Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Szukanie prawicy

Treść

Rozmowa z Reynaldem Secherem, historykiem i politologiem

Jak ocenia Pan obecny stan francuskiej i europejskiej prawicy?
- Zarówno we Francji, jak i w Europie trudno dzisiaj zdefiniować prawicę i lewicę. Historycznie rzecz biorąc - koncepcje te zrodziły się we Francji w czasie rewolucji 1789 roku. W moim przekonaniu ostatnim człowiekiem będącym rzeczywiście po prawej stronie sceny politycznej we Francji był Adolphe Thiers, historyczny przywódca prawicy orleańskiej i prezydent Republiki w latach 1871-1873. Był on zwolennikiem wolności indywidualnej, ekonomii rynkowej i wolności sumienia. Po nim obserwuje się wzmocnienie roli państwa kosztem wolności indywidualnych, prywatnej własności i ekonomii rynkowej. W rzeczywistości całość politycznych elit zaczęła przesuwać się na pozycje lewicowe, co zaowocowało kryzysami, takimi jak separacja państwa od Kościoła w 1905 roku. Po wojnie już od 1945 r. objawiło się to poprzez wzmocnienie roli centralnej władzy państwowej, co zaowocowało zrodzeniem się tzw. modelu francuskiego, w którym 56 proc. produktu krajowego brutto zagarnia państwo. Ono też dysponuje 80 proc. dochodów Francuzów. Dokonuje się tego kosztem niszczenia indywidualnej wolności mieszkańca Francji. Wraz ze starzeniem się francuskiego społeczeństwa system ten prowadzi w ślepą uliczkę, co tłumaczy finansowe bankructwo państwa, którego zadłużenie jest na poziomie jego budżetu.

Jak wygląda sytuacja prawicy w innych krajach europejskich?
- W większości krajów Europy Zachodniej został przyjęty model francuski. Wyjątek stanowi tu Wielka Brytania. Doszło do takich sytuacji, że Tony Blair jawi się jako człowiek prawicy, a byłego premiera Hiszpanii Aznara plasuje się na skrajnej prawicy. Obecnie nie jest to już problem prowadzonej polityki, ale kultury. Trzeba wciąż mieć na uwadze fakt, że francuska lewica nadal odwołuje się do Robespierre'a i Che Gevarry'a, a jeszcze niedawno powoływała się na Lenina, Pol Pota i Mao. Ona nigdy też nie zrozumiała fenomenu "Solidarności". Od zawsze antyliberalna, bierze sobie za wzór czysty i twardy socjalizm, co tłumaczy jej przegraną w ostatnich wyborach prezydenckich. Jeżeli chodzi o kraje Europy Centralnej i Wschodniej, to wychodzą one dopiero powoli z systemu socjalistycznego, co - jak się okazuje - nie jest łatwym procesem.

Maluje Pan ciemny obraz Europy przygniecionej socjalizmem. Czy nie ma więc nadziei na odrodzenie prawdziwej europejskiej prawicy?
- Europa nie ma wyjścia. Wydaje się, że prawdę tę zrozumiał po części Nicolas Sarkozy - by przetrwać, Stary Kontynent musi zaakceptować inny niż obecnie model, poddać krytyce swoje dotychczasowe myślenie i zmienić polityczny personel.

Dziękuję za rozmowę.

Franciszek L. Ćwik, Caen
"Nasz Dziennik" 2007-11-10

Autor: wa