Świat przymknął oko na wojnę?
Treść
Zdaniem Tel Awiwu, na konferencji w Rzymie usankcjonowano atak Izraela na Liban
Władze Izraela uznały, że decyzja dyplomatów biorących udział w rzymskiej konferencji, by nie wzywać do zatrzymania izraelskiej ofensywy przeciwko Libanowi, stanowi zielone światło dla kontynuowania agresji przeciwko temu krajowi. - Wczoraj w Rzymie udzielono nam autoryzacji, abyśmy nadal prowadzili operacje, aż do czasu, gdy Hezbollah przestanie być obecny na południu Libanu i zostanie rozbrojony - oświadczył izraelski minister sprawiedliwości Chaim Ramon. Z błędnej interpretacji wyników rzymskiej konferencji wyprowadziła Izrael Unia Europejska. "Podstawową ideą konferencji w Rzymie było jak najszybsze dopomożenie w zakończeniu walk i działań zbrojnych" - oświadczył fiński minister spraw zagranicznych Erkki Tuomioja.
Chociaż Tel Awiw deklaruje, że nie zamierza rozszerzać działań w Libanie, to jednak podjęto decyzję o powołaniu pod broń dodatkowych rezerwistów, z których sformowane będą trzy nowe dywizje. Na rzymskiej konferencji, w której brali udział ministrowie spraw zagranicznych z ok. 20 państw i organizacji, w tym z USA, Rosji, UE i ONZ, zabrakło jednomyślności w sprawie wezwania do natychmiastowego zawieszenia broni, zamiast tego wystosowano ogólną uwagę o "pilnej potrzebie" dającego się osiągnąć rozejmu.
Premier Ehud Olmert oświadczył na wczorajszym posiedzeniu rządu, że trwająca od 17 dni akcja zbrojna spełnia założone cele. Dał on także jasno do zrozumienia, że nie ma zamiaru rozszerzać konfliktu poprzez zakrojoną na dużą skalę ofensywę lądową i wciągnięcie do konfliktu Syrii. Izraelskie radio poinformowało, że - tak jak dotychczas - akcja zbrojna polegać będzie na prowadzeniu przez armię lądową działań w południowym Libanie oraz atakowaniu przez lotnictwo celów w głębi kraju.
Jednocześnie wczoraj od rana izraelska artyleria i lotnictwo dokonywały ciężkiego ostrzału i bombardowań celów na terytorium Libanu. Jak podały źródła w Izraelu, zniszczone zostały maszty radiowe, pociski trafiły też w ciężarówki wiozące środki medyczne. W atakach zginęły co najmniej dwie osoby. Ofiary to kierowcy ciężarówek z zaopatrzeniem medycznym i żywnością, którzy jechali na wschód kraju. Izraelskie samoloty zbombardowały też cele wokół szyickich miejscowości na libańskim południu. Baterie artylerii prowadziły regularny ostrzał z Izraela. Z kolei w nocnym ataku zniszczona została libańska baza wojskowa i stacja nadawcza państwowego radia w Amszit, ok. 40 km na północ od stolicy kraju, Bejrutu. Libańskie media podały, że atak nie spowodował ofiar w ludziach.
Tymczasem minister spraw zagranicznych Australii, Alexander Downer, oświadczył wczoraj, że wysyłanie międzynarodowych sił pokojowych do południowego Libanu, w czasie gdy trwa tam izraelska ofensywa przeciw bojówkom Hezbollahu, to misja samobójcza. Szef australijskiej dyplomacji powiedział, że warunkiem koniecznym, który należy spełnić przed rozmieszczeniem w Libanie wojsk pokojowych, jest wprowadzenie rozejmu. - Nie ma sensu wysyłanie międzynarodowych sił pokojowych na misję samobójczą - zauważył Downer.
Chociaż - jak pokazują sondaże - poparcie dla wojny w Izraelu jest olbrzymie, to jednak powoli zaczyna przybywać zwolenników zawarcia rozejmu. Według sondaży opublikowanych przez izraelską gazetę "Maariw", za kontynuacją walk z Hezbollahem, aż do uwolnienia porwanych żołnierzy, opowiada się 82 proc. ankietowanych. Tylko 12 proc. Izraelczyków chce, by natychmiast wstrzymać walki i rozpocząć rokowania. Według poprzednich sondaży, za takim rozwiązaniem było 8 proc. badanych.
Agencje szacują, że od chwili uderzenia Izraela na Liban zginęło 433 Libańczyków i 51 Izraelczyków.
Jacek Szpakowski, PAP, Reuters
"Nasz Dziennik" 2006-07-28
Autor: wa