Tydzień na pozwy
Treść
W ciągu tygodnia Powiernictwo Pruskie złoży do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu pozew przeciwko Polsce; chodzi o roszczenie majątkowe niemieckich przesiedlonych po II wojnie światowej wysuwane pod adresem Warszawy. Deklarację taką złożył w rozmowie z nami szef rady nadzorczej PP, Rudi Pawelka. Pytany o reprezentanta strony sądzącej, udziela niejasnej odpowiedzi, zapewniając, że jest "cały szereg prawników mogących reprezentować interesy Pruskiego Powiernictwa przed sądem". - Czekamy już tylko na ostatnie dokumenty ksiąg wieczystych i innych dowodów własności - mówi szef spółki komandytowo-akcyjnej Powiernictwo Pruskie.
Zasiadający w radzie nadzorczej spółki Hans Günther Parplies, a jednocześnie wiceprzewodniczący Związku Wypędzonych, słysząc pytania o zamiary Powiernictwa Pruskiego, szybko urywa rozmowę. Do złożenia dokumentów mających obciążyć stronę polską przymierzano się już wcześniej, jednak w pewnym momencie spółka "straciła" swego prawnika. Mathias Druba nie chce mówić o szczegółach swojej rezygnacji z reprezentowania przed sądami strony Powiernictwa Pruskiego. Mówi tylko ogólnie, że on i jego mocodawcy w różny sposób pojmowali to, co on jako reprezentant może osiągnąć dla spółki. Druba przyznał, że wystąpiły różnice nawet na bardziej podstawowym poziomie niż niuanse prawne. Oznajmił więc, że nie jest właściwą osobą, która może osiągnąć to, czego PP oczekuje.
Katarzyna Stanulewicz, wiceprezes Powiernictwa Polskiego, przyznaje w rozmowie z nami, że organizacja, którą reprezentuje, odczuwa swego rodzaju presję strony niemieckiej. Jako przykład podaje wizytę niemieckiego dziennikarza, który chciał przeprowadzić wywiad z prezes Dorotą Arciszewską-Mielewczyk. Był nim Dietrich Schröder, redaktor "Märkische Oder-Zeitung", zajmujący się niemiecko-polskim sąsiedztwem. Według Stanulewicz, znamienny był ton, z jakim dziennikarz odnosił się do sprawy roszczeń. Wynikało z niego, że Polacy powinni jak najszybciej zaprzestać "oskarżeń strony niemieckiej o pogarszanie się wzajemnych stosunków".
Redaktor "Märkische Oder-Zeitung" wyrażał przy tym zdumienie, że strona polska robi "tak wiele szumu" wokół działań Eriki Steinbach, która w Niemczech jest - jak to ujął dziennikarz - "postacią mało znaną". Opinie redaktora niemieckiej gazety są, niestety, powszechne podzielane przez jego rodaków.
Polskie Powiernictwo współpracuje z podobną organizacją reprezentującą interesy obywateli Czech. Stanulewicz zauważył, że tam sytuacja jest podobna do naszej - istnieje grupa ludzi, którzy nie mają zamiaru bagatelizować czynności podejmowanych przez stronę niemiecką. Stara się ona zaktywizować działania mające stanowić zabezpieczenie interesu czeskich poszkodowanych. Podobnie jak w Polsce istnieje też relatywnie duża grupa osób, która usiłuje dbać o interes niemiecki i własny kosztem dobra obywateli własnego państwa.
Tymczasem na zlecenie Bundestagu opracowano ekspertyzę dotyczącą roszczeń wobec Polski. Jej autorem jest prof. Eckart Klein, dyrektor Centrum Praw Człowieka w Poczdamie. Konkluzje prof. Eckarta przekazał w oświadczeniu rzecznik frakcji CDU do spraw politycznych wypędzeń, Erwin Marschewski: "Wypędzenia i wywłaszczenia, którym nie zadośćuczyniono odszkodowaniami, są wbrew prawu międzynarodowemu".
Marschewski w wystąpieniu odwołał się też do deklaracji złożonej przez Gerharda Schroedera 1 sierpnia 2004 r. w Warszawie. Kanclerz Niemiec oświadczył wtedy, że niemiecki rząd nie wspiera i w przyszłości nie będzie wspierał roszczeń przesiedlonych skierowanych przeciwko Polsce zarówno do sądów niemieckich, jak i sądów innych państw.
Dla Marschewskiego to nie koniec sprawy. Uważa on, że "oświadczenie kanclerza nie zlikwidowało roszczeń poszkodowanych, ponieważ w przypadku wypędzenia chodzi o przestępstwo przeciwko ludzkości".
Zupełnie odmienne konkluzje płyną z innej ekspertyzy, autorstwa profesorów Jana Barcza i Jochena A. Froweina, w sprawie roszczeń niemieckich przeciwko Polsce w związku z II wojną światową.
Zarzut: zrzeczenie się roszczeń
W rozmowie z nami prof. Barcz od razu podkreśla, że należy rozgraniczyć dwie zupełnie inne sytuacje roszczeniowe.
Pierwsza z nich obejmuje przesiedlenia w związku z umową poczdamską. Zdaniem profesora Barcza, wysuwanie wobec Polski roszczeń dotyczących tych przesiedleń naruszałoby umowy międzynarodowe, zwłaszcza te ustanawiające granicę polsko-niemiecką. Wnioski z analizy prof. Kleina opierają się na kwestionowaniu ostatecznego charakteru granic, co - jego zdaniem - nie znajduje żadnego potwierdzenia w umowach międzynarodowych ani w stanowiskach innych państw, w tym czterech mocarstw: Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji i Rosji.
Profesor Barcz zauważa, że państwo niemieckie nigdy dotąd na szczeblu politycznym nie formułowało tego rodzaju roszczeń w stosunkach z Polską.
Odrębną kwestię stanowią natomiast, jego zdaniem, przypadki opuszczania Polski i osiedlania się w RFN, począwszy od lat 50., obywateli polskich pochodzenia niemieckiego. Takie sprawy, wynikające z emigracji, a w związku z tym - utraty nieruchomości, są rozpatrywane wyłącznie przez sądy polskie i każda z nich jest indywidualnie oceniana.
Pewien problem z roszczeniami (związanymi z przesiedleniami na podstawie umowy poczdamskiej) popieranymi przez Powiernictwo Pruskie może mieć natomiast, zdaniem prof. Barcza, strona niemiecka. Powiernictwo Pruskie może bowiem zarzucić rządowi niemieckiemu zrzeczenie się tych roszczeń. I to może być właściwym przedmiotem sprawy przed Trybunałem w Strasburgu.
Jeżeli Powiernictwo Pruskie skieruje sprawę do Trybunału, Polska będzie miała miesiąc na ustosunkowanie się do niej i zajęcie stanowiska. Po tym okresie sędziowie zdecydują, czy i w jakim trybie będą rozpatrywać skargę. Urząd pełnomocnika polskiego ministra spraw zagranicznych ds. postępowań przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu poinformował nas, że będzie reagował, jeśli tylko skarga zostanie złożona.
Maciej Marosz
"Nasz Dziennik" 2006-10-02
Autor: wa