Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Trybunał zablokuje traktat?

Treść

Federalny Trybunał Konstytucyjny od wczoraj rozpatruje trzy skargi przeciwko ratyfikacji przez Niemcy traktatu lizbońskiego. Sprawa dla rządu Angeli Merkel jest bardzo poważna, ponieważ wyrok może sprawić, że proces ratyfikacji traktatu w Europie wstrzyma nie kto inny jak Niemcy.

Rząd Merkel już od dłuższego czasu naciska na Polskę i Czechy, aby kraje jak najszybciej ratyfikowały traktat. Podczas rozprawy w Karlsruhe w imieniu rządu traktat będą wspierać osobiście minister spraw zagranicznych Frank Walter Steinmeier (SPD) i minister spraw wewnętrznych Wolfgang Schaeuble (CDU). Dla wielu komentatorów ich obecność ma dodatkowo wywrzeć presję i pokazać sędziom, przed jak bardzo ważną decyzją stoją. Również niemieckie media pełne obaw przypominają, że jeżeli Federalny Trybunał Konstytucyjny poprze skargi, to wszystkie reformy Unii Europejskiej zostaną wstrzymane.
Federalny Trybunał Konstytucyjny zajmuje się trzema skargami na traktat lizboński: złożoną przez deputowanego (CSU) Petera Gauweilera, partię lewicową i skargą skierowaną przez cztery osoby: byłego szefa zarządu koncernu Thyssen AG Dietera Spethmanna, byłego europosła z ramienia CSU Franza Ludwiga Grafa Stauffenberga, specjalistę od spraw gospodarczych Joachima Starbatty i berlińskiego profesora prawa Markusa Kerbera. Zdaniem Gauweilera, oprócz niezgodnego z demokracją pozbywania się kompetencji przez niemieckie państwo Bundestag, decydując się na ratyfikację nowej europejskiej konstytucji, przekroczył swoje kompetencje, ponieważ o takich kwestiach powinno decydować jedynie społeczeństwo w referendum. Natomiast czwórka skarżących twierdzi, że ratyfikując traktat lizboński, rząd wyrazi zgodę na oficjalne ograniczenie niemieckiej konstytucji, poddając się całkowicie dyktatowi Brukseli na przykład poprzez zgodę na zagrożenie stabilności pieniądza.
Nieoczekiwanie skargi poparł były wiceprzewodniczący Bundestagu z partii FDP Burkhard Hirsch, który stwierdził wczoraj, że ratyfikując traktat, rząd w rzeczywistości przekazuje Brukseli zbyt duże kompetencje, które z racji zapisów konstytucji należą do niemieckiego parlamentu.
Zgodnie z literą prawa prezydent Niemiec Horst Koehler nie może podpisać ratyfikacji traktatu, zanim sędziowie nie rozstrzygną problemu. Zdaniem prawnika Stefana Hambury, Trybunał Konstytucyjny ma bardzo trudne zadanie. - Niemiecki Trybunał Konstytucyjny ma poważny problem, z jednej strony będzie musiał podkreślić swoją rolę, aby mógł w przyszłości także orzekać w sprawach wspólnotowo-unijnych. Z drugiej strony, oczekiwania polityków są daleko idące, chcą, aby Trybunał nie zablokował traktatu z Lizbony. Zobaczymy, jak się upora z klauzulą elastyczności oraz z zasadą pierwszeństwa wynikającą z deklaracji nr 17, która mówi, że zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej traktaty i prawo przyjęte przez Unię na podstawie traktatów mają pierwszeństwo przed prawem państw członkowskich na warunkach ustanowionych przez wspomniane orzecznictwo - powiedział nam Hambura.
Z kolei czeski senat ponownie odłożył, prawdopodobnie do połowy kwietnia, głosowanie nad traktatem lizbońskim po tym, gdy komisja spraw zagranicznych izby wyższej zaleciła zajęcie się tą sprawą dopiero po uchwaleniu normy zawierającej tzw. wiązany mandat rządu. Norma ta będzie zawierać zgodę izby poselskiej i senatu na przekazanie decydujących kompetencji rządu władzom Unii Europejskiej. Dokładnie to samo zalecenie złożyła w styczniu izbie wyższej jej komisja do spraw UE. Wicepremier ds. europejskich Alexandr Vondra poinformował o tej decyzji unijnych partnerów. Stwierdził, że nie powinno to spowodować "negatywnych reakcji".
Waldemar Maszewski, Hamburg
"Nasz Dziennik" 2009-02-11

Autor: wa