Skarb nadawcy społecznego
Treść
To wydarzenie bez precedensu - premier rządu RP wziął udział w audycji Rozmowy niedokończone transmitowanej na falach nadawcy społecznego, jakim jest Radio Maryja. Nie obawiał się, jak wielu polityków w Polsce, udziału słuchaczy i publiczności w studio, odpowiadał na różne, nieraz trudne pytania. To była najlepsza odpowiedź na wątpliwości tych, którzy przed laty podważali ideę utworzenia takiej instytucji. W najbliższy czwartek rozstrzygnie się, czy Kazimierz Marcinkiewicz dostanie szansę realizacji swoich deklaracji programowych. Czy też idea stworzenia rządu realizującego inny niż dotąd program spłonie na ołtarzu krytyki mediów i ambicji politycznych liderów partii, na które Prawo i Sprawiedliwość wydawało by się, że może liczyć.
- Nie wszyscy chcą rozmawiać, bo akurat tę część Polaków uważają za ciemnogród, mówiąc, że jest to margines społeczny - te słowa prowincjała Ojców Redemptorystów ojca Zdzisława Klafki są najlepszym podsumowaniem tego, co zdarzyło się na falach Radia Maryja w nocy z soboty na niedzielę. Dialog rządzących z obywatelami w ostatnich kilkunastu latach coraz bardziej ogranicza się do wygłaszania obietnic przez tych pierwszych i aktów frustracji ze strony drugich, głównie tych ze zorganizowanych grup społecznych, jak górnicy, hutnicy czy pielęgniarki. Reszta protestuje "po cichu", a ich największym problemem jest tak naprawdę fakt, że nikt nie chce ich wysłuchać. Ostatnio już nawet kampania wyborcza nie spełnia tych marzeń, bo coraz bardziej ogniskuje się na billboardach, spotach telewizyjnych i konferencjach prasowych.
Przez kilka godzin premier Kazimierz Marcinkiewicz i dwóch ministrów: sprawiedliwości - Zbigniew Ziobro, i koordynator służb specjalnych - Zbigniew Wassermann, mówili o planach programowych rządu. A co najważniejsze - odpowiadali na pytania osób znajdujących się w studio i dzwoniących zgodnie z tradycją formuły Rozmów niedokończonych.
- Pierwszy raz rządzący wychodzą do ludzi, do rodaków w Ojczyźnie i w świecie. Jest normalny dialog, coraz bardziej dążymy do normalności - powiedział na koniec audycji dyrektor toruńskiej rozgłośni o. Tadeusz Rydzyk, który połączył się telefonicznie ze studiem. O dialogu mówił również o. Klafka, dziękując politykom za to, że "zapragnęli dialogu z ludźmi, którzy uważają, że tworzą Rodzinę Radia Maryja".
Dzwoniących słuchaczy najbardziej interesował, co naturalne, program gospodarczy nowego rządu. Marcinkiewicz obiecał, że szybko podejmie wszystkie starania, by go wdrożyć, choć podkreślał, jak ważne będzie poparcie w parlamencie. I choć premier nieraz mówił o tym, że chce przekonać każdego do swoich pomysłów, to wiadomo, na kogo może, a na kogo nie może liczyć. Przejście do twardej opozycji zadeklarowały Sojusz Lewicy Demokratycznej i Platforma Obywatelska. Jednak postkomunistom, wciąż starającym się przekonać wyborców, że są lewicą, trudno będzie odrzucać pomysły mające na celu poprawę sytuacji najgorzej sytuowanych, jak choćby zapowiadany przez premiera jako jeden z pierwszych projekt ustawy o dożywianiu dzieci w szkołach. Platformie z kolei ciężko będzie polemizować z inicjatywami spod hasła "Tańsze państwo". Wiadomo jednak, że Marcinkiewicz, a także wspierające go Prawo i Sprawiedliwość, najbardziej mogą liczyć na głosy Polskiego Stronnictwa Ludowego, Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony RP.
Nadal jednak nie ma jasnej deklaracji żadnego z tych ugrupowań, czy w czwartkowym głosowaniu poprą rząd Marcinkiewicza. LPR mówi o wstrzymywaniu się od głosu, ale z pewnością ma świadomość, że jest to nic innego jak głosowanie przeciw wotum zaufania, tylko "ładniej opakowane", bo pozornie nie stawia Ligi w tym samym szeregu co SLD i PO. W PSL znów ujawnia się rozdźwięk między opcją ludowo-narodową i tymi politykami, którym blisko było zawsze do współpracy z SLD. Obradujący w Lublinie Sejmik Chłopów Polskich jednoznacznie poparł misję rządu Marcinkiewicza, a obecni tam politycy PSL (m.in. europoseł PSL i były prezes tej partii Janusz Wojciechowski) przyłączyli się do apelu.
- Występujemy, aby takie poparcie zostało niezwłocznie udzielone, żeby ten rząd nie podlegał ciągotom liberalnym i poszukiwał partnera w Platformie, bo nic dobrego to nie da - powiedział Wojciechowski, zawierając w tym zdaniu kwintesencję sytuacji, w której znalazły się ugrupowania parlamentarne.
Praktycznie tylko SLD jest poza grą. PO przeszła do opozycji, ale nie zamknęła drzwi przed PiS. Postawiła się jednak w takiej sytuacji, że znajdzie się w koalicji rządzącej wyłącznie wówczas, gdy Jarosław Kaczyński przyjdzie "po prośbie". To zaś będzie oznaczało de facto przekazanie misji tworzenia nowego rządu i jego programu w ręce Platformy a być może także tekę premiera dla Jana Rokity czy Donalda Tuska. Kto wie, czy nie doszłoby do tego już przy okazji drugiego kroku konstytucyjnego, gdy premiera wyznacza grupa posłów. Dlaczego? Bo trzeci to znów ruch prezydenta, a ten mógłby uznać, że gwarantem stworzenia rządu jest teka premiera dla lidera zwycięskiego ugrupowania, czyli Jarosława Kaczyńskiego. Ponieważ PiS chce tego uniknąć, już drugi krok musiałoby potraktować jako ostatni, by nie doszło do przedterminowych wyborów. Tę sytuację skrzętnie wykorzystałaby Platforma dla realizacji swoich aspiracji stanowiskowych i programowych.
"Nie" dla hipermarketów
Jaki program gospodarczy zamierza realizować rząd Kazimierza Marcinkiewicza, jeśli uzyska wotum zaufania?
- Jestem przekonany, że jeżeli zostanie on wdrożony lada dzień, to już w przyszłym roku będzie odczuwalna poprawa, chociaż jeszcze nie będzie dobrze - mówi szef rządu. Zaznacza, że nie chce nikogo okłamywać i rzucać słów na wiatr. Ale według niego, "będziemy czuli, że w polskiej gospodarce coś się zmienia i mamy wzrost gospodarczy". Marcinkiewicz podkreśla, że chodzi mu o wzrost odczuwalny w kieszeniach i życiu obywateli, a nie widoczny we wskaźnikach ekonomicznych.
Do wzrostu ma doprowadzić tworzenie nowych miejsc pracy - właśnie na ten element makroekonomiczny ma być nastawiony program pod nazwą "Rozwój przez zatrudnienie". Szczególny nacisk rząd zamierza położyć na wsparcie dla małych i średnich przedsiębiorstw. Prasa zachodnia (sobotni "Financial Times") już alarmuje, że w Polsce nastają złe czasy dla hipermarketów. Powołuje się na opinię nowej minister finansów Teresy Lubińskiej (to m.in. jej kandydatura budzi największe wątpliwości LPR i Samoobrony), która powiedziała w wywiadzie, że sieci supermarketów, takie jak np. brytyjskie Tesco, są przykładem "swego rodzaju nieproduktywnej inwestycji, która nie jest potrzebna Polsce".
- Nie mają zasadniczego znaczenia dla wzrostu gospodarczego - powiedziała Lubińska, podkreślając, że Polska potrzebuje ukierunkowania na tworzenie miejsc pracy przy produkcji, a nie w handlu.
Premier dodaje do tego, że konieczne jest uwolnienie małych i średnich firm od "biurokratycznych obciążeń". No i oczywiście nadmiernych kosztów pracy.
- Chodzi o obniżenie podatku dochodowego od osób fizycznych z 19 na 18 proc. i uproszczenie VAT, ale przy pozostawieniu mniej więcej obecnych stawek - 7 proc. na lekarstwa i żywność oraz 22 proc. na pozostałe artykuły, wprowadzenie ulg w podatku dochodowym od osób fizycznych i prawnych, ulg w składkach na ZUS dla pracodawców, którzy będą tworzyć miejsca pracy - wyliczał na antenie Radia Maryja premier. Warto zwrócić uwagę, że jego poprzednik Marek Belka swoje nieoficjalne "exposé" wygłaszał w sali Fundacji Batorego, licząc na poklask zebranych tam "elit". Marcinkiewicz zrobił to w miejscu, gdzie pamięta się składane obietnice, oczekuje konkretów, a nie mamienia wskaźnikami i pustosłowiem.
Zmiana waloryzacji świadczeń
Prócz spraw gospodarczych padały także zapowiedzi dotyczące powołania Komisji Prawdy i Sprawiedliwości, przeglądu urzędników państwowych pod kątem ich kompetencji, a nie sympatii politycznych, rozliczenia programu Narodowych Funduszy Inwestycyjnych i odłożenia terminu wstąpienia do strefy euro.
- Nie ma to sensu, jeśli ma być celem samo w sobie i dlatego nie nastawiamy się na to, przedkładając ponad tę akcesję wzrost gospodarczy w Polsce - wyjaśniał premier.
Marcinkiewicz dużo mówił o konieczności wspierania młodych ludzi - konieczności bezpłatnej edukacji czy możliwości takich kredytów mieszkaniowych, by mogliby spłacać je ludzie mający pracę. Zapowiedział rewaloryzację rent i emerytur, zmianę sposobu rewaloryzowania tych świadczeń oraz reformę ZUS, w którym jest wielka rezerwa.
- Dziś 3 proc. budżetu ZUS jest przeznaczane na obsługę emerytów i rencistów, ale już w NFZ tylko 0,7 proc., więc są olbrzymie rezerwy - mówił Marcinkiewicz.
- W niektórych kwestiach lepiej jest robić niż mówić - stwierdził, odnosząc się np. do kwestii zmian w polskiej dyplomacji. I apelował zarówno do polityków, jak i mediów, by jego rząd rozliczać za to, co zrobi, a nie szufladkować już na starcie.
Mikołaj Wójcik
Najważniejsze zapowiedzi i deklaracje rządu Kazimierza Marcinkiewicza:
Obniżenie najniższej stawki podatku dochodowego od osób fizycznych z 19 do 18 proc. przy zachowaniu najważniejszych dla rodziny ulg
Utrzymanie dwóch stawek podatku VAT z zachowaniem obniżonej (7 proc.) na lekarstwa i żywność
Ujednolicenie systemu wiążących interpretacji prawa podatkowego
Wprowadzenie odliczeń od podatku w zależności od liczby dzieci w rodzinie
Obniżenie kosztów pracy i upusty w składkach na ZUS dla małych i średnich przedsiębiorstw w zamian za tworzenie miejsc pracy
Wspieranie przez budżet państwa programu niskooprocentowanych kredytów mieszkaniowych dla młodych małżeństw
Rozliczenie programu Narodowych Funduszy Inwestycyjnych
Zmiana zasad rewaloryzacji rent i emerytur
Reforma Zakładu Ubezpieczeń Społecznych
Położenie nacisku na tworzenie miejsc pracy w obszarze produkcji, a nie handlu
Likwidacja barier ograniczających prowadzenie działalności gospodarczej
Ograniczenie o połowę ilości wymaganych koncesji i zezwoleń na prowadzenie działalności gospodarczej
Jawność i przejrzystość procesów prywatyzacyjnych, m.in. dzięki upublicznianiu kryteriów i sposobu wyboru doradców i inwestorów w procesie prywatyzacji
oprac. MW
"Nasz Dziennik" 2005
Autor: ab