Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Skandynawia górą

Treść

Szwecja i Dania awansowały do ćwierćfinałów mistrzostw Europy. W bezpośrednim pojedynku rozegranym wczoraj wieczorem padł remis 2:2, który Szwedom dał pierwsze, a Duńczykom drugie miejsce w tabeli grupy C. Rezultat potyczki Włochów z Bułgarami (2:1) już nie miał znaczenia.
Toczony w strugach padającego deszczu pojedynek Duńczyków ze Szwedami nie był zachwycającym widowiskiem. Owszem, emocji było sporo, podobnie strzeleckich sytuacji i bramkarskich parad, ale poziom był średni. Do przerwy padł jeden gol: w 28. min Jon Dahl Tomasson przepięknie uderzył z woleja w "okienko" i Dania prowadziła. Zasłużenie, bo w tym okresie gry była lepsza. Szwedzi najbliżsi szczęścia byli w 39. min, ale Fredrik Ljungberg trafił w słupek.
Druga połowa rozpoczęła się wspaniale dla podopiecznych Tommy Soederberga, już po 2 min. gry w polu karnym sfaulowany został Henrik Larsson, po chwili sam wymierzył sprawiedliwość. Mecz się zaostrzył, mniej było efektownych akcji, więcej walki i fauli. W 61. min Larsson mógł zdobyć swą drugą bramkę, ale minimalnie chybił z 17. m. Cztery minuty później było już 2:1, ale dla Danii. Nieco przypadkowo odbitą piłkę na 7. m przejął Tomasson i uderzył nie do obrony. Taki wynik utrzymał się do 89. min - w zamieszaniu piłkę do duńskiej bramki wbił Mattias Jonson. Remis 2:2 zadowolił obie strony.
Wynik spotkania Włoch z Bułgarią nie miał już znaczenia. Podopieczni Giovanni Trapattoniego, by marzyć o awansie, musieli wygrać (i liczyć na rozstrzygnięcie meczu Danii ze Szwecją bądź niski remis) i od początku ostro zaatakowali. Przez pierwszy kwadrans stworzyli sobie kilka świetnych sytuacji, ale bramki nie zdobyli. Po 15 min Bułgarzy otrząsnęli się i pokazali, że "chłopcami do bicia" we wtorkowy wieczór na pewno nie będą. W 45. min w polu karnym sfaulowany został Petrow, po chwili sam wykorzystał jedenastkę. Trzy minuty po przerwie Włosi wyrównali po strzale Simone Perrotty. Atakowali już do końca, w ostatniej minucie trafił Antonio Cassano, ale ten gol niczego nie zmienił. Włosi jadą do domu!
Wiele mówiło się wczoraj o "Rooneyomanii", która ogarnęła Wyspy Brytyjskie. Osiemnastoletni napastnik reprezentacji Anglii z dnia na dzień stał się najpopularniejszym piłkarzem w tym kraju, przewyższając pod tym względem Michaela Owena, Davida Beckhama i całą resztą znakomitych przecież i uznanych futbolistów. Jego 2 gole zdobyte w meczu z Chorwacją dały Anglikom awans do ćwierćfinału mistrzostw Europy, a gra mogła przyprawić o zachwyt. Emocje sięgnęły zenitu, nie oparł się im również szkoleniowiec narodowej drużyny Sven Goeran Eriksson, który swego podopiecznego porównał do legendarnego Brazylijczyka Pelego.
- Rooney jest niesamowitym piłkarzem. Od mistrzostw świata w 1958 roku, na których czarował swoją grą Pele, nie pamiętam żadnego młodego piłkarza tak znakomicie prezentującego się w turnieju tak dużej rangi. Wayne zasłużył, aby znaleźć się na czołówkach wszystkich gazet - powiedział Szwed. Trochę w tych słowach było racji, sporo przesady, ale faktem jest, że na Euro 2004 ten pozbawiony zupełnie kompleksów i respektu wobec bardziej utytułowanych rywali chłopak spisuje się wyśmienicie. Szwajcarii strzelił 2 gole, Chorwacji tyle samo, przewodzi w klasyfikacji najlepszych strzelców.
Nie wygląda na nastoletniego, grzecznego chłopaka. Przeciwnie, przypomina młodego chuligana, potężnie zbudowanego, niezwykle silnego. Przekłada się to na styl gry - ostry, agresywny, bezkompromisowy. Ale ma to "coś". Ten niezwykły ciąg na bramkę, szybkość, przebojowość, błyskotliwość, umiejętność gry jeden na jeden, świetne uderzenie z dystansu (coś więcej na ten temat może powiedzieć chorwacki bramkarz Tomislav Butina). Już jest prawdziwą gwiazdą, pytanie tylko brzmi: czy nią pozostanie. Czy wytrzyma presję, czy zarobione pieniądze go nie zmienią, nie zniszczą? Angielska prasa pisała wczoraj "Dziecko król", "Pele II".
Dziś zakończą się zmagania grupowe. Ostatnie mecze rozegrają drużyny z grupy D - Czesi z Niemcami i Holendrzy z Łotyszami. Już w sobotę awans z pierwszego miejsca zapewnili sobie nasi południowi sąsiedzi, o jedno wolne miejsce wciąż walczą trzy pozostałe ekipy. Przy całym szacunku i sympatii dla Łotwy - szans w meczu z Holandią ten kraj nie ma żadnych. Ale nawet wygrana może nie dać awansu "Pomarańczowym". Wszystko w rękach (a raczej nogach) Niemców i Czechów. Ci pierwsi na koncie mają punkt więcej (czyli w sumie raptem dwa) od Holandii. By być pewnym swego, muszą dziś wygrać. Czy zdołają?
Czesi zagrają bez kilku podstawowych piłkarzy. Trenerzy ich oszczędzają - to normalne. Ale zastępcy pałają chęcią udowodnienia swej wartości i pokonania rywala. - Zmiennicy mogą zyskać wiele, a nic nie stracą. Awans mamy już pewny. Dlatego na pewno zagramy bardzo odważnie, ofensywnie - obiecał Vladimir Smicer.
Pisk
Nasz Dziennik 23-06-2004

Autor: DW