Tarnów nową stolicą polskiego żużla
Treść
Od niedzieli stolicą polskiego żużla jest Tarnów. Miejscowa Unia po raz pierwszy w historii sięgnęła po tytuł mistrza kraju, a uczyniła to w stylu znakomitym i godnym tego zaszczytnego miana. Ale czy mogło być inaczej, skoro w barwach tarnowskiej "ekipy marzeń" jeździli żużlowcy tej klasy, co Szwed Tony Rickardsson i Tomasz Gollob? Pewnie nie...
Losy tarnowskiego speedwaya są tyleż skomplikowane, co zaskakujące. Sukcesów na koncie nie było dotychczas nadmiar. Jedno indywidualne mistrzostwo Polski, którego młodsi kibice nawet nie pamiętają - bo wywalczone w 1967 roku przez legendę miejscowego sportu Zygmunta Pytkę. Świeższy był tytuł drużynowego wicemistrza kraju, po który "Jaskółki" sięgnęły w 1994 roku. Dokładnie przed dziesięciu laty. Ale co to był za zespół! Z Tonym Rickardssonem, braćmi Jackiem i Grzegorzem Rempałami, Mirosławem Cierniakiem, Robertem Kużdżałem. Wtedy wydawało się, że Unia może zdominować krajowe tory na długie lata. Niestety, z każdym następnym rokiem było coraz gorzej. Brakowało pieniędzy, gwiazdy odchodziły. W 1996 roku ekipa zajęła 10. miejsce w ekstraklasie i spadła z pierwszej ligi. Na długo. Trzy lata później zaznała przykrego i gorzkiego smaku degradacji do klasy jeszcze niższej. Wtedy realny był nawet najczarniejszy scenariusz. Przyszłość żużla w Tarnowie stała pod dużym znakiem zapytania.
Po dwóch latach Unia wróciła jednak na zaplecze ekstraklasy. Po dwóch kolejnych - do klasy najwyższej.
I wtedy stało się coś niesamowitego. Drużyna zyskała możnych sponsorów. Mogła pozwolić sobie na znaczne wzmocnienia. I ich dokonała, a rozmach każdego zdumiał. Celem numer jeden stał się bowiem Tomasz Gollob, najlepszy polski żużlowiec ostatnich lat. Sprowadzenie byłego wicemistrza świata do Tarnowa wydawało się zadaniem nierealnym. Ale tarnowscy działacze dopięli swego. Gollob po półtoramiesięcznych negocjacjach podpisał kontrakt, wraz z nim jego brat Jacek. Ale to nie wszystko. Po latach trykot "Jaskółek" miał bowiem ubrać Tony Rickardsson. Legenda klubu, jeden z jego symboli.
Duet Gollob - Rickardsson miał zapewnić sukces. Przed rozpoczęciem sezonu nie rozdmuchiwano oczekiwań i nadziei do niebotycznych rozmiarów. Prezes Szczepan Bukowski wspominał o awansie do najlepszej czwórki. Szybko okazało się jednak, że tarnowski "zespół marzeń" jest siłą poza zasięgiem rywali. Od pierwszych kolejek usadowił się na czele tabeli, powiększał przewagę.
Traf jednak chciał, że po drodze uniści ją lekko pogubili. Na jedną jedyną kolejkę przed końcem sezonu mieli tylko dwa punkty przewagi nad najgroźniejszym rywalem do tytułu, wrocławskim Atlasem. Obie drużyny w ostatniej serii spotykały się ze sobą w pojedynku o wszystko.
Gdyby stadion Unii mógł pomieścić 40 tysięcy widzów, pewnie tyle pojawiłoby się w niedzielę na trybunach. Niestety, tylu miejsc nie ma, ale i tak ponad 20-tysięczna publiczność robiła wrażenie. Emocje były wielkie, atmosferę święta dało się odczuć daleko poza granicami obiektu. Na kilka godzin Tarnów wstrzymał oddech, by później eksplodować wielką radością. Unia wygrała 49:40 i po raz pierwszy w historii sięgnęła po mistrzowską koronę. Liderzy nie zawiedli - Tomasz Gollob zdobył 16 punktów, Tony Rickardsson 14. Rywale, pozbawieni swego asa, Amerykanina Grega Hancocka, nie mieli szans na sprawienie niespodzianki. - Chociaż dla mnie to nie pierwszyzna, stanąć na najwyższym podium to jest wspaniała rzecz - przyznał po meczu szczęśliwy Tomasz Gollob.
Tarnów jest od niedzieli stolicą polskiego żużla. Jeśli włodarzom klubu fantazji (a raczej pieniędzy...) nie zabraknie, może nią zostać na długie, długie lata.
Piotr Skrobisz
"Nasz Dziennik" 28-09-2004
Autor: Ku8a