Słabi i słabsi
Treść
W bardzo słabym pojedynku dwóch bardzo słabych drużyn Anglia minimalnie pokonała Ekwador i awansowała do ćwierćfinału mistrzostw świata. Podopieczni Svena Gorana Erikssona mieli jednak masę szczęścia, bo gdyby rywal był choć trochę silniejszy - zakończyliby przygodę z turniejem.
Nie był jednak i dzięki temu jeden z faworytów wciąż jest w grze i może marzyć o wysokich celach. Od marzeń do realizacji droga jest jednak daleka, a Anglia z niedzielnego popołudnia to zespół przeciętny, kłócący się na boisku i niemający pomysłu na grę.
Przed meczem wydawało się, że Frank Lampard i koledzy nie będą mieli problemów z pokonaniem słabiutkiego Ekwadoru. Tymczasem męczyli się okrutnie, a wygrali, gdyż Davidowi Beckhamowi udało się jedno zagranie. W 60. minucie gwiazdor Realu Madryt uderzył znakomicie z rzutu wolnego w krótki róg, a piłka, odbiwszy się od słupka, wpadła do bramki. W ten sposób padł jedyny gol spotkania, który przesądził o awansie Anglii. Poza tą sytuacją Wyspiarze pudłowali, grali słabo, wolno, bez błysku. Jeden jedyny Wayne Rooney starał się biegać, szukać pozycji, ale nie miał wsparcia w kolegach.
Kto wie, jak ten mecz by się zakończył, gdyby w 11. minucie fatalny błąd Johna Terry'ego wykorzystał Carlos Tenorio - angielski obrońca niefortunnie odbił piłkę głową, Ekwadorczyk znalazł się w sytuacji sam na sam, długo zwlekał ze strzałem i gdy wreszcie uderzył, trafił w poprzeczkę (po nodze blokującego Ashleya Cole'a). Gdyby zdobył bramkę, beznadziejna Anglia mogłaby się nie podnieść, tym bardziej że w całym spotkaniu nie stworzyła sobie ani jednej klarownej sytuacji. Gol padł ze stałego fragmentu gry. Jeśli Eriksson w ciągu najbliższych dni czegoś w drużynie nie zmieni, Anglicy w ćwierćfinale pożegnają się z mistrzostwami. Na razie grają źle, jak rzadko kiedy.
Wynik:
Anglia - Ekwador 1:0 (0:0). David Beckham (60. - wolny).
Pisk
"Nasz Dziennik" 2006-06-26
Autor: ab