Uczyniono z nich zbrodniarzy
Treść
Z posłem Janem Ołdakowskim, dyrektorem Muzeum Powstania Warszawskiego, rozmawia Jacek Dytkowski Jakie jest znaczenie dzisiejszego aktu przekazania byłego budynku Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego Muzeum Powstania Warszawskiego? - Jest to jakby podsumowanie kilkuletnich prac, które zaczęliśmy jeszcze za kadencji ówczesnego ministra sprawiedliwości Andrzeja Kalwasa, kiedy to pierwszy raz wystąpiliśmy w tej sprawie. Natomiast pierwsze pomieszczenia otrzymaliśmy w czasie, gdy ministrem był Zbigniew Ziobro. A teraz mamy jakby finalizację, czyli przekazanie połowy istniejących piwnic katowni ubeckiej, gdzie trafiali ludzie, w stosunku do których jedynym zarzutem była przynależność do Armii Krajowej czy uczestnictwo w Powstaniu Warszawskim. W tych pomieszczeniach mieścił się brutalny areszt śledczy. Następnie, po ogłoszonych wyrokach, ludzie ci trafiali często do innych katowni, ale tutaj dla wielu zaczynała się ta droga. Dlaczego właśnie Muzeum Powstania Warszawskiego ma zająć się tymi pomieszczeniami? - Dlatego, że w nich odbywał się dalszy ciąg historii powstańców warszawskich. Nie da się opowiadać dziejów Powstania Warszawskiego bez pokazania późniejszych losów jego bohaterów, którzy często do tej katowni trafiali. Fakt ten robi największe wrażenie na osobach z zagranicy, zwłaszcza na Anglosasach, gdzie weteran jest osobą otoczoną przez państwo i społeczeństwo powszechnym szacunkiem, a tu się okazuje, że ci młodzi, dwudziestokilkuletni bohaterowie, którzy walczyli z narażeniem życia w powstaniu, nagle dwa lata po wojnie stają się wrogami ludu i czekają na nich kazamaty albo wyroki śmierci. Należy przypomnieć, że wydano na nich około 2 tys. wyroków śmierci, a połowę z tego wykonano. Rozstrzeliwano ich za samą przynależność do Armii Krajowej czy innych związków podziemia niepodległościowego, za całą działalność wcześniejszą oraz opór przeciwko Niemcom. Jak muzeum zamierza wykorzystać te pomieszczenia? - To 400 m piwnic podziemi ówczesnego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, które mieszczą się pod budynkiem obecnego Ministerstwa Sprawiedliwości. Zamierzamy tam zrobić ekspozycję pokazującą cierpienia oraz dalsze losy uczestników Powstania Warszawskiego. Ich potworność polega na tym, że nie było dla tych ludzi miejsca w społeczeństwie, zostali "zaplutymi karłami reakcji", czekało ich odrzucenie, procesy sądowe, areszty, brutalne bicia i rozstrzelania. Był to wstrząsający paradoks historii, że bohaterowie okazywali się zbrodniarzami w zaprowadzanym w Polsce systemie. Zasadniczo wystawa będzie na pewno takim oskarżeniem komunizmu, pokazaniem tej mało znanej historii dwudziestokilkuletnich dziewcząt, na których wykonywane były wyroki śmierci. A były takie przypadki. Tragiczny los tych, które służyły w Armii Krajowej lub były sanitariuszkami w Powstaniu Warszawskim, robi wrażenie. Chcemy w ten sposób młodemu człowiekowi opowiedzieć, bo jest to powoli już zapominane, o jednym z najbardziej zbrodniczych elementów PRL, czyli początkach okresu stalinowskiego. Był to naprawdę absurd, że w tym czasie walczono z ludźmi, którzy wcześniej bili się o wolność Polski. Kiedy zostanie otwarta no wa ekspozycja? - Prace studialne wykonywaliśmy już wcześniej, ale pewne badania, szczególnie mam tu na myśli sprawy budowlane, będziemy realizować teraz. W obecnej chwili mamy dopiero podpisaną umowę na użytkowanie, ale myślę, że terminu otwarcia wystawy należy spodziewać się za kilkanaście miesięcy. Dziękuję za rozmowę. "Nasz Dziennik" 2008-01-08
Autor: wa