To nie jest "zastraszające" tempo prac
Treść
Z posłem Maksem Kraczkowskim (PiS), przewodniczącym sejmowej Komisji Gospodarki, rozmawia Wojciech Wybranowski
"Polska rodziną silna" to dość często powtarzany slogan w kampanii wyborczej PiS w 2005 roku. Jak to jest, że z jednej strony liderzy PiS mówią o konieczności wsparcia polskich rodzin, a z drugiej - poza "becikowym", które głównie jest pomysłem LPR - rząd do tej pory w tej sprawie niewiele zrobił?
- Nie zgadzam się z tym absolutnie, postawił pan bardzo ostry zarzut. Polityka prorodzinna jest rzeczywiście priorytetem rządu Jarosława Kaczyńskiego, ale proszę pamiętać, że Polska to nie bogata Francja czy USA i niestety, podejmując jakiekolwiek działania, musimy się liczyć z możliwościami finansowymi i budżetem. Uważam, że w obecnej sytuacji gospodarczej, finansowej Polski zrobiliśmy naprawdę dużo. W programach działań tego rządu są postulaty działań poprawiających m.in. sytuację kobiet na rynku pracy, wprowadzenia podatkowych ulg rodzinnych czy wprowadzenia przepisów stymulujących zakłady pracy do tworzenia przedszkoli i żłobków przy zakładach. Jednak rzeczywiście istotne jest podniesienie poziomu życia rodzin, w których pojawiają się dzieci, i takie działania są i będą podejmowane. Podkreślam, że celem polityki prorodzinnej państwa jest przede wszystkim umożliwienie kobietom godzenia zaangażowanego rodzicielstwa z karierą zawodową, jednak zmian trzeba dokonywać, kierując się realiami ekonomicznymi.
Zrobimy, załatwimy, pomożemy. To słowa najchętniej używane obecnie przez polityków PiS. Chyba nie doczekamy chwili, kiedy mówiąc o polityce prorodzinnej, usłyszymy: zrobiliśmy, przyjęliśmy, ustaliliśmy.
- Jest pan bardzo sceptyczny. Rzeczywiście wiele spraw jest jeszcze w fazie prac. Ale albo chcemy mieć dobrą ustawę, której czytelne i konkretne przepisy rzeczywiście pomogą polskiej rodzinie, albo kolejny bubel prawny, jakich multum powstawało w ostatnich kadencjach, zwłaszcza za rządów Leszka Millera i Marka Belki, ustaw, które miały na celu tylko stworzenie medialnych faktów podnoszących popularność danej partii, a w rzeczywistości zamiast pomagać, utrudniały życie: rodzinom wielodzietnym, przedsiębiorcom, matkom samotnie wychowującym dzieci. My takiej sytuacji nie chcemy, dlatego program wsparcia polskich rodzin realizujemy może nie w zastraszającym tempie, ale za to skutecznie. Na ukończeniu są m.in. prace nad projektem ustawy ułatwiającej budowanie nowoczesnych form opiekuńczo-edukacyjnych dla dzieci do lat sześciu. Premier Jarosław Kaczyński zapowiedział, że jeszcze w tej kadencji zostanie zgłoszony projekt ustawy prorodzinnej, uwzględniający propozycje rządu w tej sprawie. Rzeczywiście, miał pojawić się do końca wakacji, jednak opóźnienia w pracach nad ustawą wynikają z przyczyn obiektywnych. W trakcie konsultacji pojawiło się wiele sugestii, propozycji rozwiązań - z tego wiele bardzo ciekawych, które warte były tego, by uwzględnić je w ustawie. Wskazywano m.in. na to, że wprowadzenie ulg prorodzinnych zostało zbyt rozłożonych w czasie. Pracodawcy, którzy zgodzili się zaopiniować rządowy projekt ustawy, postulowali rozszerzenie zachęt do zatrudniania rodziców po przerwie związanej z wychowywaniem dziecka, a rodziny wielodzietne proponowały pensję dla matek wychowujących dzieci w domu. Część z tych pomysłów na przestrzeni najbliższych lat będzie wdrażana w życie, niestety na realizację niektórych nie pozwalają obecnie warunki budżetowe państwa, co nie oznacza, że nie będzie można do nich wrócić w przyszłości.
W obecnej sytuacji politycznej przyjęcie ustaw zgłoszonych przez PiS można odłożyć ad acta. Opozycja choćby dla zasady zablokuje przyjęcie nawet najbardziej korzystnych rozwiązań...
- By oskarżyć PiS, że nie wywiązuje się z obietnic... Ale takie zarzuty będą kłamstwem, a już na pewno jeżeli chodzi o politykę prorodzinną. By nie być gołosłownym, pozwolę sobie przytoczyć kilka faktów. Od grudnia 2006 roku weszły w życie przepisy znowelizowanego kodeksu pracy, które ostatecznie wydłużyły urlop macierzyński o dwa tygodnie. Udało nam się to zrealizować mimo sprzeciwu opozycji. Teraz próbujemy jeszcze te urlopy wydłużyć, bo wiemy, jak bardzo ważny jest kontakt rodziców, zwłaszcza matki, z tak małym dzieckiem.
Rezygnacja matki z pracy i poświęcenie się opiece nad dziećmi pogarsza na ogół sytuację finansową rodziny.
- Pewnego rodzaju rozwiązaniem jest podjęta przez rząd Kaczyńskiego próba wprowadzenia zasad telepracy, pewnego sposobu zarobkowania interesującego dla osób pracujących na własny rachunek. Chcemy tym zainteresować zarówno pracowników, jak i pracodawców, jako sposobem umożliwiającym rodzicom godzenie życia zawodowego z prywatnym. Chcemy, by sposób telepracy - a więc pracy wykonywanej przez pracownika w domu, był ściśle uregulowany tak, by nie dochodziło do żadnych nadużyć.
Premier zobowiązał się dzisiaj, że projekt ustawy o polityce prorodzinnej autorstwa Kluzik-Rostkowskiej trafi do Sejmu jeszcze tej kadencji. Zapowiada się burzliwa debata...
- I myślę, że zostanie przyjęty. Paradoksalnie, właśnie teraz jest szansa na to, że opozycja nie sprzeciwi się projektowi wydłużenia urlopów macierzyńskich, że w przededniu kampanii wyborczej nie zablokuje ustawy, tym bardziej że jest to dobry projekt, merytoryczny i rzeczywiście potrzebny. Nawiązując do zmian, jakie wprowadziliśmy w grudniu, przypomnę, że obecnie urlop macierzyński po narodzeniu pierwszego dziecka trwa osiemnaście tygodni, po każdym kolejnym dwadzieścia tygodni. W przypadku mnogiego porodu to dwadzieścia osiem tygodni. I co ważne, również osoby, które adoptują małe dziecko, to znaczy takie do siódmego roku życia, również mogą skorzystać z osiemnastotygodniowego urlopu. Kończymy prace i mam nadzieję, że jeszcze w tej kadencji zostanie przyjęty - bo przypomnę, że samo rozwiązanie Sejmu nie oznacza, że parlament kończy pracę, aż do wyborów obraduje przecież nad ustawami - projekt ustawy o rodzinnej opiece zastępczej. W skrócie - projekt mówi o tym, że osoby, które utworzą zawodową rodzinę zastępczą, będą traktowane jak pracownicy. Czas opieki nad dziećmi będą miały wliczony do czasu pracy oraz emerytury.
Wiele rodzin rezygnuje z potomstwa przede wszystkim dlatego, że nie pozwala im na to stan majątkowy. "Becikowe", przepchnięte przez LPR, to tylko kropla w morzu potrzeb.
- Już we wrześniu 2006 r. udało nam się podwyższyć zasiłek rodzinny z 46,50 zł do 60,30 złotych. Wyższy, dzięki staraniom tego rządu, jest również dodatek z tytułu wychowania dziecka w rodzinie wielodzietnej. Został podniesiony z 50 zł do 80 złotych. Od ubiegłorocznej jesieni wyższe są również dodatki na dojazdy dzieci do szkoły.
Polskie rodziny to nie tylko rodziny z małymi dziećmi. To również ci, którzy zasługują na to, by po wielu latach pracy żyć godnie; tymczasem emerytury wypłacane przez ZUS np. nauczycielom, pielęgniarkom są tak niskie, że - mówiąc dosadnie - woła to o pomstę do nieba.
- Dobre pytanie. Ale jeśli chciał pan w ten sposób wytknąć PiS niewywiązywanie się z obietnic wyborczych, to muszę pana rozczarować. Dzięki działaniom tego rządu, corocznie, w marcu następować będzie rewaloryzacja rent i emerytur i wyniesie ona nie mniej niż średnioroczny wskaźnik cen i towarów konsumpcyjnych w poprzednim roku kalendarzowym, zwiększony o 20 proc. realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia.
Dziękuję za rozmowę.
"Nasz Dziennik" 2007-09-05
Autor: wa