Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Sosin i Jeleń zasłużyli

Treść

Za polskimi piłkarzami kolejny sprawdzian przed finałami mistrzostw świata - tym razem zwycięski, wszak w Rijadzie Biało-Czerwoni pokonali Arabię Saudyjską 2:1. Styl gry był jednak daleki od oczekiwanego. Jeśli któryś z graczy mógł przekonać do siebie trenera Pawła Janasa, to tylko dwaj napastnicy - Łukasz Sosin i Ireneusz Jeleń. Kilku natomiast swą szansę zmarnowało.
Najpierw o tym, co było dobre, a dobry był debiut Łukasza Sosina. Niechciany onegdaj w Wiśle (co wręcz dyskwalifikuje osoby odpowiedzialne za kadrową politykę w krakowskim klubie) rosły zawodnik nie tylko strzelił dwie bramki, ale swą ambitną, szalenie aktywną postawą zasłużył na duże słowa uznania. Dwukrotny król strzelców ligi cypryjskiej udowodnił, że świetnie gra w powietrzu (oba gole zdobył głową), a przy tym jest dobrze wyszkolony technicznie, szuka pozycji na boisku, nie boi się walki, umie dobrze rozegrać piłkę, słowem nasza kadra może mieć z niego pociechę. Może, jeśli swą wartość potwierdzi na tle mocniejszego rywala niż Arabia. Chwaląc Sosina, trzeba poczekać na kolejne jego występy w narodowej koszulce. Jeśli okażą się równie udane (a mogą), Janas nie będzie miał problemu przy wyborze: Sosin albo forowany przez niego Grzegorz Rasiak. Postawi na byłego wiślaka.
W środowy wieczór dobrze zaprezentował się także Ireneusz Jeleń. Zarówno przed przerwą (gdy grał w napadzie), jak i po niej (przesunięty na prawą pomoc) był wyróżniającym się graczem polskiej drużyny, oddał kilka groźnych strzałów, przeprowadził sporo efektownych, dynamicznych rajdów. Po jednym z nich Łukasz Sosin zdobył swoją pierwszą bramkę.
Sosin i Jeleń swą szansę zatem wygrali i zasłużyli na kolejne powołania. Ciesząc się z ich dobrych występów, trzeba jednak przypomnieć, że na brak klasowych napastników trener Janas narzekać nie może. Wszak ma do dyspozycji Macieja Żurawskiego (poza wszelką konkurencją), Tomasza Frankowskiego (obecnie w słabszej formie), Andrzeja Niedzielana i Euzebiusza Smolarka (który w kadrze częściej jednak grywa na prawej pomocy). Z dwójką bohaterów meczu z Arabami to szóstka piłkarzy, na mundial pojedzie czterech. Sosin i Jeleń są na pewno jednak lepsi od Rasiaka, a Janas chce zabrać do Niemiec rosłego i umiejącego grać głową zawodnika.
Swej szansy nie wykorzystał za to Paweł Brożek i trudno liczyć, że przed mistrzostwami będzie jeszcze przez selekcjonera próbowany. Podobnie Marcin Kuś, Piotr Giza i Bartosz Bosacki, którzy mogą jednak się usprawiedliwiać krótkim bądź bardzo krótkim czasem pobytu na boisku. Nic ciekawego i godnego uwagi jednak nie zaprezentowali. Bardzo słabo zagrał na lewej obronie Dariusz Dudka. Kiepsko wypadł również przeżywający wielkie kłopoty w Austrii Wiedeń Sebastian Mila. Nie można mu odmówić ambicji i chęci, ale w formie jest obecnie słabiutkiej. Również po Jacku Krzynówku widać, że ławka rezerwowych Bayeru Leverkusen mu nie służy, ale to piłkarz tak ważny dla naszego zespołu... że Janas go nigdy nie pominie. Dość optymistycznie wypadł natomiast debiut Jakuba Błaszczykowskiego na prawej pomocy, ale czy jest to zawodnik, który ma szansę wnieść coś do reprezentacji już dziś - chyba nie. Przyszłość może jednak do niego należeć, bo ma "papiery na granie".
W Rijadzie Janas mógł skorzystać z graczy z klubów krajowych oraz z kilku zagranicznych: Jerzego Dudka, Jacka Bąka, Kusia, Mili, Krzynówka i Sosina. Jeśli chciał przekonać się o przydatności dublerów do kadry (a chciał), to zbyt wiele nowych wiadomości nie zdobył. Humor poprawiła mu tylko gra dwójki wspominanych często napastników, ale z kolei postawa Mili, przeciętnych środkowych obrońców - Bąka, Bosackiego i Tomasza Kłosa - mogła wprowadzić w nastroje zgoła odmienne.
Czas do mundialu płynie nieubłaganie, a selekcjoner naszej kadry nie może pochwalić się komfortem pracy. Wciąż szuka optymalnych rozwiązań (czy nie za późno?), a do tego kluczowi zawodnicy - Dudek, Krzynówek, Frankowski, czy Kamil Kosowski - przeżywają trudne chwile w swych klubach i grywają nieregularnie bądź wcale. Następny mecz Polacy rozegrają z Litwą - 2 maja w Bełchatowie. Oby do tego czasu wszystkie wątpliwości już się rozwiały.
Piotr Skrobisz

"Nasz Dziennik" 2006-03-30

Autor: ab