Szefowa BdV nie jest partnerem do rozmów
Treść
Z prof. dr. Krzysztofem Miszczakiem, dyrektorem Departamentu Spraw Międzynarodowych w Urzędzie Prezesa Rady Ministrów RP, rozmawia Łukasz Sianożęcki
Ze strony niemieckiej pojawiły się sugestie, iż nie widzą oni możliwości powstania "widocznego znaku" bez udziału Eriki Steinbach. Czy było to uzgodnione z polską delegacją w czasie ostatnich rozmów?
- Takie projekty nie były uzgadniane ze stroną polską. Nasz rząd nie uznaje pani Steinbach za partnera do rozmów. I z takiego założenia wychodziliśmy, dyskutując z Niemcami o "widocznym znaku". Jeżeli ten projekt ma być - jak głoszą niemieckie deklaracje - europejski, to ewentualne włączenie w niego pani Steinbach deklaracje takie przekreśla. Łatwo się domyślić, że będzie ona w ramach tego projektu realizowała własne cele.
Co to oznacza w praktyce?
- Pozostajemy na razie w kręgu przypuszczeń. Jeżeliby rzeczywiście szefowa Związku Wypędzonych weszła do gremiów decyzyjnych, może to oznaczać, że będzie ona próbowała forsować swoją interpretację historii. Różnica między "widocznym znakiem" a Centrum przeciwko Wypędzeniom polega na tym, iż projekt rządowy nie ukazuje historii według pani Steinbach, lecz faktyczny wymiar powojennych wypędzeń. Jeśli chcemy realizować projekt "europejski", to nie możemy przystać na stwierdzenia, że to Niemcy byli jedynymi wypędzanymi. Jak wiadomo, to nasz Naród cierpiał pierwszy z tego powodu. Niestety, Polska nie ma wpływu na to, kogo Niemcy włączą w swój projekt. Jednak nasz rząd pozostaje na stanowisku niepartycypowania w tym projekcie.
Jak udział pani Steinbach w "widocznym znaku" może się odbić na dalszych stosunkach polsko-niemieckich?
- My ze swej strony nadal realizujemy tzw. Sieć Pamięć i Solidarność, do której zapraszamy również Niemców. Obecnie od nich zależy, czy to zaproszenie przyjmą. "Sieć" traktujemy jako dobrą okazję do przedstawienia naszego stanowiska na forum europejskim. Będziemy starali się zmienić nastawienie Berlina, który był początkowo sceptyczny wobec tego projektu. Ponadto możemy także stworzyć nasz własny projekt, podobny do tego, co robią Niemcy. Niestety, obecność pani Steinbach może jedynie negatywnie wpłynąć na wszelkie podejmowane projekty.
Jak nazwać taką politykę, takie potajemne próby włączania w rządowe projekty postaci takich jak Erika Steinbach? Czy ze strony Niemiec nie przypomina to sączenia trucizny drogą kropelkową?
- Dobre stosunki polsko-niemieckie na płaszczyźnie historycznej będą możliwe, jeśli Niemcy będą nas traktowały jak partnera. Jeżeli dyskutujemy w jakiejś sprawie, to zawsze staramy się ustalić wspólne stanowisko. Niestety, podejmowanie takich prób nie prowadzi w tym kierunku.
Dziękuję za rozmowę.
"Nasz Dziennik" 2008-03-20
Autor: wa