Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Świadek potwierdza

Treść

Świadek w procesie posłanki Renaty Beger, oskarżonej o fałszerstwa na listach wyborczych, zeznał, że dokonywał wpisów nazwisk osób na osobiste, partyjne polecenie posłanki Samoobrony. Według pilskiej prokuratury, bez sfałszowania list wyborczych Samoobrona nie zarejestrowałaby swojego komitetu w tym okręgu.

- Byłem szanowanym i darzonym zaufaniem partii człowiekiem, dlatego pani Beger zwróciła się do mnie z prośbą, a tak naprawdę z poleceniem służbowym, abym wpisał na listy poparcia dla Samoobrony dane osobowe przekazane mi przez panią Beger - mówił przed sądem Ryszard Przybylski, rolnik spod Piły (woj. wielkopolskie).
Ryszard Przybylski był współoskarżonym w tej sprawie. W czasie śledztwa przyznał się do winy i zwrócił się do sądu z wnioskiem o dobrowolne poddanie się karze. Sąd skazał go za fałszowanie list wyborczych na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata.
- Nie spodziewałem się, iż ważne osoby z Samoobrony, jak Renata Beger, mogą dopuszczać się oszustwa - mówił we wtorek Przybylski.
Proces przed pilskim sądem rozpoczął się w listopadzie ubiegłego roku. Prokuratura oskarża posłankę Samoobrony o fałszowanie list wyborczych. Beger miała umieścić na listach wyborczych podpisy poparcia blisko 2 tysięcy osób, które jednak takiego wotum zaufania Samoobronie nie udzieliły. Prowadzący śledztwo prokurator Lech Forecki na listach Samoobrony znalazł nawet podpisy dziesięciu osób, które już dawno nie żyją. Renata Beger nie przyznaje się do winy. W trakcie procesu złożyła natomiast obszerne wyjaśnienia.
- Wszystkie listy z podpisami osób popierających kandydatów w 2001 r. były dostarczane przez kolegów i koleżanki z Samoobrony do Komitetu Wyborczego, który znajdował się wówczas w moim miejscu zamieszkania w Nowym Dworze, lub były dostarczane przez osoby mi nieznane drogą pocztową. Część podpisów była zbierana podczas spotkań z wyborcami - zapewniała Renata Beger.
Jej zdaniem, proces to polityczna zemsta. Czyja zemsta i za co posłanka jednak nie umiała wyjaśnić.
Tymczasem we wtorek z obrony posłanki zrezygnował mecenas Marek Czarnecki, którego zdaniem sąd nie przestrzega zasad obiektywizmu i uniemożliwia oskarżonej obronę. - Rezygnuję, bo proces ten został przez sąd tak ukształtowany, aby wydać wyrok skazujący i ja nie mogę w takim procesie brać udziału - dramatycznie mówił Czarnecki.
Próba odłożenia procesu z powodu rezygnacji adwokata jednak się nie powiodła. Mecenas z mocy prawa jeszcze przez dwa tygodnie będzie musiał reprezentować interesy posłanki Beger. Dzięki temu bez zbędnej zwłoki sąd mógł rozpocząć przesłuchiwanie świadków.
Wojciech Wybranowski

"Nasz Dziennik" 2005-03-30

Autor: ab