Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Traktat się oddala?

Treść

Gdy wczoraj w Berlinie przedstawiciele krajów członkowskich Unii Europejskiej starali się uzgodnić stanowisko wobec projektu nowego unijnego traktatu, po spotkaniu z przedstawicielami wspólnot religijnych w Brukseli Angela Merkel oświadczyła, że na razie pewne jest tylko to, że w nowym dokumencie nie będzie odwołania do wartości chrześcijańskich. Wbrew propagandzie niemieckiej oraz zapewnieniom dużych państw UE, że przyjęcie nowego traktatu jest koniecznością, mniejsze kraje, jak Polska, Czechy czy Holandia, nie chcą zgodzić się na zapisany w obecnym projekcie system głosowania. Przedstawiona propozycja tzw. podwójnej większości znacznie dyskryminuje ich siłę we Wspólnocie.

Spotkanie w Berlinie poseł Witold Tomczak, deputowany do Parlamentu Europejskiego, nazwał na antenie Radia Maryja "elementem kampanii prokonstytucyjnej". - Pytania wystosowane przez Angelę Merkel do wszystkich uczestników spotkania są jedynie próbami pozornych działań, że niby każde państwo ma prawo zmieniać konstytucję. Tak naprawdę chodzi jedynie o to, by traktat został przyjęty i by przekształcić Europę państw suwerennych w nowe imperium europejskie z dużą dominacją Niemiec - stwierdził Tomczak, odnosząc się do ankiety niemieckiej prezydencji skierowanej do państw członkowskich. Kształt karty praw obywatela Unii, wspólnej polityki energetycznej i klimatycznej, symboli, takich jak flaga czy hymn Unii - to tylko niektóre z kwestii, o które zapytała kanclerz Merkel.
Niemiecka prezydencja dąży do jak najszybszego zakończenia negocjacji i przyjęcia traktatu jeszcze przed czerwcowym szczytem Unii. Wczoraj do Niemiec dołączyła Portugalia, która od lipca będzie stała na czele Wspólnoty. - Potrzebujemy nowego traktatu, i to jak najszybciej. Niezależnie od tego, jak będzie się nazywał i czy określimy go jako maksymalistyczny czy minimalistyczny - oświadczył szef portugalskiego MSZ Luis Amado.
Opierając się na zeszłotygodniowych deklaracjach Warszawy, można było odnieść wrażenie, że i Polska dołączyła do grona uczestników tego wyścigu mających osiągnąć metę w jak najlepszym czasie i za wszelką cenę. Nasz główny negocjator w Berlinie Marek Cichocki w wypowiedzi dla "Rzeczpospolitej" oświadczył, że rezygnujemy z obrony nicejskiego systemu głosowania, który do niedawna stawialiśmy na szali z naszym "być albo nie być".
Obecnie w Europie mamy do czynienia z trójgłosem. Niemcy chcą przyjęcia traktatu w takim kształcie, jaki został przedstawiony w projekcie. Francuski prezydent elekt Nicolas Sarkozy woli minitraktat, który zachowa jednak system podwójnej większości. Mniejsze państwa, jak Polska czy Holandia, nie godzą się na dyskryminujący je system podwójnej większości. Rewizji zasad podejmowania decyzji w Unii Europejskiej domagają się również Czechy. Negocjator tego kraju w Brukseli Jan Zahradil powiedział, że nie można się zgodzić z tym, iż nie poruszono tej kwestii w dotychczasowej dyskusji nad traktatem. - Nie możemy tego tak zostawić, gdyż wówczas jedno z naszych podstawowych żądań, aby nasza pozycja nie została osłabiona, nie będzie spełnione - zaznaczył.
Czechy domagają się także wprowadzenia możliwości zablokowania przez narodowe parlamenty prawa, które będzie proponowane przez Brukselę.
Wszystko wskazuje na to, że jeśli Unia nie zgodzi się na zmianę systemu głosowania na dający mniejszym państwom gwarancję zrównoważenia sił z unijnymi mocarstwami, perspektywa przyjęcia traktatu będzie się oddalać.
Aneta Jezierska
"Nasz Dziennik" 2007-05-16

Autor: wa