Symptom nadchodzących zmian?
Treść
Były analityk CIA, który w latach 1996-1999 był kierownikiem specjalnej sekcji CIA zajmującej się Osamą bin Ladenem i Al-Kaidą, skrytykował amerykańską politykę zagraniczną. Nie szczędząc wielu gorzkich słów pod adresem szefów CIA i FBI, zaapelował do elit politycznych USA, by zastanowiły się nad koniecznością zmiany dotychczasowej polityki USA wobec Izraela.
Po 22 latach przepracowanych w CIA Michael Scheuer złożył rezygnację z zajmowanego stanowiska. W ostatnich latach opublikował dwie książki, które szybko stały się w USA bestsellerami. Pierwsza z nich - "Oczami naszych wrogów" została opublikowana za zgodą jego przełożonych CIA. Druga książka "Imperialna arogancja" - o tym, jak Zachód przegrywa wojnę z terroryzmem - ukazała się również za ich cichym przyzwoleniem, ale pod warunkiem zachowania anonimowości autora. To nietypowe dla CIA przyzwolenie na opublikowanie krytycznej książki przez jej pracownika może być wyrazem frustracji pewnych kół w CIA i w Waszyngtonie dotychczasową polityką USA. Być może w ten sposób chcą one zasygnalizować, że już najwyższy czas zmienić niektóre niekwestionowane dotąd przez nikogo założenia amerykańskiej polityki zagranicznej.
Nie może ogon kręcić psem
W wyemit owanym niedawno programie 60 minut w telewizji CBC Scheuer odważnie stwierdził, że już najwyższy czas, by w USA zacząć poważną i szczerą dyskusję nad sensem dalszego bezgranicznego poparcia USA wobec awanturniczej polityki Izraela. Nie może być tak - twierdzi były pracownik CIA - żeby uprawnione kwestionowanie polityki Izraela uchodziło w USA za coś niedopuszczalnego i groziło politykowi czy pracownikowi administracji polityczną śmiercią czy złamaniem kariery. - Izrael nie może mieć całkowicie wolnej ręki we wszystkich swoich poczynaniach w tym regionie świata, bo ogromną cenę polityczną muszą płacić za to potem USA - przekonuje Scheuer. Stwierdził on odważnie, że jeśli się przyjrzeć stosunkom amerykańsko-izraelskim, to można odnieść wrażenie, że to ogon kręci psem. Tymczasem USA muszą w polityce zagranicznej kierować się przede wszystkim własnym interesem.
Czego Zachód dalej nie rozumie?
Według Scheuera, obecna walka z terroryzmem nie jest już tylko walką z Al-Kaidą, lecz z potężną i dobrze zorganizowaną rewolucją islamską. - Oni nie atakują nas za to, że nienawidzą naszych zachodnich wartości i naszego stylu życia. Ich motywem działania jest amerykańska i izraelska polityka zagraniczna - uważa amerykański analityk. We własnym przeświadczeniu prowadzą oni sprawiedliwą wojnę obronną, gdyż z ich punktu widzenia zostali zaatakowani pierwsi.
Scheuer przekonuje, że bin Laden, wbrew temu, co twierdzą często zachodnie media, nie jest szaleńcem ani zwyrodniałym bandytą. Jest on bardzo inteligentnym przeciwnikiem, któremu trzeba okazywać respekt. Lekceważenie go - twierdzi były pracownik CIA - może okazać się poważnym błędem w sytuacji, gdy ewentualnie dojdzie do kolejnego ataku być może z użyciem broni atomowej lub innej broni masowej zagłady.
Zachód przegrywa wojnę z terroryzmem
Zachód przegrywa wojnę z terroryzmem, bo nadal nie rozumie istoty tego konfliktu - uważa Scheuer, dodając, że zwykłe działania policyjne, do jakich ogranicza się większość krajów, nie rozwiążą problemu. - Potrzebna jest twarda, zdecydowana walka. Niestety, nasze skrupuły moralne czynią nas niezdolnymi do skutecznego pokonania przeciwnika - twierdzi analityk. Zarzucił on władzom USA, że podczas działań wojennych w Afganistanie (a później także w Iraku), kierując się źle pojętym humanitaryzmem i obawą przed krytyką ze strony opinii publicznej, w pierwszej fazie wojny nie zadano dużych strat armii przeciwnika. Umożliwiło to potem byłym żołnierzom zmieszanie się z cywilną ludnością i prowadzenie dalej wojny partyzanckiej.
Przed atakiem z 11 września 2001 r. amerykański wywiad miał okazję przynajmniej 10 razy zabić Osamę bin Ladena. Jednak zaprzepaszczono je, aby uniknąć strat wśród osób postronnych. Jedna taka okazja nadażyła się, kiedy bin Laden gościł u siebie w Afganistanie pewnego księcia ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Administracja ówczesnego prezydenta Billa Clintona zrezygnowała z uderzenia rakietowego na obóz bin Ladena, by nie narażać życia jego gościa. Z kolei innym razem ataku rakietowego dokonano za wcześnie, ponieważ priorytetem było, aby mogły o nim napisać poranne amerykańskie gazety.
Bush w służbie Izraela
Michael Scheuer potwierdził także doniesienia, że amerykański atak na Irak nie został sprowokowany i od dawna był zaplanowany. Przeważyły tu względy ekonomiczne i chęć zapewnienia bezpieczeństwa Izraelowi. Próby pozyskania do koalicji antyterrorystycznej takich krajów jak Rosja czy Chiny nie tylko nie przyniosły USA wymiernych korzyści, lecz nawet zaszkodziły interesom USA. Kraje te są postrzegane w muzułmańskim świecie za wrogów Islamu. W tym przypadku poszukiwanie na siłę sojuszników, którzy by wysłali choćby symboliczny kontyngent wojskowy do Iraku, spowodowało więcej problemów niż korzyści. Przykładem jest tu choćby kontyngent z Mongolii. Amerykanie nie wiedzieli, że oba te kraje dzieli głęboka nienawiść, której źródłem jest okrutna rzeź Bagdadu dokonana w 1258 r. przez wnuka Czyngis Chana, Hulagu Chana.
Krytyczne wypowiedzi dotyczące nieudolnie prowadzonej wojny z terroryzmem pod adresem biurokratów z administracji prezydentów Clintona i Busha pojawiają się już od kilku lat. Jednak obecna krytyka płynąca z kół wywodzących się z kręgów CIA, za dyskretnym przyzwoleniem Waszyngtonu, zdaje się świadczyć o tym, że w polityce amerykańskiej mogą nastąpić jakieś zmiany. Tym bardziej że wśród elity politycznej pojawia się coraz więcej głosów nawołujących do zrewidowania amerykańskiej polityki względem Izraela.
Ostatnio nawet proizraelskie media pozwoliły puścić w amerykańskiej telewizji wypowiedzi kilku senatorów twierdzących, że Waszyngton traktuje lepiej Izrael niż niektóre własne Stany. Niektórzy analitycy uważają, że George W. Bush w czasie swojej drugiej, ostatniej, kadencji będzie chciał zasłużyć na pamięć przyszłych pokoleń jako ten, który próbował doprowadzić do rozwiązania konfliktu palestyńsko-izraelskiego. By jednak tego dokonać, będzie musiał dać do zrozumienia Izraelowi, że dalej ogon nie może kręcić psem. Być może dlatego pozwolono, by niedawny pracownik CIA tak otwarcie skrytykował Izrael.
Krzysztof Niewola
"Nasz Dziennik" 2004-11-19
Autor: kl