Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Szczerze podziwiam swoich podopiecznych

Treść

Rozmowa z Andrzejem Piątkiem, trenerem reprezentacji Polski w kolarstwie górskim

Kilka dni temu kolarze górscy oficjalnie zakończyli kolejny sezon, jaki on był?
- Dobry, jeden z lepszych w historii. I to pomimo tego, iż nie udało się nam wywalczyć indywidualnego medalu na mistrzostwach świata. Zabrakło nieco szczęścia. Nasza faworytka Majka Włoszczowska rozchorowała się na dwa dni przed wyścigiem i zajęła czwarte miejsce. Bardzo dobre, ale gdyby nie te problemy, na pewno stanęłaby na podium. Przywieźliśmy z mistrzostw jedynie brązowy medal w zmaganiach drużynowych. Ale oczywiście nie narzekamy - wysokie, siódme miejsce w zmaganiach indywidualnych zajęła Ania Szafraniec, która wcześniej wywalczyła piąte miejsce w mistrzostwach Europy. Dobry sezon mają za sobą juniorzy - Kasia Solus, Marta Sułek czy Piotrek Brzózka.

Z czego jest Pan najbardziej zadowolony, a co mogło być lepsze? Czy nasze gwiazdy, na które zwykle najmocniej liczymy, spełniły oczekiwania?
- Maja Włoszczowska zdecydowanie tak. Miała dobry sezon, walczyła na mistrzostwach Europy i świata, w Pucharach Świata. Zawsze była w czołówce, potwierdzając aspiracje. Po dwóch słabszych latach do elity wróciła Ania Szafraniec, swój równy poziom prezentowała Magda Sadłecka, choć moim zdaniem stać ją na jeszcze więcej. Wierzę, że wciąż będzie się rozwijała. Troszkę "siadł" Marek Galiński, ale w kraju wciąż jest numerem jeden. Po kontuzji pokazał się Marcin Karczyński, i to w dużej mierze dzięki niemu wywalczyliśmy brąz w drużynie na mistrzostwach świata. Za tą dwójką jest sporo utalentowanych zawodników, wspomnieć trzeba Darka Batka i Kryspina Pyrgiesa. Nie zapominam również o Oli Dawidowicz, która straciła sezon z powodu zdrowotnych perypetii, a ma ogromny potencjał. Liczę na nią nawet w kontekście igrzysk olimpijskich w Pekinie. Mamy zdolną młodzież, jeśli tylko zostaną jej stworzone odpowiednie warunki do rozwoju, nieraz nas ucieszy.

Jeszcze niedawno kolarstwo górskie było u nas jedną z najdynamiczniej rozwijających się młodych dyscyplin sportu, czy nadal jest podobnie?
- Tak, choć na pewno się troszkę ustabilizowało, szczególnie jeśli chodzi o cross-country. W tym momencie dużą popularnością zaczynają cieszyć się maratony, polegające na przejeżdżaniu w terenie bardzo długich tras. Co ważne, nadal utrzymujemy określony poziom. Mamy trzy znakomite dziewczyny, do których pozostali mogą równać. Ale są i inni, młodzi, zdolni. Talent na pewno posiadają, reszta jest w ich głowach.

To trudna dyscyplina? Chcąc pójść w ślady Mai Włoszczowskiej czy Anny Szafraniec, trzeba mieć wyjątkowy talent, czy można tego dokonać ciężko pracując?
- Zawodnik utalentowany na pewno szybciej dochodzi do sukcesów. Ktoś mniej uzdolniony musi dużo więcej pracować, ale jest w stanie dojść do najwyższego poziomu. Nie ukrywam jednak, to trudna dyscyplina: trzeba wiele czasu poświęcić na kształtowanie cech motorycznych, szybkości, wytrzymałości i siły. Żmudny jest trening techniczny, ten element odgrywa bowiem ogromną, jeśli nie decydującą rolę. Ale z drugiej strony, to sport dający ogromną radość i satysfakcję z bliskiego obcowania z naturą czy pokonywania tras, na które nawet nie dociera samochód.

Jakie predyspozycje musi mieć dobry kolarz górski?
- Na pewno musi mieć jakiś talen t, odpowiednie parametry fizyczne i psychiczne. Trzeba mieć samozaparcie, wolę walki, być pracowitym...

...i oczywiście odważnym?
- Czasami nawet się zastanawiam, czy gdyby moja córka chciała uprawiać tę dyscyplinę, to bym ją do tego namawiał. I chyba... nie. Bo to szalenie wymagająca konkurencja, tylko dla najodważniejszych, bo na niektórych zjazdach mogą wydarzyć się różne rzeczy. Szczerze podziwiam panny ścigające się w mojej grupie za ich odwagę, samozaparcie do treningu. A także za to, że potrafiły podporządkować swe życie sportowi. Drobny przykład - dieta. One naprawdę muszą odmawiać sobie wielu przyjemności...

Widzi Pan swoje podopieczne na podium igrzysk w Pekinie?
- Jak najbardziej. Gdyby było inaczej, pewnie bym się nimi nie zajmował. Na pewno stać na podium Majkę, może i jej koleżanki. Musimy tylko zrobić wszystko, by stworzyć im odpowiednie warunki do rozwoju. Po olimpiadzie w Atenach leciutko odpuściliśmy, teraz bierzemy się zdecydowanie do pracy. Chcemy stworzyć sztab szkoleniowy z prawdziwego zdarzenia, w którym obok mechanika i masażysty znajdą się fizjolog, psycholog i lekarz. Minęły czasy, gdy w grupie było wielu zawodników i kilku specjalistów. Teraz jest jeden zawodnik, a dookoła niego sporo osób ściśle z nim współpracujących.

Co zatem uczynić, by olimpijskie marzenie się zrealizowało? Prostej recepty pewnie nie ma...
- Ale ja myślę, że my wiemy, jak to zrobić. Wszystko zależy od tego, czy uda nam się znaleźć odpowiednie środki finansowe. Jeśli je zdobędziemy - będzie dobrze.

Dziękuję za rozmowę.
Piotr Skrobisz

"Nasz Dziennik" 2006-10-26

Autor: wa