Strzelali, by zabić
Treść
Obrażenia zadane górnikom podczas pacyfikacji kopalni "Wujek" w grudniu 1981 r. wskazują na to, że osoby mierzące do górników strzelały prawdopodobnie, by zabić. Kule śmiertelnie raniące górników sięgały anatomicznie ważnych dla życia miejsc - głowy, okolic tułowia czy lędźwi. We wszystkich śmiertelnych przypadkach nie można też mówić o trafieniu po rykoszecie.
Wczoraj przed Sądem Okręgowym w Katowicach o wynikach badań lekarskich górników poszkodowanych podczas pacyfikacji kopalń "Wujek" i "Manifest Lipcowy" mówił prof. Władysław Nasiłowski, biegły medycyny sądowej. Świadek już wcześniej wydawał w tej sprawie kilka opinii ustnych i pisemnych. Wczoraj podtrzymał dotychczas przedstawiane wyniki badań. - W chwili obecnej nie widzę podstaw i możliwości uzupełnienia opinii z zakresu medycyny sądowej, które były przeze mnie wydawane w tej sprawie zarówno po badaniach sekcyjnych pokrzywdzonych, jak i następnie na potrzeby komisji sejmowej oraz sądów prowadzących postępowania - mówił wczoraj biegły. Przytoczył jedynie konkluzje wydawanych wówczas opinii.
Według biegłego, zranienia zadane górnikom miały charakter obrażeń śmiertelnych przez postrzały oddane z oddali. - Przez analogię do przypadku znalezienia w ciele Zbigniewa Wilka pocisku (przekazanego prokuraturze) oraz średnicy otworów wlotowych należy potwierdzić, iż użyto broni o kalibrze zbliżonym do 9 mm - mówił biegły. Podkreślił, że przypadek Wilka może także wskazywać na to, iż siła pocisku była już stosunkowo ograniczona - pocisk pozostał w ciele - więc strzał, w tym przypadku, został oddany ze względnie dużej odległości.
"Zamierzona celność"
Po przeprowadzonych badaniach lekarze u czterech ofiar pacyfikacji stwierdzili postrzały przeszywające głowy. Tak śmiertelnie postrzeleni zostali: Ryszard Gzik, Andrzej Pełka, Joachim Gnida, Jan Stawisiński. U pięciu kolejnych górników (Zenona Zająca, Bogusława Kopczaka, Krzysztofa Gizy, Józefa Czekalskiego, Zbigniewa Wilka) wystąpiły obrażenia w obrębie tułowia oraz lędźwi.
- Kanały postrzałów biegły na ogół poziomo lub nieraz nieco skośnie - jeśli chodzi o tułów, godziły od przodu, z wyjątkiem Wilka, który otrzymał dwa postrzały od tyłu w okolicy lędźwiowej, w czym jeden z postrzałów był powierzchowny, drugi ślepy, z pozostawionym w ciele pociskiem - mówił.
Postrzały w głowę i szyję godziły ofiary z boku z prawej lub lewej strony. U Stawisińskiego nie można było ustalić kierunku strzału z powodu zmian dokonanych przez zabieg chirurgiczny. - Przy ocenie wspólnej przypadków uderza względna celność postrzałów zadanych w zasadzie w anatomicznie ważne dla życia miejsca, tj. głowę, klatkę piersiową, tułów, co przemawia za zamierzoną celnością oddanych strzałów - podkreślał biegły.
Wydane opinie miały charakter wniosków tymczasowych, z propozycją ich rozszerzenia po zakończeniu badań dodatkowych i po przedstawieniu przebiegu zdarzeń i wyników śledztwa. Jednak prokuratura nie zażądała uzupełnienia wniosków i wydania pełnej, rozszerzonej opinii sądowo-lekarskiej.
Zdaniem biegłego, rany nie wskazywały także na to, by śmiertelnie ranieni górnicy rażeni byli pociskiem po rykoszecie. W jego opinii, kształt zadanych ran wskazywałby na użycie pocisku 9 mm, zaś zastosowanie mniejszego kalibru uznał za mało prawdopodobne.
Potrzebne dalsze analizy
Niestety, brakuje specjalistycznej opinii co do charakteru ran zadanych kolejnym 25 górnikom (co do kalibru i rykoszetu). Wczoraj biegły powierzchownie zapoznał się z dokumentacją lekarską odnoszącą się do osób postrzelonych na KWK "Wujek" i "Manifest Lipcowy". Stwierdził, że możliwe byłoby podjęcie próby wypowiedzenia się co do charakteru ran postrzałowych i kalibru użytych pocisków. Wymagałoby to jednak szczegółowych badań dokumentacji. Wczoraj sąd zadecydował o przeprowadzeniu takiej analizy. Wyniki prawdopodobnie pojawią się w pierwszej dekadzie czerwca.
Do pacyfikacji kopalń "Manifest Lipcowy" w Jastrzębiu Zdroju i "Wujek" w Katowicach doszło na początku stanu wojennego w grudniu 1981 roku. W wyniku starć z milicją śmierć poniosło dziewięciu górników, a kilkunastu zostało rannych. Przed sądami sprawa toczy się już po raz trzeci. Wśród 17 oskarżonych jest były wiceszef KW MO w Katowicach i byli członkowie plutonu specjalnego ZOMO. Dotąd sądom nie udało się wskazać osób odpowiedzialnych za śmierć górników. Wyrok w sprawie zapadnie prawdopodobnie w czerwcu br.
Marcin Austyn, Katowice
"Nasz Dziennik" 2006-04-28
Autor: ab