graczem na boisku był jednak Jerzy Dudek. Nasz bramkarz bronił kapitalnie, czy to strzałów z najbliższej, czy z dalszej odległości. Sposób, w jaki powstrzymywał Henry'ego, mógł asa Arsenalu Londyn przyprawić o kompleksy, a styl, w jakim obronił "bombę" Benoit Pedrettiego i dobitkę Sebastiena Squillaciego, znamionował światową klasę. Czy fantastyczny występ przybliży Dudka do podstawowego składu Liverpoolu? Raczej nie, ale na pewno doda mu wiary w siebie. A to ważne.
Jeżeli najlepszym naszym zawodnikiem był Dudek, to znaczy, że Francuzi mieli sporo sytuacji. A skoro mieli - to nasi musieli ich do nich dopuszczać. W ten sposób przechodzimy do tego, co było złe. A złe, najgorsze w środowy wieczór, były interwencje naszych obrońców. I to tych najbardziej doświadczonych - Tomasza Hajty, Jacka Bąka i Tomasza Rząsy. Dwaj środkowi - Hajto i Bąk - sprawiali wrażenie, jakby ze sobą grali po raz pierwszy. Popełniali fatalne błędy, brakowało zrozumienia, komunikacji. Dużo lepiej było, gdy Hajtę zastąpił po przerwie Kłos, ale złe wrażenie pozostało. Nie najlepiej radzili też sobie dwaj środkowi pomocnicy Mirosław Szymkowiak i Radosław Kałużny. Szczególnie w konstruowaniu akcji - tracili sporo piłek, niecelnie podawali.
Oprócz momentów naprawdę dobrych były też fatalne, w których nasi pozwalali sobie narzucić warunki przeciwnika, w których tracili głowę. Gdyby Francuzi pod naszą bramką zachowywali się lepiej (czytaj - skuteczniej), mogłoby się to zakończyć źle.
Trener Paweł Janas ma o czym myśleć. Ostatnie sukcesy w meczach eliminacji MŚ z Austrią i Walią czy środowy w towarzyskiej potyczce z Francją są cenne i ważne. Na pewno dodały naszym wiary w siebie, pozwoliły scementować zespół. Selekcjonera czeka jednak jeszcze sporo pracy, by wszystkie tryby funkcjonowały jak należy. - Zakończyliśmy trudny sezon, nie przegrywając z Francuzami, i z tego należy się cieszyć - stwierdził Janas i trudno mu nie przyznać racji.
Piotr Skrobisz
"Nasz Dziennik" 2004-11-19
Autor: kl