Tak działał "układ"
Treść
Jan Filip Libicki nie jest jedynym poznańskim politykiem PiS, którego obejmuje prowadzone przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego śledztwo w sprawie wyrządzenia szkody majątkowej w poznańskim TBS "Nasz Dom". W bulwersującej sprawie pojawiają się również nazwiska posła Jacka Tomczaka (PiS) i związanego z tą partią Artura Różańskiego. Co ciekawe - władze PiS, zamiast wyjaśnić podejrzenia i oczyścić partię, szukają "źródła przecieku". Tymczasem o wątpliwościach i podejrzeniach wobec "klanu Libickich" w Poznaniu w środowisku ówczesnych radnych było głośno już przed laty. W 2004 roku do władz PiS pismo w tej sprawie kierowali lokalni działacze tej partii - bez efektu. Czy teraz również PiS sprawę "klanu Libickich" zamiecie pod dywan?
- Jeden z ówczesnych radnych dzisiejszego PiS proponował mi wtedy wejście do TBS. Kiedy odmówiłem, usłyszałem: "A za co ty wygrasz wybory?" - opowiada były samorządowiec związany z prawicą, który w latach 1998-2002 zasiadał w poznańskiej radzie miasta.
Nasz rozmówca od kilku lat jest już "nieczynny politycznie", nie uczestniczy ani w życiu samorządów, ani w "dużej polityce", jednak kontrowersje związane z działalnością TBS "Nasz Dom" pamięta dobrze. A zwłaszcza plotki, które wówczas pojawiały się w kuluarach dotyczące wyprowadzania pieniędzy na cele polityczne. Wtedy nikt sprawy nie badał. Obecnie - jak poinformowaliśmy we wczorajszym wydaniu "Naszego Dziennika" - intensywne śledztwo w tej sprawie prowadzą poznańska delegatura Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i prokuratura okręgowa. Obejmuje ono czołowych działaczy poznańskiego PiS, m.in. posła Jana Filipa Libickiego, który w latach 2000-2001 był przewodniczącym Rady Nadzorczej TBS "Nasz Dom".
Znikający "Nasz Dziennik"
Nasza publikacja wywołała burzę w środowisku politycznym, nie tylko Poznania. Przynajmniej wśród tych osób, które dysponują internetem. Jak bowiem ustaliliśmy - część poznańskiego nakładu "Naszego Dziennika" w dziwnych okolicznościach nie trafiła do punktów kolportażu. Wiemy również, że w niektórych kioskach nastąpiła akcja "masowego wykupywania" "Naszego Dziennika". Czy ktoś bał się upublicznienia ujawnionych przez nas informacji?
- Z naszej strony było wszystko w porządku. Cały nakład, jaki dystrybuujemy, trafił do punktów sprzedaży w Poznaniu - zapewnia Maciej Topolski, rzecznik prasowy firmy "Kolporter". Podobne zapewnienia składa również Piotr Poznaniak z działu handlowego Ruch SA w Poznaniu, który przekonuje, że wczoraj jego firma otrzymała tylko jedną skargę na niedostarczenie "Naszego Dziennika". Jednak gazet w wielu kioskach, zwłaszcza w centrum miasta, nie było.
- Mamy "Nasz Dziennik" w prenumeracie i wczoraj nie otrzymaliśmy. Sprawdziliśmy też w kilku okolicznych punktach, również nie było - mówi dziennikarz "Głosu Wielkopolskiego" Krzysztof Kaźmierczak. Jak twierdzi, nie należy się temu dziwić. - Kiedy pisaliśmy o takich sprawach, dotyczących m.in. Libickich, działy się dziwne rzeczy, jakieś próby nacisku... - opowiada redaktor Kaźmierczak.
To właśnie ta gazeta już kilka miesięcy temu opublikowała cykl artykułów dotyczących podejrzenia nieprawidłowości w poznańskim TBS "Nasz Dom" i związku z całą sprawą tzw. klanu Libickich. Wówczas politycy PiS nie zareagowali, dziś kuriozalnie zasłaniają się "grą polityczną".
Panika w klanie
- Czy ja też jestem na waszym celowniku? - z takim pytaniem zadzwonił do nas mocno zaniepokojony poseł Jacek Tomczak (PiS), bliski współpracownik posła Jana Filipa Libickiego. Młody parlamentarzysta przekonuje, że z TBS nie miał nic wspólnego. Tyle że inaczej sprawę przedstawiają samorządowcy Rady Miasta Poznania w latach 1998-2002, którzy ówczesnych radnych Jacka Tomczaka i Artura Różańskiego, kojarzonego blisko z Janem Filipem Libickim, wspominają jako mocno zaangażowanych w sprawę utworzenia TBS "Nasz Dom". - Bardzo dobrze, że jest prowadzone śledztwo w sprawie. Niech wszystko wyjaśni prokuratura, a nie że stawia się zarzuty bez dowodów - zapewniał Tomczak.
Jednak tak Różański, jak i Tomczak mogą obawiać się ewentualnych ustaleń śledztwa ABW, jeżeli potwierdzi ono podejrzenia w tej sprawie, jakie pojawiają się w Poznaniu. Jak pisał niedawno "Głos Wielkopolski", Różański i Tomczak, choć nie bezpośrednio, to jednak personalnie byli powiązani z TBS "Nasz Dom" w okresie, kiedy prezesem rady nadzorczej był Jan Filip Libicki. Łączyła ich pośrednio spółka "Poznań 3D", w której obaj mieli udziały.
- Rzeczywiście, miałem udziały w tej firmie. Już sprzedałem - zapewnia poseł Jacek Tomczak.
Firma "Poznań 3D" powstała w listopadzie 2000 roku, tuż przed rozpoczęciem działalności TBS "Nasz Dom", a udziałowcami tej spółki byli m.in. Artur Różański i Jacek Tomczak oraz Tomasz Witkowski (radny AWS), a także firma "Interhart" z Warszawy, należąca do holdingu rodziny Podniesińskich zaliczanych do grona najbogatszych ludzi w Polsce. Z kolei inna spółka Podniesińskich "Interastra" była udziałowcem TBS "Nasz Dom", zaś na stanowiskach kierowniczych pracowali Artur Różański i żona Tomasza Witkowskiego. Przewodniczącym Rady Nadzorczej TBS w tamtym okresie był - jak informowaliśmy - zaprzyjaźniony z nimi Jan Filip Libicki.
Kiedy w czerwcu 2002 roku w atmosferze podejrzeń co do nieprawidłowości finansowych w TBS "Nasz Dom" radny Tadeusz Jarmołowicz (SLD) zwrócił się z wnioskiem o przeprowadzenie stosownej kontroli, natychmiast jego "ofertę" przebił Różański wspierany przez Tomczaka, którzy zawnioskowali, by skontrolować wszystkie TBS. Bulwersujące wyniki kontroli we wszystkich poznańskich TBS sprawiły, że sprawa "Naszego Domu" została rozmyta i wyciszona.
Libicki ofiarą?
Zdaniem posła PiS Jana Filipa Libickiego, opublikowanie w środowym "Naszym Dzienniku" artykułu "ABW sprawdza interesy Libickich" - to element walki wyborczej.
- W tej sprawie były już dwie kontrole: jedna przeprowadzona przez NIK, a druga przez Komisję Rewizyjną Miasta Poznania, i nic nie wykazały - mówił w rozmowie z PAP poseł Libicki.
Jednak parlamentarzysta PiS - mówiąc delikatnie - mija się z prawdą. Primo - obie kontrole wykazały liczne nieprawidłowości w działalności TBS "Nasz Dom", secundo - kontrola NIK nie objęła okresu, kiedy na czele Rady Nadzorczej TBS "Nasz Dom" zasiadał Jan Filip Libicki. Dopiero śledztwo prowadzone przez ABW objęło lata 2000-2001, kiedy poznańskim TBS niepodzielnie rządzili działacze PiS powiązani z "klanem Libickich".
Poseł na antenie jednej z lokalnych rozgłośni radiowych sugerował, że ujawnienie przez nas informacji o śledztwie ABW to "walka o miejsca na liście wyborczej". Tyle że w ten sposób poseł po prostu mija się z prawdą. Śledztwo w sprawie szkody majątkowej w TBS "Nasz Dom" Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Poznaniu wszczęła w czerwcu br. A wtedy o przyspieszonych wyborach parlamentarnych nikt nawet nie myślał.
- Nie znam sprawy, więc trudno mi publikację komentować. Ale jeśli pojawiają się takie zarzuty i jest prowadzone śledztwo, to sprawę trzeba wyjaśnić - mówi Tomasz Markowski, wiceprzewodniczący klubu parlamentarnego PiS. - Ale które miejsce ma Libicki? Drugie - to ma być jakaś nieczysta walka polityczna o miejsca? Każda osoba startująca z miejsc innych niż pierwsze ma takie same szanse wyborcze - dodaje poseł.
Jak informowały lokalne media, Jan Filip Libicki zarzuca swoim konkurentom "czarny PR" i będzie chciał usunięcia ich z listy wyborczej. Czy władze PiS "wytną" rywali Libickiego, wyciszając w ten sposób sprawę nieprawidłowości w TBS, czy też w myśl zasady "nie ma świętych krów" dokładnie zbadają kwestię udziału Libickiego w całej aferze?
Wojciech Wybranowski
"Nasz Dziennik" 2007-09-13
Autor: wa