Strzelali w plecy
Treść
Trwa proces w sprawie pacyfikacji śląskich kopalń "Manifest Lipcowy" i "Wujek", do których doszło na początku stanu wojennego. Wczoraj przed Sądem Okręgowym w Katowicach zeznawali dwaj nowi świadkowie - pracownicy Centralnego Ośrodka Informatyki Górnictwa przebywający podczas pacyfikacji "Wujka" na terenie kopalni.
Krystian Konik 15 grudnia 1981 r., po wygaśnięciu strajku w Centralnym Ośrodku Informatyki Górnictwa, w którym pracował, dołączył wraz z Jerzym Sienickim i Lesławem Frączkiem do górników strajkujących w kopalni "Wujek". Tam dowiedzieli się o brutalnym traktowaniu przez siły porządkowe strajkujących. - Informacje te rozeszły się pomiędzy górnikami w kopalni "Wujek", postanowiono nie dać się pobić. Przeświadczenie o słuszności trwania w oporze było tak wielkie, że wizyta dwóch wojskowych nie ostudziła nastrojów załogi - mówił. Górnicy postanowili także, że jeżeli będzie interweniowało wojsko, nie będą stawiać oporu, jeśli będzie to milicja czy ZOMO, kopalnia będzie stawiała opór. Takie też stanowisko zostało przekazane wojskowym. Około godziny 10.00 wstrzymany został ruch autobusów. Górnicy przeczuwali, że wkrótce zacznie się próba pacyfikacji strajkujących. Wykonane zostały wyłomy w murze i rozpoczęła się strzelanina ślepymi pociskami, prawdopodobnie czołgowymi. Świadek wycofał się do budynku położonego na środku kopalni, z którego mógł obserwować wydarzenia. - Stąd widziałem zadymiony teren kopalni, cały czas dochodził huk - mówił. Nie widział samego przebiegu walk. Już po ich ustaniu świadek spotykał górników, którzy mówili, że byli gazowani i zostali poturbowani. Opowiadali, że się bronili, że nie dawali się pobić. O użyciu broni i o rannych świadek dowiedział się w pomieszczeniu, w którym przebywał komitet strajkowy. - Tam na ziemi leżała kufajka, zastanawialiśmy się, dlaczego ona tu leży, zauważyliśmy w niej wyszarpane miejsce. Okazało się, że znajduje się w niej pocisk - mówił. Do komitetu strajkowego przychodzili górnicy z punktu opatrunkowego, informując, że pielęgniarki nie wiedzą co robić, gdyż zaczyna brakować im środków opatrunkowych. Mówili też, że są tam osoby postrzelone i zastrzelone. Świadek przechowywał pocisk do czasu powstania sejmowej komisji Jana Rokity, zajmującej się sprawą pacyfikacji "Wujka". Wtedy wraz z zeznaniami został on przekazany członkowi komisji Herbertowi Szafrańcowi.
Drugim zeznającym wczoraj przed sądem świadkiem był Jerzy Sienicki, który po dołączeniu do strajkującej załogi "Wujka" zajął się łącznością. Widział on organizujące się pod kopalnią siły wojskowe i milicyjne. Gdy zapanowała cisza, wszyscy udali się do komisji zakładowej. Po drodze przechodził obok barykady ustawionej przy bramie wjazdowej, tu dowiedział się, że padły strzały oraz że są zabici. - Nie chciałem w to uwierzyć aż do momentu, gdy zobaczyłem ciała w punkcie opatrunkowym - mówił. Pamiętał zatrzymanych oficerów milicji. Jeden z nich miał przy sobie broń automatyczną, która została mu odebrana. - Sprawdzaliśmy tę broń, nie stwierdziliśmy braku amunicji - dodał. Świadek także widział pocisk tkwiący w kufajce. Mówił, że znajdował się on z tyłu, co świadczyło o tym, iż strzelano do osoby stojącej tyłem. Pocisk i kufajka nie były zakrwawione.
Do sądu napłynęła także informacja o złym stanie zdrowia psychicznego i fizycznego świadka Kazimierza W., oficera MO dowodzącego akcją. Jego żona wskazywała także na trudności w przewiezieniu świadka do sądu. W takiej sytuacji sąd postanowił, że jutrzejsze przesłuchanie odbędzie się w domu świadka w obecności biegłego psychologa.
Trzeci z pracowników COIG Lesław Frączek już wcześniej zeznawał przed sądem. Zajmował się organizacją obrony kopalni. Opowiadał, jak górnicy unieruchamiali czołgi, o gazowaniu kopalni i zrzucaniu z helikoptera m.in. ciężkich kulek łożyskowych. Mówił, że słyszał strzały dochodzące z miejsca, gdzie zostali postrzeleni górnicy. Świadek widział także kule przynoszone przez górników. Jego zdaniem, cała akcja była filmowana, a film był później odtwarzany w komendzie wojewódzkiej w Katowicach.
Do pacyfikacji kopalń "Manifest Lipcowy" w Jastrzębiu Zdroju i "Wujek" w Katowicach doszło w grudniu 1981 roku, na początku stanu wojennego. W wyniku starć z milicją śmierć poniosło dziewięciu górników, a kilkunastu zostało rannych. Odbywający się przed Sądem Okręgowym w Katowicach proces jest już trzecim w tej sprawie. Na ławie oskarżonych zasiada 17 osób: były wiceszef KW MO w Katowicach i 16 byłych członków plutonu specjalnego ZOMO. Dotąd sądom nie udało się wskazać osób odpowiedzialnych za śmierć górników. Być może uda się zakończyć proces przed wakacjami.
Marcin Austyn, Katowice
"Nasz Dziennik" 2006-04-05
Autor: ab