Spóźniona odsiecz
Treść
Nowy szef inspektorów wojskowych ONZ Demetrius Perrikos, podobnie jak jego poprzednik Hans Blix, wątpi w to, aby reżim Saddama Husajna rozporządzał wiosną tego roku zakazaną bronią masowego rażenia (BMR), która posłużyła Stanom Zjednoczonym jako powód do napaści na Irak.
W ciągu czterech miesięcy eksperci ONZ nie znaleźli żadnych dowodów, że prezydent Iraku schował gdzieś ogromne zapasy zakazanej broni chemicznej i biologicznej, jak twierdził Waszyngton. - Nadal nie wierzę, że jest tam broń masowego rażenia. Sprawdziliśmy prawie 500 miejsc. Coraz trudniej uwierzyć, że były tam jej zapasy - oświadczył wczoraj Perrikos, od 1 lipca pełniący obowiązki szefa Komisji Narodów Zjednoczonych ds. Monitoringu, Weryfikacji i Inspekcji (UNMOVIC). Dodał on, że jest nieprawdopodobne, aby Saddam mógł szybko zniszczyć broń tuż przed wybuchem wojny i zatrzeć ślady. - Jeśli ktoś się śpieszy, nie robi tego starannie i jakieś ślady zostają - dodał grecki ekspert, który przybył do Iraku w 1991 r. na czele pierwszego zespołu inspektorów ONZ.
Opinię Periksosa podzielił wczoraj także Hans Blix, były szef ONZ-owskich inspektorów rozbrojeniowych, który stwierdził, że Irak zniszczył broń masowego rażenia 10 lat temu. Jak podkreślił Blix, poszukiwania broni atomowej, biologicznej lub chemicznej pozwolą - w najlepszej sytuacji - znaleźć jej dokumentację. - Im więcej czasu upłynęło, tym bardziej myślę, że nie uda się nic znaleźć. (...) Coraz częściej dochodzę do wniosku, że Irak, tak jak twierdził, zniszczył prawie wszystko, czym dysponował w 1991 roku - powiedział były szef inspektorów rozbrojeniowych. Blix kierował ONZ-owskimi zespołami ekspertów, które przez trzy lata szukały w Iraku broni masowego rażenia. W marcu inspektorzy opuścili ten kraj, nie znajdując tam żadnych śladów broni.
Zarzuty o posiadaniu przez reżim Saddama Husajna zakazanego arsenału stały się oficjalnym powodem agresji USA na Irak. Wielu Amerykanów zarzuca administracji w Waszyngtonie, że celowo okłamała opinię publiczną w USA, aby pozyskać poparcie dla wszczęcia wojny przeciwko Irakowi. Z tego powodu Biały Dom jest coraz mocniej krytykowany.
Oponęci zarzucają też władzom w Waszyngtonie, że broniąc swojej polityki, poważnie naruszały wolność słowa. Znana dziennikarka amerykańskiej sieci informacyjnej CNN Christiane Amanpour oceniła, że media w Stanach Zjednoczonych, w tym także CNN, były poddawane naciskom przez administrację prezydenta George'a W. Busha w sprawie relacjonowania wydarzeń w Iraku. - Uważam, że mediom nałożono kaganiec - także prasa sama wprowadzała autocenzurę - powiedziała dziennikarka CNN.
JS, KWM, PAP, Reuters
Nasz Dziennik 18-09-2003
Autor: DW