Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Świerczewski wiecznie żywy?

Treść

Podczas gdy w Estonii mniejszość rosyjska gwałtownie protestuje przeciwko przeniesieniu kojarzącego się narodom zamieszkującym Europę Środkowowschodnią ze zmianą okupacji niemieckiej na sowiecką pomnika tzw. Brązowego Żołnierza na talliński cmentarz wojskowy, w Polsce wciąż wiele jest obiektów i ulic wysławiających system komunistyczny. Co gorsza, niektóre z nich wpisuje się na listę zabytków, jak to miało niedawno miejsce w przypadku Pałacu Kultury i Nauki. Prezes Instytutu Pamięci Narodowej Janusz Kurtyka ogłosił komunikat, w którym zobowiązuje się występować do władz "o likwidację wszelkich form upamiętnienia zbrodniczych systemów: narodowego socjalizmu bądź komunizmu".

Komunikat jest częścią szerszego programu Instytutu, którego koordynatorem jest dr Maciej Korkuć z Biura Edukacji Publicznej oddziału IPN w Krakowie. Zdaniem Korkucia, Instytut może tylko informować władze publiczne o istnieniu ulic czy obiektów wysławiających totalitaryzm i apelować o ich zmianę lub likwidację. Ważne zadanie spoczywa na opinii publicznej, która mogłaby wpłynąć na władze, aby dany pomnik usunąć. - My, jako Instytut, nie mamy narzędzi prawnych, żeby zmusić kogoś do takich działań - mówi Korkuć. - Jest to pole do popisu dla władz samorządowych lub państwowych - dodaje.
Jak przypomina Korkuć, polityka historyczna PRL była oparta o stałą i nieustającą propagandę całego państwa, prowadzoną przez różne instytucje, a po upadku komunizmu nikt tego nie prostował. - Zmieniono ulicę Lenina na Piłsudskiego, ale Świerczewski, który walczył przeciwko Polsce w 1920 r., pozostał, bo ludziom w dalszym ciągu się wydaje, że był to szlachetny generał, "co się kulom nie kłaniał" - mówi Korkuć. Zauważa, że zmiany, jakie nastąpiły na początku lat 90., nie były kontynuowane, w związku z czym obecnie w polskich miastach jest ponad 100 ulic gen. Świerczewskiego, m.in. w Poznaniu. - Minęło 17 lat od upadku komunizmu, a naszym ulicom w sposób skandaliczny, niewiarygodny w normalnym państwie patronują takie postacie - mówi Korkuć. - To tak jakby w Stanach Zjednoczonych chciano nadać nazwę ulicy Osamy Bin Ladena - dodaje.

Nasze symbole świadczą o nas
Odnosząc się do decyzji p.o. wojewódzkiego konserwatora zabytków Macieja Czeredysa wpisującej Pałac Kultury i Nauki w rejestr zabytków, Korkuć wspomina działania Polaków po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku. Wszelkie najbardziej wyraziste obiekty - symbole panowania rosyjskiego były wówczas wysadzane w powietrze - taki los spotkał m.in. olbrzymią cerkiew, która stała na obecnym pl. Piłsudskiego. - Wtedy dbano o symbole, a dzisiaj każdy mówi: ile to będzie kosztowało - komentuje nasz rozmówca.
Trudności w usuwaniu znaków dominacji sowieckiej dotyczą nie tylko naszego kraju. Korkuć przywołuje przykład Słowacji, która dosłownie usiana jest miejscami pamięci i tablicami ku czci sowieckiej armii. Nieco bardziej konsekwentnie w tym względzie postępowali Czesi. - Jednak jak widać na przykładzie Estonii, problem ten wciąż istnieje w większości krajów postkomunistycznych - konkluduje.
O inicjatywę Instytutu Pamięci Narodowej w sprawie demontażu obiektów wysławiających system komunistyczny spytaliśmy również dr. hab. Antoniego Dudka, doradcę prezesa IPN. - Najpierw zajmiemy się samymi ulicami, wystosowując odpowiednie pisma do władz, np. do przewodniczącego Rady Miasta Stołecznego Warszawy wystąpiliśmy z wnioskiem o zmianę nazwy ulicy Armii Ludowej - informuje. W ten sam sposób Instytut zamierza docierać do samorządów poszczególnych miast w Polsce.
Zdaniem Dudka, gdy zaczniemy demontować sowieckie pomniki, stosunki z Rosją się zaostrzą. Dlatego należy do tego podchodzić dyskretnie, bez wywoływania jakiejś centralnej akcji - niech decydują o tym społeczności lokalne. Na początku warto by było zająć się, według niego, tablicami na pomnikach - czy nie zawierają one jakiejś propagandowej treści, a w drugiej fazie można stopniowo myśleć o demontażu.
Jacek Dytkowski
"Nasz Dziennik" 2007-05-02

Autor: wa