Słowa rzucone na wiatr
Treść
Jeszcze nie tak dawno Krzysztof Janik mówił, że jego zdaniem wybory powinny odbyć się 19 czerwca 2005 r. Dziś w chórze z Józefem Oleksym tłumaczy, że to nie SLD łamie obietnicę, ale opozycja nie spełniła warunków. Miał być wspólny front dla planu Hausnera (okazało się, że mająca większość lewica nie potrafiła sama go przeforsować, choć utrzymuje, że ma większość), a także wspólne prace nad wejściem do UE i pozycją Polski w niej (trudno chyba zarzucić PO brak wsparcia w tych sprawach).
Polityków SLD dzielnie wspierał w tej idei prezydent, który mówił, że wybory parlamentarne i prezydenckie powinny być odpowiednio odsunięte w czasie, bo to zniechęca ludzi do głosowania.
- Gdyby w maju 2005 roku były wybory parlamentarne, a w październiku prezydenckie, to jest wystarczająco dużo czasu, żeby to wszystko było dobrze zorganizowane, przyniosło poważną debatę polityczną i zachęciło obywateli do głosowania i przyniosło rezultaty, jakie naród sobie życzy - mówił ponad rok temu Aleksander Kwaśniewski. Dziś też zmienił zdanie. - Prezydent nie ma możliwości rozwiązywania parlamentu w dowolnej chwili. Ja mam tylko dwa takie tytuły: albo nie ma rządu, albo nie ma budżetu - tłumaczy Kwaśniewski.
Na spełnienie jego obietnicy przyjdzie więc czas dzisiaj, gdy premier Marek Belka złoży dymisję. Jeśli jej nie przyjmie, potwierdzi swoją przynależność do starego grona przyjaciół-krętaczy z partii, która cztery literki (PZPR) zamieniła na trzy (SLD), a kolor czerwony z Moskwy - na niebieski z Brukseli.
Mikołaj Wójcik
"Nasz Dziennik" 2005-05-06
Autor: ab