"To nie moja rzecz"?
Treść
Beata Rusiecka, psycholog, terapeuta: Syndrom poaborcyjny jest ogólnie niedoceniany przez wiele osób. Niektóre kręgi podważają nawet jego istnienie. Mówi się o nim niewiele, a jeszcze mniej o tym zespole, jeśli chodzi o mężczyzn. Jest to związane z podejściem mężczyzn do szukania pomocy w przypadku problemów psychicznych czy przeżywanych uczuć bądź w sferze poznawczej - np. przeżywane myśli depresyjne. Sądzę, że mężczyźni są tak wychowywani, żeby raczej ukrywać fakt, iż nie radzą sobie z trudnościami w sferze psychiki. Jest im trudniej poprosić o pomoc i ich problemy emocjonalne są rzadziej brane pod uwagę. Kobiety mają tutaj pewien przywilej związany z wychowaniem czy też postrzeganiem społecznym, że chętniej oczekują pomocy zarówno od mężczyzn, jak i od terapeutów, więc łatwiej im o tym mówić. Drugim powodem tego, że tak rzadko mówi się o tym problemie u mężczyzn, jest to, że być może łatwiej jest powiedzieć mężczyznom "to matka", "to jest problem kobiety". Wielu mężów mówi na wieść o poczęciu: "Rób, jak uważasz, kochanie". I to dość częsta postawa, będąca w sumie brakiem wsparcia dla matki, a w konsekwencji najczęstszym powodem aborcji u kobiety. U wielu mężczyzn dzisiaj występuje postawa unikania - "to nie moja rzecz", "to w końcu nie jest w moim ciele". Ciało męskie nie doznaje bezpośredniej inwazji, bezpośredniego ataku, i w związku z tym łatwiej - wydaje się - jest myśleć, że "z powodu aborcji nic nie powinno mi być". Inna rzecz, że nie doceniamy zranień i uszkodzeń, które są niewidoczne dla oczu, czyli uszkodzeń psychicznych czy duchowych. Jeszcze innym powodem może być poczucie winy u mężczyzn. Czują się winni tego, że przyczynili się do braku wsparcia. Jeszcze innym powodem jest prawo, które nie daje mężczyźnie wglądu i możliwości obrony dziecka. Nawet gdyby chciał, żeby dziecko żyło, jego dziecko, to jeżeli kobieta zdecyduje się na aborcję, to on nie ma prawa tego dziecka ochronić. Cokolwiek by robił, będzie nieskuteczne. To powoduje u mężczyzn przede wszystkim wycofanie się, w przyszłości zaś trudności z wiązaniem się z żyjącym dzieckiem. Budzi to też u mężczyzn gniew wobec kobiet, a nawet wściekłość. W związku z tym można przypuszczać, że skoro on nie chciał śmierci dziecka, a kobieta chciała, to dlaczego miałby cierpieć na syndrom poaborcyjny? Zespół poaborcyjny jest jednak skutkiem wydarzenia, wobec którego wszyscy zaangażowani muszą mieć określony stosunek. Miało miejsce zdarzenie, a wobec czegoś, co zaistniało, nie sposób nie przeżywać reakcji na wszystkich poziomach osobowych: wolitywnym, emocjonalnym, poznawczym i somatycznym. W związku z tym, jeżeli się zdarzy, że aborcja ma miejsce, to ta reakcja nastąpi zarówno u kobiety, jak i u mężczyzny. U mężczyzn polega ona na pojawieniu się objawów depresyjnych, w sferze emocjonalnej - na poczuciu bezradności, a w sferze poznawczej - na odpowiadającej temu poczuciu bezradności myśli, że "do niczego się nie nadaję", "nie umiałem ochronić tego dziecka". Podobnie jak w przypadku kobiet może mieć miejsce mechanizm obronny zaprzeczania. Polega on na tym, że faktu, który miał miejsce, który jest widoczny "gołym okiem", po prostu się nie widzi, zaprzecza się jego istnieniu. Można zatem powiedzieć, że mężczyźni będą przeżywali wszystkie objawy zespołu poaborcyjnego, natomiast ta różnica będzie polegała na tym, że nie będą przeżywali identycznych objawów somatycznych, dlatego że pamięć traumatyczna związana z samym zabiegiem aborcyjnym dotyczy kobiet, ponieważ to one przeżyły procedurę aborcyjną. Ale już objawy związane z syndromem tzw. stresu pourazowego (np. kiedy mężczyzna odwoził kobietę do kliniki aborcyjnej i przywoził ją z powrotem do domu, widział jej reakcje) będą dotyczyły również mężczyzn. Także w sferze społecznej oraz w relacjach z kobietą mężczyźni okazują wściekłość, mówią: "Czego ona chce?! Przecież dałem jej pieniądze i ją zawiozłem!". Jeżeli kobieta chciała aborcji, ojciec dziecka otrzymał informację (nieświadomą informację), że został odrzucony, a to powoduje frustrację, napięcia, utratę zaufania, bez którego trudno jest się wzajemnie porozumieć. Jeżeli ojciec dziecka pozostał bezradny lub odrzucił dziecko, grożąc np. odejściem, wraz z aborcją nie mógł dalej szanować matki, a jego żałoba i poczucie winy nabiorą cech patologicznych. Będą odrzucane, a przez to żałoba nie będzie mogła zakończyć się pomyślnie. Jednym z następstw nieukończonej żałoby jest ogólna niechęć albo wrogość do dzieci. Znajduje ona swój wyraz w przemocy wobec innych żyjących dzieci lub pomijaniu ich potrzeb, zostawieniu samym sobie (zaniedbaniu). Szczególnym wyrazem wrogości może być nadmierna kontrola i nadopiekuńczość w niektórych dziedzinach opieki (np. karmienie, ubieranie), przy jednoczesnym zaniedbaniu emocjonalnym, braku emocjonalnego kontaktu z dzieckiem. not. Anna Wiejak "Nasz Dziennik" 2008-03-22
Autor: wa