Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Skupić się na aktywizacji bezrobotnych

Treść

Z prof. Mieczysławem Kabajem z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych rozmawia Paweł Tunia

Panie Profesorze, jak duże jest w Polsce ukryte bezrobocie? Czy można tę kategorię oszacować w liczbach?
- Definicja ukrytego bezrobocia jest bardzo nieprecyzyjna, można je zdefiniować jako ukryte rezerwy pracy. Ukryte bezrobocie to ci, którzy nie pracują, nie uczą się i nie są zarejestrowani. Były prowadzone badania na wsi, gdzie te rezerwy szacuje się na 1,5 mln osób. Oceniono, że gdyby z rolnictwa odeszło 1,2-1,5 mln osób, to nic by się nie zmieniło, jeśli chodzi o produkcję, wzrosłaby natomiast wydajność pracy. Ale to kwestia utworzenia tylu miejsc pracy poza rolnictwem. W Polsce jest szczególna sytuacja, albowiem mamy najniższy wskaźnik zatrudnienia wśród krajów UE. Jest to miara, która mówi, jaki procent zdolnych do pracy (w wieku 18-64 lata) pracuje. Zdolnych do pracy jest ok. 24,5 mln, a według GUS pracuje ok. 13,3 mln, tj. ok. 54 procent. Co robią pozostali? Mamy dużą grupę studentów, jest ok. 300 tys. osób w szkołach policealnych, są renciści. Istnieje spora grupa ludzi w Polsce, którzy ani nie są zarejestrowani jako bezrobotni, ani się nie uczą, są w wieku zdolności do pracy, a nie pracują - wśród nich należy szukać ukrytego bezrobocia.

Jakie grupy osób można zakwalifikować do kategorii ukrytego bezrobocia?
- Jest grupa osób, ok. 600 tys. tzw. ludzi zniechęconych, których niekoniecznie można zaliczyć do tej kategorii. Są to ludzie, którzy szukali pracy wielokrotnie, może znaleźli na krótki okres, potem znowu szukali, ale w końcu się zniechęcają. W jakiś sposób jednak żyją, tzn. albo pomoc społeczna im pomaga, albo rodzina. W tej grupie jest najwięcej osób powyżej 45. roku życia. Istnieje też grupa długotrwale bezrobotnych, którzy są zarejestrowani rok i dłużej, czasem nawet trzy lata. To też kategoria zniechęconych, oni już trochę odwykli od pracy. Jest to duża grupa, ponad 65 proc. wszystkich bezrobotnych. Ich aktywizacja jest bardzo trudna.
Mamy duże ukryte bezrobocie na wsi, a poza rolnictwem mamy dużą grupę zniechęconych bezrobotnych i takich bezrobotnych, których nie ma nigdzie w statystyce, a których można zidentyfikować, jak się analizuje wskaźnik aktywności zawodowej ludności, który w Polsce jest niski i wynosi ok. 55 proc., zaś np. w Czechach - 65 proc., w UE są kraje, gdzie wynosi on 70 procent. W Polsce 55 proc. ludzi zdolnych do pracy pracuje.

Jak można zdefiniować pracujących w niepełnym wymiarze czasu pracy?
- Z badań GUS wynika, że ok. 2,1 mln osób w Polsce pracuje w niepełnym wymiarze czasu, a więc mniej niż 29 godz. tygodniowo, norma wynosi 40 godzin. Jedna trzecia pracujących w niepełnym wymiarze czasu nie może zdobyć pracy w pełnym wymiarze - i to też jest ukryte bezrobocie, które polega na niepełnym wykorzystaniu zdolności do pracy. W przypadku spadającego bezrobocia i wyjazdów z kraju w poszukiwaniu pracy sięganie po rezerwy pracy tkwiące właśnie w ukrytym bezrobociu nabiera szczególnego znaczenia. Musimy dążyć do tego, by wskaźnik zatrudnienia zbliżał się do poziomu w UE, tj. ok. 65 procent. Tylko 29 proc. osób w Polsce w wieku 55-64 lata pracuje, a to jest wiek zdolności do pracy, więc tu też tkwią rezerwy, które stanowią ukryte bezrobocie.

Kto powinien aktywizować osoby zniechęcone poszukiwaniem pracy i długotrwale bezrobotne, których - jak się okazuje - jest dużo, łącznie ok. 2 milionów?
- Wymaga to specjalnych działań przez urzędy pracy, które niestety nie są w stanie poradzić sobie z tym problemem. Urzędy pracy muszą być całkowicie przebudowane, zmienione, aby co najmniej 50 proc. urzędników zajmowało się doradztwem zawodowym i pośrednictwem. Dzisiaj jest to 10-15 procent. Trzeba także odciążyć urzędy np. od zajmowania się kwestią ubezpieczenia zdrowotnego. UP powinny skupić się na aktywizacji bezrobotnych.

Dziękuję za rozmowę.
"Nasz Dziennik" 2007-07-17

Autor: wa