Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Szanował człowieka niezależnie od religii

Treść

Z ks. Maciejem Makułą SDB z Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego w Warszawie rozmawia Małgorzata Bochenek
Wrócił Ksiądz z Tunezji, gdzie w poniedziałek odprawiono Mszę św. żałobną przy trumnie ks. Marka Rybińskiego. Jak tunezyjska wspólnota przeżywa ten dramat?
- Do Tunezji pojechaliśmy razem z ks. dyrektorem Romanem Wortolcem SDB, który reprezentuje zgromadzenie salezjańskie, i z rodziną ks. Marka - jego tatą i siostrą Marysią. Byliśmy we wspólnocie, w szkole, w której ks. Marek pracował. Bardzo ciepło był tam przyjmowany, bardzo życzliwie go postrzegano, wspaniale się o nim wypowiadali zarówno pracownicy szkoły, ksiądz dyrektor, współpracownicy, jak i dzieci oraz młodzież. Z tego, co zdążyliśmy wysłuchać i zobaczyć, jasno wynika, że wszyscy są poruszeni, wszyscy są w żalu, pytają, jak mogło do tego dojść. Odwiedziliśmy wspólnotę, szkołę. W poniedziałek wieczorem uczestniczyliśmy w uroczystości, podczas której sprawowana była Msza św. pogrzebowa przy trumnie ks. Marka. Zgromadziła się liczna Polonia właśnie stąd, z Tunezji, ale było też bardzo wiele osób niepolskojęzycznych, dlatego Liturgia była sprawowana w trzech językach: polskim, arabskim i francuskim. Poszczególne części stałe Mszy św. były czytane na zmianę w różnych językach. Ale przybyło też bardzo wielu Polaków, którzy znali ks. Marka. Poza tym przyszło też sporo Arabów, muzułmanów, którzy wzięli udział w Liturgii. Pojawiło się wprawdzie sporo młodych Arabów, którzy znali osobiście ks. Marka, ale byli również tacy, którzy znali go jedynie ze słyszenia. Poruszyła ich jego tragiczna śmierć. Jak zdążyliśmy się zorientować, ks. Marek naprawdę bardzo dobrze tu pracował. Znali go i księża, i muzułmanie. Miał bardzo wielu przyjaciół. Był uważany za bardzo dobrego misjonarza, zakonnika, kapłana, salezjanina...
Kiedy czyta się listy, relacje, które ks. Marek zamieszczał w internecie, widać, że był on kimś, kto głęboko kochał Boga i człowieka, kimś, kto pomimo niesłychanie trudnej pracy na placówce misyjnej w kraju muzułmańskim, gdzie głoszenie Ewangelii sprowadza się do dawania świadectwa własnym życiem, był pełen zachwytu dla świata...
- To prawda. Ktoś nawet tam, w Tunezji, mówił, że ks. Marek szanował człowieka niezależnie od wyznania. Wielu muzułmanów przychodziło i mówiło: "Dziękujemy za ks. Marka, ponieważ on nas bardzo szanował, a my przecież nie jesteśmy chrześcijanami". Kiedy nadszedł moment składania kondolencji tacie i siostrze ks. Marka, bardzo wielu muzułmanów podchodziło, ściskało rodzinę ks. Marka, płakało. I to było pocieszające, na pewno. Tata i siostra ks. Marka przyjęli te kondolencje. Z całą pewnością nie ukoi to ich żalu, natomiast był to bardzo miły moment. Chciałbym zaznaczyć, że bardzo serdecznie zostaliśmy przyjęci i przez wspólnotę salezjanów, i przez ambasadę polską w Tunezji. Przedstawiciele ambasady - co warto podkreślić - bardzo się o nas tam, na miejscu, zatroszczyli.
Dziękuję za rozmowę.
Nasz Dziennik 2011-03-02

Autor: jc