Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Sojusz szuka strategii wobec Rosji

Treść

NATO pracuje nad dokumentem, który ma wytyczyć drogę reformy Sojuszu. Poprzez jego przyjęcie państwa członkowskie niejako odnowią swoją przynależność do Paktu. Prace nad nim są objęte ścisłą tajemnicą. Jest konsensus co do tego, że zmianie ulec powinno stanowisko NATO wobec Rosji, jednak brakuje zgody w sprawie kierunku tych zmian. Działające we wszystkich krajach Paktu Północnoatlantyckiego aktywne, wpływowe i silne lobby prorosyjskie, wykorzystując często partykularne interesy poszczególnych krajów, skutecznie uniemożliwia wypracowanie integralnego stanowiska. Niewykluczone, iż na przestrzeni kolejnych kilku lat będziemy obserwowali stopniowe słabnięcie pozycji NATO. Osłabieniu mogą ulec również więzi euroatlantyckie - zajmują one bowiem poślednie miejsce na liście priorytetów Baracka Obamy, który - jak poinformował Henry Kissinger, były sekretarz stanu - zamierza skupić się na stosunkach z Chinami. Niektórzy eksperci obawiają się, że nowa administracja USA wznowi z Rosją dialog na temat kontroli zbrojeń.

- NATO pracuje nad deklaracją o współpracy. Nikt do końca nie wie, co się w niej znajduje. Wiadomo jedynie, że jest ona krótka i treściwa - poinformował na konferencji poświęconej kwestiom bezpieczeństwa Sergio Balanzino, były zastępca sekretarza generalnego NATO. Nie wykluczył, że wytyczne mogą być gotowe na zaplanowany szczyt Paktu Północnoatlantyckiego w 2010 r. w Lizbonie. Zwrócił też uwagę na potrzebę regulacji stosunków między Sojuszem a innymi organizacjami, w tym z Unią Europejską, których inicjatywy powinno wspierać. - Powinniśmy zadecydować, czy istnieje potrzeba rewizji dotychczasowych stosunków z Rosją i narzędzi ich prowadzenia - stwierdził Balanzino.
Podstawową przyczyną braku wspólnego stanowiska względem Rosji jest, oprócz partykularnych interesów, istnienie silnego prorosyjskiego lobby w strukturach NATO. - Jest to pochodna tego rozbicia, które jest w samym obozie transatlantyckim. To jest filozofia, która panuje tam od czasów Clintona (wywodzi się ze Stanów, ale jest też nośna w Europie): pogląd, że trzeba Rosję wciągać, angażować, współpracować z nią, aby nie czuła się sfrustrowana, nie tworzyła jakiegoś obozu z innymi państwami. To oczywiście musi się odbywać kosztem większych państw i to jest dla nas problem - powiedział w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" wiceszef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Witold Waszczykowski. - Oczywiście podzielamy opinię, że nie można robić z Rosji wroga, należy dołożyć wszelkich starań i wysiłków, aby weszła na drogę demokratyzacji, i liczyliśmy w latach 90., że Rosja taką drogę demokratyzacji przejdzie. Ale nie mieliśmy aż takich złudzeń jak na Zachodzie - stwierdził. Przypomniał, że na Zachodzie uważano, iż Rosja, chociaż może to jej zająć więcej czasu, będzie podążała drogą obraną przez państwa Europy Środkowej, przyjmując ich rozwiązania. - My zakładaliśmy, że tak się nie stanie, i mieliśmy rację. Wiele państw zachodnich uważa, że stało się, jak się stało, porozumienie strategiczne z Rosją jest ważniejsze, a cena jest warta zapłacenia, oczywiście naszym kosztem - skonstatował Waszczykowski. W tej sytuacji realizacja projektu amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce, dopóki się faktycznie nie rozpocznie, stoi pod znakiem zapytania.

Cena porozumienia z Rosją
Nowe kraje członkowskie NATO, w szczególności te nienależące do Sojuszu, a znajdujące się w zasięgu zainteresowania Kremla jako potencjalne strefy wpływów, obawiają się o swoją niezależność. Aby bowiem nie dopuścić do stworzenia przez Rosję kolejnego antyzachodniego obozu, kraje Europy Zachodniej i USA mogą dojść do wniosku, że warto się porozumieć z Rosjanami, nawet jeżeli cena, którą przyjdzie zapłacić, będzie wysoka. - W tej chwili to jest największa obawa, jaką mamy wobec nowej administracji amerykańskiej, obawa pragmatycznej transakcji. Jest cała agenda spraw międzynarodowych, które wymagają szybkiego rozwiązania: Iran, Bliski Wschód, kwestie nuklearne pakistańsko-hinduskie, Afganistan, Korea, generalnie nieproliferacja broni masowego rażenia, kryzys finansowy, kryzys gazowy i wiele innych. To sprawia, że zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i na zachodzie Europy jest wielu polityków, którzy uważają, że warto podjąć szybkie rozmowy z Rosją, ponieważ w wielu tych kwestiach może ona Zachodowi pomóc - tłumaczył Waszczykowski. Zdaniem wiceszefa BBN, istnieje uzasadniona obawa, że nowa administracja USA wznowi z Rosją rozmowy o kontroli zbrojeń.
Obawy te nie są bezpodstawne, jeżeli przyjrzymy się uważnie kierunkowi myśli politycznej powoli zyskującemu dominację na Zachodzie. Zdaniem Odeda Erana, dyrektora izraelskiego Instytutu Studiów Bezpieczeństwa Narodowego, oraz Giory Eiland, emerytowanej generał major izraelskiej armii, kluczem do rozwiązania problemów z Rosją byłoby włączenie jej do bloku państw rozwiązujących sprawę irańską, za cenę zatrzymania całej inicjatywy antyrakietowej w Europie Środkowej i zatrzymania rozszerzenia NATO. Pogląd ten, co należy podkreślić, zdobywa w Stanach Zjednoczonych coraz większą liczbę zwolenników. - Jest to dla nas niezwykle groźne - ocenił Witold Waszczykowski. Wszystko wskazuje na to, iż skłania się ku niemu również część krajów Europy Zachodniej, zachęconych przez aktywnych lobbystów rosyjskiego interesu. - Bez współpracy z Rosją nie jesteśmy w stanie nic zdziałać ani w Iranie, ani w Afganistanie, ani na Bliskim Wschodzie - powiedział na konferencji poświęconej sprawom bezpieczeństwa Guido Lenzi, były stały przedstawiciel Włoch w OSCE. Jego zdaniem, Rosja powinna odzyskać swoją potęgę, ale również przejąć odpowiedzialność za działania. Jednak trudno się tego spodziewać po państwie, które nie tylko że nie dotrzymuje międzynarodowych zobowiązań, lecz również dopuszcza się agresji na sąsiedni kraj.
Problem w stosunkach między NATO a Rosją polega na życzeniowym sposobie myślenia i pojmowania rzeczywistości przez zachodnich polityków. Ustąpienie bowiem pola Rosji i zrezygnowanie przez NATO z wpływów w byłych republikach sowieckich (Ukraina, Białoruś etc.) doprowadzi do umocnienia się w nich wpływów rosyjskich. Biorąc pod uwagę to, że Rosja prowadzi ewidentnie mocarstwową politykę, oraz fakt, iż wbrew życzeniom większości zachodnich polityków to Rosja testuje NATO, nie zaś NATO testuje Rosję, prędzej czy później musi dojść do powstania dwóch bloków posiadających wspólną granicę. W ostateczności może nawet dojść do powstania nowej "żelaznej kurtyny". Można mieć zatem poważne wątpliwości, czy proponowana przez zachodnich członków Sojuszu polityka odniesie zamierzony skutek. - Wskazujemy na to, że ta polityka appeasementu, takiego wychodzenia naprzeciw Rosji, jest nierealistyczna, jest iluzją, dlatego że Rosja właśnie chce zdobyć status mocarstwowy, status równy Stanom Zjednoczonym poprzez konfrontację, nie zaś poprzez wchodzenie do struktur zachodnich - ocenił Witold Waszczykowski. - Metodą Rosji jest odtworzenie stanu konfrontacyjnego, zatem zawsze napotkamy rosyjską kontrę - skonstatował.
Rosja nie postrzega rozszerzenia NATO jako rozszerzenia strefy stabilności, ale amerykańskich, francuskich i niemieckich wpływów i w takich kategoriach to rozpatruje. - Rosjanie myślą w sposób geopolityczny i nie akceptują myślenia, które dominuje na obszarze transatlantyckim, a przede wszystkim w Unii Europejskiej - tłumaczył Waszczykowski.

Jakie wnioski z gruzińskiej lekcji?
Kwestia wypracowania strategicznej koncepcji będzie przedmiotem rozmów podczas nieformalnego posiedzenia ministrów obrony NATO, które w dniach 19-20 lutego odbędzie się w Krakowie. Poruszone zostaną także kwestie natowskich misji, w tym misji w Afganistanie, sytuacji na Bałkanach oraz przygotowania szczytu rocznicowego na kwiecień w Strasburgu i Kehl. Można przypuszczać, że ministrowie pokuszą się o ocenę ostatnich dziesięciu lat ze względu na dziesiątą rocznicę rozszerzenia od czasów zimnej wojny. Zostaną również omówione kwestie dalszego rozszerzenia NATO, kwestie techniczne, nowe zdolności bojowe.
- NATO jest niezbędne do kontynuowania koherencji w zachodnim modelu bezpieczeństwa - ocenił Guido Lenzi i nie sposób odmówić mu racji. Jeżeli jednak nie zadba o utrzymanie euroatlantyckich więzi oraz będzie reprezentowało interesy nielicznych, w tym przede wszystkim Niemiec i Francji, sens jego istnienia zostanie w sposób istotny podważony. W dobrze pojętym interesie Sojuszu Północnoatlantyckiego leży bowiem prowadzenie bardziej integralnej polityki. Skutki dotychczasowej mogliśmy oglądać w postaci konfliktu na Kaukazie. Otwarte pozostaje jednak pytanie, czy NATO wyciągnęło wnioski z gruzińskiej lekcji.
Anna Wiejak
"Nasz Dziennik" 2009-01-16

Autor: wa