Sojusz dwóch reżimów
Treść
Kontrakty naftowe, a nie prawa człowieka łamane przez islamski rząd były tematem rozmów prezydenta Chin Hu Jintao w Sudanie. Wizyty chińskich przywódców w takich państwach jak Sudan, witanych jak "dobry wujek", irytują Zachód, czynią bowiem nieskutecznymi sankcje nakładane za łamanie praw człowieka. Wbrew amerykańskiemu embargu, które w znaczącym stopniu wstrzymały zachodnie inwestycje, sudańska gospodarka dzięki chińskim i azjatyckim funduszom zanotowała w tym roku wzrost rzędu 13 procent. Trudno jednak spodziewać się walki o prawa człowieka po przywódcy, który sam łamie je we własnym kraju.
Specjalny wysłannik USA Andrew Natsios odwiedził Pekin w zeszłym miesiącu, aby nakłonić Chiny do wykorzystania swoich gospodarczych wpływów w Sudanie w celu wywarcia presji na rząd w Chartumie, aby podjął działania zmierzające do rozwiązania 4-letniego konfliktu w Darfurze. Waszyngton określa go krótko - mianem ludobójstwa.
Z kolei grupy prawników nakłaniały Hu, aby Chiny przestały udzielać pomocy "bez skrupułów". Kraj ten kupuje od Sudanu 330 tysięcy baryłek ropy dziennie i sprzedaje broń islamskim władzom w Chartumie. Inwestuje także w ogromne projekty infrastrukturalne, buduje m.in. tamę i inne obiekty rozwijającego się sudańskiego przemysłu naftowego.
Organizacja obrony praw człowieka Human Rights Watch w liście - cytowanym przez Agencję Reutera - do Hu Jintao w związku z jego wizytą w Sudanie podkreśliła, że Chiny powinny kontrolować cel wykorzystywania broni, którą sprzedają Chartumowi. Wbrew embargu nałożonemu na broń w Darfurze to właśnie chiński sprzęt był używany przez wszystkie strony podczas konfliktu, w którym około 200 tys. osób zostało zabitych, a 2,5 mln musiało opuścić swoje domy.
Chartum zaprzecza, jakoby dokonał ludobójstwa w Darfurze i oskarża media o wyolbrzymienie i przejaskrawienie tej wojny. Międzynarodowy Trybunał Karny obecnie prowadzi dochodzenie w związku ze zbrodniami wojennymi w tym rejonie. Human Rights Watch twierdzi, że Chiny powinny przeanalizować związek między eksploatacją sudańskiej ropy a nadużywaniem praw człowieka, przez co Pekin został wplątany w ten konflikt. "Chińskie spółki naftowe często działały na obszarach, w których społeczeństwo skarży się na nadużycia" - zaznaczyła organizacja.
Chiny jako stały członek Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych wykorzystały swoje wpływy, aby osłabić rezolucje nakładające surowe sankcje przeciwko Chartumowi za jego ludobójcze praktyki w Darfurze. Jednak mało kto wierzy, że Hu Jintao wykorzysta swoją pierwszą wizytę w Sudanie, aby wywrzeć presję na Chartum, by przyznał się do łamania praw człowieka. Chiński przywódca podpisał kilka umów handlowych i odwiedził budującą się chińską rafinerię naftową w północnym Sudanie. Podczas swojej wczorajszej pierwszej wizyty w Sudanie prezydent Chin zadeklarował zintensyfikowanie współpracy pomiędzy Pekinem i jego największym afrykańskim partnerem handlowym. - Jestem pewien, że ta wizyta wzmocni więzi przyjaźni między Chinami i Sudanem i podwyższy poziom współpracy - powiedział Jintao.
W Chartumie setki ludzi zgromadzonych na ulicach powitało chińskiego prezydenta, trzymając transparenty z napisem: "Witamy Hu Jintao w Sudanie". Jego wizyta w tym kraju jest częścią podróży po ośmiu państwach afrykańskich.
Kamila Pietrzak
"Nasz Dziennik" 2007-02-03
Autor: wa