Syndyk zwalnia związkowców
Treść
W ostrowskiej Fabryce "Wagon" po roku względnego spokoju znowu wrze. Pod pretekstem restrukturyzacji zatrudnienia z zakładu pracy zwolnieni zostali m.in. przewodniczący związku zawodowego oraz jeden z przywódców ubiegłorocznego strajku. Zdaniem samych pracowników, to kolejny etap walki ze związkami zawodowymi. W wydanym wczoraj oświadczeniu wszystkie związki domagają się przywrócenia zwolnionych do pracy i grożą wystąpieniem na drogę sądową. Protest może przybrać bardziej radykalną formę.
- Odbieramy to jako brutalny atak na związki zawodowe i ludzi, którzy przed rokiem przyczynili się do uratowania fabryki. To działania syndyk i grupy ludzi pozbawionych jakiejkolwiek przyzwoitości - powiedział "Naszemu Dziennikowi" Zbigniew Kowalski, wiceprzewodniczący zakładowej "Solidarności".
Przedstawiciele wszystkich czterech działających w fabryce związków zawodowych krytykują działania syndyk Elżbiety Kosewskiej-Kędzior, która zwolniła z pracy Jana Surmę, przewodniczącego Związku Zawodowego Młodych Pracowników Zaplecza Technicznego PKP i jednego z liderów ubiegłorocznego protestu robotniczego. Surma od wielu tygodni krytykował działania pani syndyk. Wraz z nim pracę straciło jeszcze kilkanaście osób, część to związkowcy. Oficjalnym powodem zwolnienia jest "restrukturyzacja zatrudnienia". To już kolejna taka redukcja w ostrowskim przedsiębiorstwie. Jak niedawno informowaliśmy - w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy pracę w "Wagonie" straciło lub też odeszło dobrowolnie blisko 300 pracowników.
Pytany o konflikt zarządu firmy i związków zawodowych, rzecznik prasowy zarządu Fabryki "Wagon" S.A. w Ostrowie Wlkp. Przemysław Klimek broni syndyk Elżbiety Kosewskiej-Kędzior.
- Syndyk często musi podejmować trudne decyzje, które nie zawsze są zbieżne z interesami związkowców. Związki zawodowe nie mogą jednak uczestniczyć w zarządzaniu firmą, bo nie taka jest ich rola - zapewnia Przemysław Klimek.
Działacze związkowi nie mają jednak wątpliwości, że wyrzucenie z pracy lidera jednego z czterech funkcjonujących tam związków zawodowych, znanego z krytycznego podejścia do działalności pani syndyk, nie jest przypadkowe i jest próbą zastraszenia związkowców. Sami pracownicy fabryki twierdzą, że cichy konflikt syndyk Kosewskiej-Kędzior z nimi zamienił się właśnie w otwartą wojnę.
- To kolejna brutalna próba "zmiękczenia" związków zawodowych, które patrzą pani syndyk na ręce i nie boją się podnosić niewygodnych tematów - uważa Grzegorz Majchrzak, przewodniczący "Solidarności" w Fabryce "Wagon" w Ostrowie Wielkopolskim.
Przedstawiciele związków zawodowych wielokrotnie publicznie domagali się od zarządzającej majątkiem firmy syndyk jawności działań i - zgodnie z jej wcześniejszymi zapowiedziami - informowania zarówno związków, jak i pracowników o czynnościach wykonywanych w celu ratowania firmy. Ich pisma jednak długi czas pozostawały bez żadnej odpowiedzi, sama zaś syndyk, jak twierdzą związkowcy, unikała takich spotkań.
- Odbyło się niedawno jedno spotkanie, na którym syndyk opowiadała ludziom jakieś dyrdymały. Kiedy pytaliśmy o podwyżki, usłyszeliśmy, że mamy się uczyć. Ta pani chyba nie zdaje sobie sprawy, że większość zatrudnionych w tej fabryce to ludzie o wieloletnim stażu i naprawdę doświadczeni fachowcy w swojej branży - powiedział nam Zbigniew Kowalski z "Solidarności".
Konflikt między związkami zawodowymi a zarządzającą majątkiem upadłego "Wagonu" rozpoczął się od ujawnienia i upublicznienia przed kilkoma miesiącami przez działaczy związkowych bulwersującej opinię publiczną informacji. Okazało się, że syndyk podjęła decyzję, by fabryka nabyła kosztowny samochód - ford focus. Został on sprzedany przez firmę zarejestrowaną na... ojca ostrowskiej syndyk. Ponadto Kosewska-Kędzior pełni w niej funkcję... prezesa. De facto więc była i sprzedającą, i kupującą, płacąc pieniędzmi "Wagonu". Po ujawnieniu całej sprawy przez "Solidarność" doszło do ostrej wymiany zdań między syndyk masy upadłościowej a liderami związków zawodowych. Padły mocne słowa, syndyk nazwała związkowców "kretynami", a nawet porównała ich działania do metod tajniaków SB, zaś obrażeni związkowcy skierowali sprawę do sądu. Pierwsza rozprawa ma odbyć się 21 września. Związkowcy i pracownicy "Wagonu" są zaskoczeni, że zarządzająca fabryką nawet nie próbowała polubownie zakończyć całego konfliktu. Początkowo bowiem, jak sami twierdzą, współpraca związków i syndyka układała się bardzo poprawnie.
- Kiedy skończył się w mediach szum wokół "Wagonu", syndyk zaczęła zachowywać się jak udzielna księżna. Przestała się liczyć z ludźmi, opinią związków. Pamiętajmy, że przez 12 miesięcy jej zarządu nie potrafiła nie tylko znaleźć solidnego inwestora dla naszej firmy, ale blokowała również utworzenie spółki pracowniczej - powiedział nam jeden z działaczy związkowych.
Zarówno pracownicy, jak i przedstawiciele związków zawodowych nie mają nawet cienia wątpliwości, że zwolnienie jednego z liderów tych organizacji to próba zastraszenia związkowców i wywarcia na nich presji w związku z procesem o znieważenie, jaki z ich powództwa rozpocznie się już 21 września. W wydanym oświadczeniu apelują o przywrócenie zwolnionego do pracy. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że dziś po południu ma odbyć się specjalne posiedzenie liderów wszystkich funkcjonujących w fabryce związków zawodowych, na którym podjęte zostaną decyzje, co do ewentualnego zaostrzenia protestu.
Wojciech Wybranowski
Nasz Dziennik 31-08-2004
Autor: DW