Trener Szwedów: to było fantastyczne
Treść
Bułgarzy się odgrażali - zrewanżujemy się za porażkę 0:4 w meczu o 3. miejsce mistrzostw świata 1994 roku. Wyszli na boisko z mocnym postanowieniem udowodnienia swej klasy, momentami poczynali sobie nawet całkiem nieźle, ale spotkał ich zimny prysznic. Lodowaty. Po nim powróciły koszmarne wspomnienia. Ba, jeszcze się wzmogły. Szwedzi wygrali 5:0. Potwierdzili aspiracje, pokazali kawałek świetnego futbolu. A dziś pojedynek o swe być albo nie być na mistrzostwach rozegrają gospodarze. Portugalia na dwie godziny wstrzyma oddech.
Co ciekawe, pierwsi szanse mieli Bułgarzy. I to bardzo dobre. Zarówno przy stanie 0:0, jak i 1:0 mogli i powinni coś strzelić. Każda niezła, mozolnie budowana akcja kończona była jednak nie tak jak trzeba. Piłka mijała cel, co z tego, że minimalnie. Szwedzi takich problemów nie mieli. Do przerwy ukąsili raz - po dwójkowej akcji Zlatana Ibrahimovica i Fredrika Ljungberga. Po niej aż cztery. Bułgarzy stracili ochotę do gry w 57. min, gdy w przeciągu kilkunastu sekund dwa razy trafił niesamowity Henrik Larsson. Potem już się poddali. - Łatwo jest być trenerem drużyny, gdy ma się w niej takiego piłkarza jak Henrik Larsson - powiedział trener Szwedów Lars Lagerback. Był to najlepszy komentarz do gry byłego napastnika Celtiku Glasgow. Selekcjoner miał powody do zadowolenia i ich nie ukrywał: - Druga odsłona w naszym wykonaniu była fantastyczna, niemal idealna. Mimo to musimy zachować spokój, bo to dopiero pierwsze rozdanie - dodał.
Szwedzi objęli oczywiście prowadzenie w tabeli grupy C. W drugim jej meczu Dania bezbramkowo zremisowała z Włochami. Co ciekawe, ten pojedynek był naprawdę interesujący, emocjonujący, z licznymi sytuacjami podbramkowymi. Jedyne czego brakowało - to goli. W równej mierzy to zasługa (bądź wina - jak kto woli) słabej skuteczności napastników, jak i rewelacyjnej postawy bramkarzy - Thomasa Soerensena oraz Gianluigi Buffona. Niespodziewanie lepsze wrażenie pozostawili Duńczycy, którzy wygrali rywalizację w środku pola, grali szybciej, składniej, bardziej pomysłowo, popełniali mniej błędów. W turnieju mogą zajść naprawdę daleko. Trener Morten Olsen był po meczu zadowolony, choć nie ukrywał leciutkiego rozczarowania: - Jestem zadowolony ze zdobytego punktu, choć mimo wszystko uważam, że zasłużyliśmy na zwycięstwo. Mieliśmy sporo okazji do zdobycia bramki, a w pierwszej połowie zupełnie kontrolowaliśmy grę - powiedział.
A Dania będzie mocniejsza. Wczoraj do ekipy dołączył świetny Jesper Gronkjaer, który wcześniej nie mógł przyjechać do Portugalii z powodu śmierci matki. Chciał spędzić kilka dni z rodziną i trenerzy oczywiście nie mieli nic przeciwko.
Dziś drugą serię spotkań rozegrają zespoły z grupy A. Na dwie godziny wstrzyma więc oddech cała Portugalia, bo dla gospodarzy mistrzostw będzie to mecz z gatunku "tych o życie". Po porażce 1:2 z Grecją nie mogą sobie już pozwolić na stratę punktów. Aby wygrać - a zmierzą się z Rosją, która jest w identycznej sytuacji - muszą jednak zagrać o niebo lepiej niż w sobotę. Pytanie tylko brzmi: czy zdołają? Trener Luis Felipe Scolari ma spory orzech do zgryzienia - musi zdecydować się na spore zmiany w składzie, bo ci, na których dotychczas stawiał (m.in. Rui Costa, a nawet Luis Figo), w sobotę okrutnie zawiedli.
Portugalczycy mogą jednak liczyć na to, że Rosjanie nie dojdą do siebie po ciężkich ostatnich dniach. Wpierw przecież przegrali po beznadziejnym występie z Hiszpanią 0:1, potem kilku gwiazdorów publicznie zarzuciło kolegom, iż niezbyt przykładali się do gry, a na koniec trener Georgij Jarcew wyrzucił z kadry znakomitego Aleksandra Mostowoja. Powód? Krytyka metod treningowych szkoleniowca. Oliwy do ognia dodała wypowiedź wiceprzewodniczącego Rosyjskiej Federacji Piłkarskiej Walerego Draganowa, który powiedział, że usunięcie Mostowoja z ekipy było krokiem nierozważnym i pospiesznym.
W drugim dzisiejszym meczu zmierzą się Hiszpanie z Grekami. Jedna z tych drużyn może po jego zakończeniu cieszyć się z awansu do ćwierćfinału, musi tylko spełnić jeden warunek: wygrać. Teoretycznie więcej szans mają Raul i spółka, ale w sobotę Grecy udowodnili, że stać ich na wiele i mogą w turnieju sprawić niejedną niespodziankę. - Nasz atut to gra w obronie. W ataku nie stworzyliśmy zbyt wielu okazji strzeleckich. Ale wygraliśmy, ponieważ w futbolu wszystko może się zdarzyć - po meczu z Portugalią mówił najlepszy strzelec greckiej drużyny Demis Nikolaidis. A skoro zdarzyć się może wszystko - dziś Grecy spokojnie mogą myśleć o zwycięstwie. Faworytem są jednak Hiszpanie.
Piotr Skrobisz
Nasz Dziennik 16-06-2004
Autor: DW