Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Traktujcie nas tak samo

Treść

Wystąpiliśmy z apelem do wszystkich górników, żeby wpisywali się na listy chętnych do podjęcia pracy pod ziemią, aby wykonać roboty porządkowe i konserwacyjne. Działania te miały na celu usunięcie zagrożenia oraz przygotowanie frontu do robót po zakończeniu strajku. Część zjechała i podjęła od razu strajk na poziomie 700 metrów. Inni takiej możliwości nie mieli, bo prezes złośliwie, można powiedzieć, wysyłał ich specjalnie na 1050 metrów pod ziemię. Oznaczało to dla nich kilkunastokilometrowy marsz po pochylni, aby dotrzeć do wspomnianych 700 metrów. Decyzja ta spowodowała, że górnicy po zjechaniu na tę głębokość powiedzieli: "Skoro prezes tak postępuje, uniemożliwiając nam dotarcie na miejsce o w miarę przyzwoitej porze, więc idziemy do naszych kolegów i również podejmujemy z nimi strajk". Tym bardziej że słyszeli, jak wygląda sytuacja w Kompanii Węglowej, gdzie zostało podpisane porozumienie, które jest nawet dalej idące od naszych postulatów. Tamtejsi pracownicy otrzymają więcej, niż my się domagamy przy 22 dniach prowadzenia akcji strajkowej. My, strajkując, walczymy o pieniądze, które sami wypracowaliśmy. Więc nikt nam nic nie daje, a w Kompanii Węglowej porozumiano się bez problemu, mimo że - jak słyszymy - generują tam straty. Jak to jest w takim razie, pytamy, bo właściciel jest ten sam - państwo. Gdyby podpisano z nami porozumienie, wtedy jesteśmy to w stanie odpracować i dalej przynosić dochody. Uważamy w związku z tym, że coś jest nie tak i domagamy się tylko równego traktowania. Zarząd, jako strona sporu zbiorowego, nie jest kompetentny do tego, aby ferować wyroki, czy strajk jest legalny, czy też nie. Od tego są odpowiednie instytucje, takie jak sąd. Jeśli zarząd twierdził od początku, że my postępujemy nielegalnie, należało się zgłosić do sądu o wydanie takiego wyroku. Tak się przecież odbyło np. w 2005 r., gdy "Solidarność" i "Kadra" miały zakaz prowadzenia akcji strajkowej. To nie jest tak, że nasz zarząd nie wie, jak to robić - wie, ale woli udawać Greka oraz mówić wszem i wobec, że strajk jest nielegalny. Otóż jest legalny i mamy to potwierdzone w dokumentach. Doskonale zdajemy sobie sprawę, jakie procedury z tym związane należy spełnić. Wypełniliśmy je wszystkie, mimo że nie mogliśmy mediować. Mieliśmy prawo do czynnej akcji strajkowej ze względu na to, że pracodawca nie podjął z nami mediacji. Pomimo tego, zanim zaczęliśmy strajkować, jeszcze raz zapytaliśmy w referendum załogę, czy jest za akcją strajkową. not. JAC "Nasz Dziennik" 2008-01-08

Autor: wa