Tylko i wyłącznie zwycięstwo
Treść
Nastroje są bojowe, piłkarze wiedzą, o co grają i jaka jest stawka, nikt nie dopuszcza do siebie myśli o ewentualnym niepowodzeniu. Dziś w Warszawie reprezentacja Polski podejmie Walię, a wygrana jeśli nie zapewni jej awansu (co zależy też od wyników innych spotkań), to znacznie przybliży do finałów przyszłorocznych mistrzostw świata w Niemczech. W porównaniu z sobotnim meczem z Austrią w składzie naszej drużyny dojdzie do kilku zmian.
Teoretycznie Polska powinna Walię pokonać, i to bez żadnych problemów. W dotychczasowych występach w grupie 6. eliminacji MŚ zdobyła przecież o 19 (!) punktów i 20 (!) bramek więcej niż dzisiejszy rywal. Jest blisko wyjazdu na przyszłoroczne mistrzostwa, a Walijczycy nie mogą się doczekać pierwszego zwycięstwa w eliminacjach. Polska wygrała sześć kolejnych spotkań, a podopieczni Johna Toshacka mogą pochwalić się jedynie remisami z Azerbejdżanem i Irlandią Płn. Na papierze wszystko wskazuje na to, że dziś wynik może być tylko jeden. Ale sport ma to do siebie, że bywa nieprzewidywalny. Dlatego Biało-Czerwoni muszą zapomnieć o statystykach, od pierwszej od ostatniej minuty zagrać maksymalnie skoncentrowani i dużo lepiej niż w sobotę z Austrią - wtedy faktycznie nikt i nic trzech punktów im nie odbierze.
Bo o ile za pierwszą połowę sobotniej potyczki nasi zasłużyli na wielkie brawa, o tyle za drugą już nie można ich pochwalić. Przeciwnie. Fatalne i niezrozumiałe błędy defensywy raz po raz prokurowały niebezpieczeństwo pod bramką Artura Boruca, mało zabrakło, abyśmy w ich efekcie stracili tak ciężko wypracowane zwycięstwo. Trener Paweł Janas doskonale zdaje sobie z tego sprawę, ale szerokiego - i pewnego, jeśli chodzi o skutki - pola manewru nie ma. Na pewno dokona kilku zmian. W porównaniu z jedenastką, która rozpoczęła mecz z Austrią, może zabraknąć dwóch wiślaków - Tomasza Kłosa i Marcina Baszczyńskiego. "Baszcza" zapewne zastąpi Michał Żewłakow, a Kłosa? Kandydatów jest dwóch, Bartosz Bosacki i Mariusz Jop, selekcjoner chyba postawi na zbierającego świetne recenzje za występy w FK Moskwa Mariusza Jopa. Były zawodnik Wisły Kraków nie posiada reprezentacyjnego doświadczenia, ale Janas nie ma wyjścia - w sobotę Kłos spisywał się fatalnie. Podobnie rzecz się miała z Tomaszem Rząsą, który miejsce w podstawowej jedenastce dostaje chyba za "piękne oczy", bo umiejętności ma mizerniutkie. Janas na niego konsekwentnie jednak stawia, i to jedna z kilku tajemnic szkoleniowca.
Raczej nie dojdzie do żadnych zmian w linii ataku. Maciej Żurawski jest pewniakiem (o ile pozwoli mu zdrowie, bo narzeka na drobny uraz), podobnie rzecz ma się z Grzegorzem Rasiakiem, choć Emmanuel Olisadebe i Tomasz Frankowski liczą na swą szansę. Pewny swego jest Boruc, także pomocnicy - Euzebiusz Smolarek, Radosław Sobolewski, Mirosław Szymkowiak i Kamil Kosowski.
Walijczycy przyjechali do Warszawy osłabieni brakiem dwóch czołowych zawodników - kontuzjowanego Craiga Bellamy'ego i pauzującego za nadmiar żółtych kartek Johna Hartsona. Szczególnie dotkliwa zdaje się być absencja tego drugiego, niezwykle silnego i skutecznego napastnika. Nie zabraknie natomiast największej gwiazdy walijskiej piłki, jeszcze niedawno jednego z najlepszych piłkarzy świata, Ryana Giggsa. Pomocnik Manchesteru United, gracz wybitny i zdolny w pojedynkę rozstrzygnąć losy meczu, nie ukrywa, iż wraz z kolegami chce z Polską... wygrać.
Jedno jest pewne - dziś Polakom będzie trudniej o punkty niż w sobotę. Muszą zagrać lepiej, przede wszystkim w tyłach, nie mogą sobie pozwolić na chwile dekoncentracji, proste błędy. Jeśli tego unikną, jeśli wytrzymają presję (która, nie ma co ukrywać, będzie ogromna) - zdobędą komplet punktów i przybliżą się do finałów mistrzostw.
A może już awans sobie zapewnią? Stanie się tak, jeśli w grupie 8. Szwecja nie wygra z Węgrami, a Chorwacja z Maltą. To jednak mało prawdopodobne.
Piotr Skrobisz
"Nasz Dziennik" 2005-09-07
Autor: ab