Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Sytuacja w Jugosławii dojrzała do przełomu

Treść

Z prof. dr hab. Wojciechem Roszkowskim, eurodeputowanym do Parlamentu Europejskiego (PiS), rozmawiają Małgorzata Lebiediuk i Łukasz Sianożęcki

Wpływy jakich państw ścierają się obecnie w Kosowie i w jaki sposób kraje te będą starały się je utrzymać?
- Sytuacja jest dosyć klarowna, gdyż ze strony Serbii obserwujemy gwałtowne weto, ponieważ jak dotąd sprawowała ona nad Kosowem kontrolę i siłą rzeczy uznaje to terytorium historycznie za część swoich ziem. Serbię w wetowaniu niepodległości Kosowa aktywnie wspiera Rosja, także Chiny nie są skłonne uznać pretensji tej prowincji do niepodległości. Natomiast UE przychyla się coraz bardziej do uznania jej niepodległości, gdyż ziemie te w większości zamieszkują Albańczycy. Wydaje się więc, że Kosowo dla Serbii jest już chyba nie do uratowania. A przyjęcie takich stanowisk sprawia, iż staje się ono kością niezgody między państwami zachodnimi a Rosją, co może stanowić spory problem.

Jak w związku z tą sprawą mogą wyglądać stosunki na linii Rosja - UE w najbliższym czasie?
- Te stosunki są już obecnie nieco napięte, chociażby ze względu na ostatnie przykłady pogwałcenia demokracji w związku z wyborami w Rosji czy sprawą Litwinienki. Przy tym Rosja zawsze dążyła do rozbicia jedności europejskiej, choć odbywało się to z różnym skutkiem. W każdym razie sprawa Kosowa przyczyni się do zwiększenia obecnych napięć. Sytuacja wobec tego wydaje się bez wyjścia, ponieważ żadna ze stron nie chce ustąpić. Prawdopodobnie zwycięży więc siła pewnych faktów, tzn. Albańczycy chcą niepodległości, toteż możliwe, że - jak w przypadku rozpadu Jugosławii - poszczególne państwa powoli zaczną ją uznawać. Pozostaje tylko pytanie, czy proces ten będzie przebiegał chaotycznie, czy w sposób zorganizowany, pod kontrolą międzynarodową.

Czy uważa Pan, że wobec narastających napięć wchodzi w grę konflikt zbrojny?
- Myślę, że Serbia nie ma już siły walczyć o Kosowo. Już tyle razy przegrała swoje próby odgrywania roli lokalnego minimocarstwa, że choć obecnie protestuje w tak gwałtowny sposób, to nie zdecyduje się na zahamowanie tego procesu za pomocą armii. Ale trudno jest cokolwiek powiedzieć o przyszłości, zwłaszcza kiedy w grę wchodzą emocje nacjonalistyczne.

Czy zgadza się Pan z opinią, że uniezależnienie Kosowa byłoby ostatnim etapem demontażu byłej Jugosławii?
- Tak, zgadzam się. Choć pozostaje jeszcze kwestia Wojewodiny na północy Serbii. Lecz tam niezadowolenie Węgrów z serbskich rządów nie wydaje się aż tak daleko posunięte jak w Kosowie. Toteż ten etap jest na pewno na razie ostatni.

Jakie konsekwencje może wywołać powstanie muzułmańskiego państwa w środku Europy?
- Nie zapominajmy, że takim państwem jest już Albania, gdzie również przeważają muzułmanie. Jednak w przypadku Kosowa istnieje niebezpieczeństwo, iż stanie się ono odskocznią do działań fundamentalistów islamskich w Europie, co akurat wróży bardzo źle. Natomiast jeśli samym przywódcom kosowskim uda się opanować sytuację i ograniczyć wpływy radykalne, to nie zapowiada się to groźnie.

Jak sytuacja w Kosowie wpłynie na pretensje innych ruchów separatystycznych, zarówno na Bałkanach, jak i w pozostałych częściach Europy, np. ETA, IRA?
- Niewykluczone, że uznanie niepodległości tej prowincji może stać się swoistą puszką Pandory. Istnieje prawdopodobieństwo, że wzmocni także inne separatyzmy, np. korsykański czy kataloński. Krok ten niesie więc za sobą pewne niebezpieczeństwo. Co prawda rozpad Jugosławii od samego początku wywołuje całą falę różnych złych reakcji, ale myślę, że sytuacja dojrzała już do przełomu.

Dziękujemy za rozmowę.
"Nasz Dziennik" 2007-12-21

Autor: wa