Tylko krok do eksmisji
Treść
Nie doszło wczoraj do eksmisji Włodzimierza Knurowskiego z zajmowanego gospodarstwa, położonego w Porębie Spytkowskiej, a należącego do Akademii Rolniczej w Krakowie. Nie odbyła się także licytacja inwentarza żywego oraz maszyn. Komornik postanowił jednak zająć pola uprawiane przez rolnika i przekazać je wierzycielowi. Tym samym rodzina Knurowskich oficjalnie została odcięta od źródła utrzymania.
Wczoraj Włodzimierz Knurowski zabarykadował się w zajmowanym gospodarstwie. Konie zostały wypuszczone na podwórze, krowy - wyprowadzone na pastwisko, a bramy wjazdowe - zastawione. Wszystko to w obawie przed zapowiadaną eksmisją i licytacją. Na gospodarstwie zabrakło dzieci. - Dzieci są w szkole. To jest ich obowiązek. Nie mogłem pozwolić, by tu zostały, nawet w takiej chwili. Później zarzucono by mi, że je źle wychowuję - zaznaczył Knurowski.
Jednak wczoraj komornik sądowy przybył jedynie na działki zajmowane przez Knurowskiego celem wydania ich wierzycielowi. Rolnik oświadczył, że nie weźmie udziału w tych czynnościach, co więcej - działek nie odda. - To by się równało z degradacją całej mojej rodziny. Na jednej z działek nadal stoi kukurydza, około 10 ha, której zbiory przeprowadza się na przełomie października i listopada. Na polach są jeszcze ziemniaki i buraki. Działek nie wydam, a na jesieni je obsieję - zapewniał Knurowski.
Rolnik zwrócił się także z prośbą o odroczenie wszelkich czynności komorniczych do czasu sądowego rozwiązania konfliktu z browarem Carlsberg w Brzesku Okocimiu, od którego żąda odszkodowania za zalania plonów będące wynikiem zaniedbań w utrzymaniu koryta Uszwicy.
- Jako Małopolska Izba Rolnicza stoimy na stanowisku, że sprawa pana Knurowskiego powinna zostać odroczona do czasu wyjaśnienia sporu z browarem, do którego obowiązków należało dbanie o koryto rzeki. Zaniedbania doprowadziły do tego, że część plonów była zalewana - powiedział nam Paweł Augustyn, prezes zarządu MIR. Z prośbą o wspomniane odroczenia Izba zwróciła się także do komornika. Ten jednak jedynie pouczył Knurowskiego, że tego typu wnioski należy kierować do wierzyciela, i przystąpił do czynności. Rolnik w świetle prawa otrzymał zakaz wstępu na przejęte działki. Chwilę później Knurowski wyjechał ciągnikiem w pole, by rozpocząć orkę.
Przyjęte rozwiązanie sprawy teoretycznie pozostawiło rolnika i jego dzieci oraz inwentarz żywy bez środków do życia. Teraz AR oficjalnie będzie mogła sprzedać odzyskane pola, ale równie dobrze pola mogą pozostać bez zarządcy. Kolejnym krokiem może być, na razie odroczona, eksmisja i licytacja inwentarza. - Dziś właściciel [Akademia Rolnicza - przyp. red.] z determinacją dąży do przejęcia majątku. Jednak w czasie, kiedy był on zalewany, nie podejmował żadnych działań, nie bronił go. Pojawia się pytanie, jakie moralne prawo do takich działań ma Akademia. Jaki będzie los tych pól? Czy, podobnie jak tysiące innych, porosną je chwasty? - mówił Aleksander Hodowański, przyjaciel rolnika, emerytowany magister inżynier budownictwa wodnego śródlądowego.
Marcin Austyn, Poręba Spytkowska
"Nasz Dziennik" 2005-09-08
Autor: ab