Transgraniczna wpadka
Treść
Polski rząd zamierza udzielić poparcia dla tworzenia na obszarze Unii Europejskiej nowego typu jednostek współpracy transgranicznej - ponadnarodowych podmiotów obdarzonych osobowością prawną i zdolnych do reprezentowania swoich członków wobec osób trzecich, w tym państw członkowskich, z których te podmioty się wywodzą. Propozycję stanowiska w tej sprawie podrzuciła nowej ekipie - niczym kukułcze jajo - wiceminister gospodarki z postkomunistycznego układu, którą kilka dni później odwołano ze stanowiska. Projekt niestety został.
Europejskie Ugrupowania Współpracy Transgranicznej (EUWT) - bo tak nazywają się owe jednostki - będą mogły zrzeszać władze regionalne i lokalne oraz inne podmioty publiczne po obu stronach granicy państwowej, a nawet poszczególne państwa członkowskie. Celem ich działania jest wspólne realizowanie przedsięwzięć finansowanych zarówno ze źródeł wspólnotowych, jak i z budżetów samorządowych oraz państw członkowskich, w tym - wspólne realizowanie zadań publicznych przekazanych w tym celu przez administrację samorządową. EUWT będą działały na podstawie podpisanej przez członków konwencji, której interpretacja prawna i stosowanie odbywać się będzie według porządku prawnego jednego z państw członkowskich, np. mogą w tym celu wybrać prawo niemieckie. EUWT będą posiadały własny budżet finansowany ze środków UE oraz z pieniędzy innych podmiotów, w tym - państwa członkowskiego. Zrzeszone w grupach podmioty mają odpowiadać za zobowiązania proporcjonalnie do wysokości swoich wkładów do budżetu, zaś za wykorzystanie przez nie środków unijnych - odpowiedzialność ciążyłaby na państwie.
Przepisy o EUWT są zamieszczone w rozporządzeniu, które będzie przyjęte przez Parlament Europejski i Radę, a jego postanowienia będą obowiązywały na terytorium państw członkowskich bezpośrednio, bez konieczności przystosowania do prawa krajowego. Na mocy powyższych przepisów przygraniczne regiony i gminy polskie będą np. mogły powoływać wspólne organizmy z regionami, np. niemieckimi, do realizacji zadań publicznych - w zakresie komunikacji, oświaty, wspólnych inwestycji, a utworzone jednostki będą wobec państwa polskiego podmiotem niezależnym w zakresie zadań objętych konwencją EUWT. Poparcie w Radzie UE dla projektu powyższego rozporządzenia rząd uzależnił od tego, czy władze danego państwa zachowają decydujący głos w sprawie powołania EUWT. Chodzi o to, aby zgoda ministra na powstanie EUWT musiała zapadać czarno na białym, a nie w sposób dorozumiany, jak pierwotnie przewidywano. Polska będzie też ubiegać się o przedłużenie terminu na wydanie takiej zgody przez władze państwowe.
Stanowisko rządu w tej sprawie uzyskało poparcie sejmowej komisji europejskiej, i to właściwie bez większej dyskusji. A szkoda, bo nie tylko treść rozporządzenia, ale również sposób jego prezentacji stronie polskiej budzi poważne wątpliwości. Otóż komisja, wydając swoją opinię w tak poważnej sprawie, nie znała treści projektu rozporządzenia. Rząd przedstawił jej tylko nieaktualny, pierwotny tekst dokumentu, i to w języku angielskim, bez polskiego tłumaczenia. Tymczasem przedmiotem głosowania komisji był późniejszy dokument, przedstawiony przez prezydencję brytyjską, którego treść pozostała jednak dla posłów tajemnicą. Za przedstawienie na posiedzeniu komisji propozycji stanowiska rządu w tej sprawie odpowiedzialna była wiceminister Krystyna Gurbiel, podsekretarz stanu w resorcie gospodarki w rządach Leszka Millera i Marka Belki, w początkowym okresie rządu Marcinkiewicza przejściowo sprawująca swoją funkcję w ramach nowo powołanego Ministerstwa Rozwoju Regionalnego. Kilka dni po przeforsowaniu w komisji europejskiej poparcia dla stanowiska rządu została odwołana. Mimo naszych zabiegów w biurze prasowym Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, gdzie wyjaśnieniem kwestii zajmował się Robert Sidorowicz, a nawet pytania skierowanego do samej minister Grażyny Gęsickiej podczas konferencji prasowej, do tej pory nie udało nam się dowiedzieć, jaki tekst rozporządzenia zamierza poprzeć rząd i co właściwie poparli posłowie sejmowej komisji europejskiej.
Wiele wskazuje na to, że powierzenie tego kontrowersyjnego projektu rozporządzenia minister Gurbiel, o której wiadomo było, że zostanie wkrótce odwołana, nie było przypadkowe. Dzięki temu dzisiaj nikt nie ponosi odpowiedzialności za stanowisko, które w przyszłości może narazić na szwank integralność terytorialną Polski. Wprawdzie powstanie Europejskich Ugrupowań Współpracy Transgranicznej musi być opatrzone zgodą rządu, ale w żadnych dostępnych dokumentach nie ma ani słowa o tym, że rząd będzie miał jakikolwiek wpływ na działalność tej jednostki lub będzie mógł doprowadzić do jej rozwiązania. O tym, jak istotnej materii dotyczy rozporządzenie, świadczy fakt, że nawet poprzedni postkomunistyczny gabinet Millera zgłosił do jego treści długą listę zastrzeżeń i wątpliwości, wskazując m.in., że przekazywanie przez samorządy zadań publicznych i majątku na rzecz jednostek ponadnarodowych jest sprzeczne z polskim prawem. Złożył również zastrzeżenie lingwistyczne do projektu, wskazując, że UE nie przedstawiła polskiej wersji językowej, co - wobec konieczności precyzyjnego formułowania pojęć - uniemożliwia prace nad projektem. Czy te kontrowersyjne zapisy udało się stronie polskiej usunąć w toku negocjacji? Nie wiadomo. Nie potrafili nam wskazać aktualnej treści tego dokumentu ani przewodniczący sejmowej komisji europejskiej Karol Karski - poseł PiS, ani referent z ramienia komisji Daniel Pawłowiec (LPR). Mimo pełnej niewiedzy komisja poparła stanowisko rządu, przy czym wszystko wskazuje na to, że resort rozwoju regionalnego, który ponosi odpowiedzialność za to stanowisko, także nie miał o sprawie pojęcia.
Małgorzata Goss
Nie podpisywać weksli in blanco
Sytuacja, w której PiS, LPR, Samoobrona i PSL - ugrupowania promujące wzmocnienie państwa i zachowanie suwerenności państwowej w ramach Unii Europejskiej - decydują się na bezkrytyczne i bezdyskusyjne poparcie budzącego poważne kontrowersje unijnego rozporządzenia, którego treści strona rządowa nie dostarczyła (a raczej dostarczyła w wersji nieaktualnej i na dodatek po angielsku) nie daje się w żaden sposób wytłumaczyć. Nawet jeśli przyjąć, że bardzo "proeuropejska" minister z postkomunistycznej ekipy Krystyna Gurbiel na przedłożenie sprawy sejmowej komisji europejskiej celowo wybrała moment, kiedy rząd był w trakcie organizowania się, to przecież przewodniczący komisji z PiS, prawnik, powinien był nie dopuścić do rozpatrywania stanowiska rządu w ciemno, bez znajomości treści rozporządzenia. Jeśli zaś nie on, to referujący sprawę poseł LPR winien tego zażądać, jak również zwrócić się do Biura Studiów i Ekspertyz Sejmu w celu zasięgnięcia fachowej opinii. Sprawa jest naprawdę poważna, gdyż na podstawie owego rozporządzenia możemy szybko utracić kontrolę nad działalnością publiczną przygranicznych samorządów terytorialnych. Suwerenność raz oddaną trzeba przywracać siłą. Tego rodzaju akty prawne, których treścią jest rozmywanie suwerenności państwowej na danym terytorium, muszą być rozpatrywane z należytą uwagą, a nie przepychane beztrosko przez dziurawe procedury stanowienia unijnego prawa. Miejmy nadzieję, że przedstawiciel rządu, który w tej sprawie będzie podejmował decyzję w Radzie UE, inaczej niż posłowie sejmowej komisji europejskiej, najpierw zaznajomi się z treścią projektu i skonsultuje go z Radą Ministrów.
Warto przy tej okazji zastanowić się, ile tak ważnych dla Polski kwestii przeoczyli już nieodpowiedzialni urzędnicy i posłowie w ramach procedur stanowienia unijnego prawa. Według jednej z gazet, w podobny sposób wiosną tego roku postkomunistyczna ekipa zgodziła się na unijnym forum na... budowę gazociągu pod dnem Bałtyku!
Jeśli nie poprawi się nadzór nad stanowieniem unijnego prawa ze strony Komitetu Europejskiego Rady Ministrów oraz sejmowej komisji europejskiej, to w pewnej chwili obudzimy się w ubezwłasnowolnionym kraju. Na własne życzenie.
MaG
"Nasz Dziennik" 2005-12-29
Autor: ab