Przejdź do treści
Przejdź do stopki

To nie tak miało być

Treść

Niezbyt udanie rozpoczęły swój start w turnieju o Puchar Świata polskie siatkarki. O ile jeszcze w sobotę wszystko poszło zgodnie z planem i po mękach, ale jednak nasze panie wygrały z Turczynkami 3:2, o tyle wczoraj nad ranem niespodziewanie uległy Dominikanie 1:3. Takiego obrotu sprawy mało kto się spodziewał.

Na początek o chwilach przyjemniejszych: w sobotę nie udał się Turczynkom rewanż za przegrany finał niedawnych mistrzostw Europy. Ponownie lepsze były Polki. Tym razem jednak podopieczne trenera Andrzeja Niemczyka zagrały dużo słabiej niż 28 września, natrafiły też na lepiej dysponowane rywalki i stąd aż pięciosetowy maraton. A nic go nie zapowiadało. Bo gdy na początku pierwszego seta nasze zdecydowanie prowadziły (15:10), wydawało się, że nic złego spotkać je nie może. Przewaga jednak malała i malała, głównie dzięki znakomitej Natalii Hanikoglu, no i seta wygrały Turczynki. Kolejna odsłona była jeszcze bardziej dramatyczna i nerwowa. Wicemistrzynie Europy prowadziły już 23:20, miały wygraną "w kieszeni", ale tym razem finisz należał do Polek. Trzeci set znów dla naszych rywalek - zadecydowały błędy (słabe przyjęcie i obrona) Biało-Czerwonych. Na szczęście Polki w porę się obudziły - bowiem kolejną partię rozegrały wręcz popisowo. O wszystkim decydował tie break. Niepotrzebnie emocjonujący (bo było już 7:2 i 8:4 dla Polski), ale zwycięski. Nasze panie w dużej mierze sukces zawdzięczały rewelacyjnej Aleksandrze Przybysz.
Wczoraj miało być za to łatwo i przyjemnie, a tu spotkał nas zimny prysznic. Polki zasłużenie przegrały bowiem z Dominikaną, co mocno zredukowało ich szanse na zajęcie miejsca w pierwszej trójce turnieju (premiowanego kwalifikacją olimpijską). Tylko początek przegranego pierwszego seta i fragmentami dobry trzeci były w wykonaniu naszych pań udane. Poza nimi mnożyły się błędy, przede wszystkim w przyjęciu i rozegraniu. Jedyna fantastycznie grająca Małgorzata Glinka (aż 29 punktów!) nic wskórać nie mogła. Trener Niemczyk dokonywał wielu zmian, szukając optymalnego ustawienia, bez powodzenia. - Ten mecz przegraliśmy przez własne błędy - podsumował szkoleniowiec, który mocno wzdychał za nieobecnymi w Japonii Dorotą Świeniewicz i Joanną Mirek.
Co teraz? Po prostu trzeba zapomnieć o wpadce z Dominikaną i walczyć o zwycięstwa z drużynami silniejszymi niż nasze pierwsze przeciwniczki. Dziś Polki muszą wygrać z Brazylijkami. Porażka może oznaczać koniec marzeń.
Piotr Skrobisz


Wyniki - pierwszy dzień: Tokio - USA - Korea Południowa 3:2 (25:21, 25:19, 21:25, 22:25, 15:13), Włochy - Egipt 3:0 (25:13, 25:11, 25:13), Japonia - Argentyna 3:0 (25:16, 25:20, 25:23); Kagoshima - Chiny - Brazylia 3:1 (14:25, 25:18, 25:19, 25:16), Kuba - Dominikana 3:1 (25:15, 25:17, 22:25, 25:19), Polska - Turcja 3:2 (26:28, 27:25, 20:25, 25:11, 15:12). Drugi dzień:Tokio - USA - Argentyna 3:0 (25:11, 25:14, 25:14), Włochy - Korea Południowa 3:0 (25:14, 25:19, 25:17), Japonia - Egipt 3:0 (25:10, 25:15, 25:21); Kagoshima - Polska - Dominikana 1:3 (21:25, 17:25, 27:25, 21:25), Chiny - Kuba 3:0 (25:20, 25:17, 25:19), Brazylia - Turcja 3:1 (27:29, 25:19, 25:10).
Nasz Dziennik 3-11-2003

Autor: DW