Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Siostra Floriana - Wiktoria Kapusta

Treść

W czasach walki z Kościołem katolickim prowadzonej przez dwa totalitarne systemy: faszystowski i sowiecki, w sposób szczególny ucierpiały zakony, skazane przez ateistyczne ideologie na zagładę. Wśród rzeszy bohaterskich zakonnic znalazła się siostra Floriana - Wiktoria Kapusta, ze Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego, która całe życie służyła osobom chorym, zarówno podczas okupacji niemieckiej w szpitalu w Koninie, dając świadectwo wierności Polsce oraz powołaniu zakonnemu, jak i po 1945 r. w czasach komunistycznych, doznając szykan ze strony władz PRL. Wyróżniała się świętością życia, co zjednywało jej sympatię i uznanie nie tylko podopiecznych, ale i prześladowców. Doświadczona nieuleczalną chorobą do końca życia promieniowała dobrocią Serca Jezusowego.
Wiktoria Kapusta, najmłodsza spośród dziewięciorga rodzeństwa, od dzieciństwa musiała stawiać czoła ciężkim doświadczeniom. Przed jej narodzeniem, które nastąpiło 30 listopada 1914 r. w Koźmicach Wielkich k. Wieliczki, ojciec Wojciech Kapusta został powołany do wojska i skierowany na front rozpoczynającej się I wojny światowej. I choć wrócił szczęśliwie do domu, jednak rodzinę spotkała tragedia. Panująca w latach wojny groźna grypa, zwana hiszpanką, zabrała z tego świata matkę trzyletniej wówczas Wiktorii - Marię z Dańdów oraz jedną z jej córek. Dzieci Wojciecha i śp. Marii szybko musiały się usamodzielnić i po kolei opuszczały dom rodzinny. Wojciech Kapusta zawarł drugie małżeństwo. Z czasem Wiktoria z najmłodszego dziecka w rodzinie stała się najstarszą siostrą dla przyrodnich braci i sióstr. Przez swoją uległość i dobroć zyskała uznanie i miłość przyrodniej matki i rodzeństwa.
W Koźmicach Wiktoria ukończyła siedem klas szkoły podstawowej, a następnie rozpoczęła naukę w trzyletniej szkole handlowej w Krakowie. Ojca nie stać było na wynajęcie stancji w mieście, Wiktoria dojeżdżała więc pociągiem z Wieliczki do Krakowa. Każdego dnia pokonywała pieszo kilka kilometrów z Koźmic do stacji kolejowej w Wieliczce i z powrotem.
W 1933 r. ukończyła szkołę handlową i przez dwa lata pozostawała w domu rodzinnym. Ojciec chciał, aby Wiktoria objęła posadę w mieście i wsparła rodzinę finansowo. Macocha zaplanowała nawet dla niej małżeństwo ze swoim rodzonym bratem. Jednak już wtedy Wiktoria usłyszała w głębi serca głos Bożego powołania. W jego realizacji wsparła ją najstarsza siostra pracująca z sercankami w Prądniku. 17 sierpnia 1935 r. Wiktoria Kapusta została przyjęta do Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego. W rok później rozpoczęła nowicjat. Pierwsze śluby zakonne, jako siostra Floriana, złożyła w czerwcu 1937 r., a ponieważ miała dobre przygotowanie do pracy biurowej, została skierowana do prowadzenia kancelarii szpitala powiatowego w Węgrowie. Po paru miesiącach przeniesiono ją do szpitala w Koninie.
"To pierwsza zakonnica, której nie mogę nienawidzić"
Decyzją władz okupacyjnych Konin znalazł się w "Kraju Warty", a więc został włączony do Rzeszy Niemieckiej. Pełnię władzy na tym terenie sprawował namiestnik Adolfa Hitlera Artur Greiser, który rozpoczął walkę z Kościołem katolickim. Jego eksperymenty w tej dziedzinie miały stanowić wzór dla całej Rzeszy. Zarządzeniem z 14 marca 1940 r. w trzynastu punktach określił narodowo-socjalistyczny status religijny Polaków zamieszkałych w "Kraju Warty". Kościół katolicki narodowości polskiej został pozbawiony osobowości prawnej, rozwiązane zostały zakony, społeczne organizacje kościelne, pozamykane i ograbione świątynie. 24 września 1941 r. w ramach "Aktion Nonnen" (Akcja Zakonnice) Greiser nakazał wszystkie polskie siostry zakonne skierować do specjalnego obozu w Bojanowie k. Rawicza. Miały stanowić grupę niewolnic i pracować "dla Wodza i Rzeszy". Na szczęście obłędne plany Artura Greisera zostały pokrzyżowane przez działania wojenne. W szpitalach brakowało niemieckich pielęgniarek. Podobnie większe gospodarstwa rolne oraz przedsiębiorstwa dotkliwie odczuwały brak pracowników. Z konieczności zastępowali ich Polacy, a wśród nich polskie zakonnice. Z podobnymi kłopotami borykał się niemiecki szpital w Koninie, stąd pracujących tam polskich sercanek nie posłano do obozu w Bojanowie, ale zatrzymano przy obsłudze szpitala. Siostrom surowo zabroniono noszenia stroju zakonnego i pozbawiono wszelkiego mienia zakonnego. Nie wolno im było uczestniczyć w praktykach religijnych ani w ćwiczeniach zakonnych. Potajemnie przychodził do nich znajomy kapłan, odprawiał Msze św. i konsekrował komunikanty. Siostry w wielkiej konspiracji przechowywały Najświętszy Sakrament i same sobie udzielały Komunii Świętej. Dzięki temu udało im się przetrwać sześć ciężkich lat okupacji w wierności Bogu i powołaniu zakonnemu.
Siostra Floriana znała język niemiecki, dlatego szef szpitala pozostawił ją przy pracy w kancelarii. Swoją postawą, kulturą i dobrocią zjednywała sobie chorych oraz wrogo nastawiony do zakonnic niemiecki personel medyczny. Ponadto podtrzymywała na duchu pracujące z nią w szpitalu siostry sercanki. Szef szpitala miał wypowiedzieć w obecności innych współpracowników następującą opinię na temat siostry Floriany: "To pierwsza zakonnica, której nie mogę nienawidzić". Tak więc polska zakonnica przeznaczona do zagłady dzięki świętości życia zjednała sobie sympatię swojego prześladowcy.
Szczególnie godna podziwu była bohaterska postawa patriotyczna siostry Floriany. Niejednokrotnie podejmowała wielkie ryzyko, by ratować od śmierci współrodaków, głównie chorych przebywających w szpitalu, a także tych poza szpitalem, którzy działali w konspiracji. Dzięki znajomości języka niemieckiego i odpowiednim kontaktom ułatwiała zdobycie nielegalnych dokumentów dla osób zagrożonych. Wszystko to robiła pod czujnym okiem Niemców.
Misja samarytańska w szpitalu w Węgrowie
W sierpniu 1945 r. siostra Floriana opuściła Konin i przyjechała do Krakowa. Po złożeniu ślubów wieczystych, w lipcu 1949 r. została przeniesiona do Węgrowa. Przez jedenaście lat pracowała w miejscowym szpitalu, prowadząc kancelarię, a nieco później została przełożoną tamtejszych sióstr sercanek.
Cechą charakterystyczną posługi siostry Floriany było częste przebywanie w salach szpitalnych wśród chorych. Siostra wiele godzin spędzała z nimi na rozmowach, dzięki którym poznawała problemy podopiecznych oraz sytuację ich rodzin. Zalęknionych pacjentów umiała przekonać do konieczności poddania się zabiegom. Nie narzucając niczego na siłę, dbała też o ich rozwój duchowy.
Siostra Floriana troszczyła się również o kaplicę szpitalną. W sytuacji, w której pozyskiwanie środków na jej remont spotykało się niejednokrotnie z trudnościami nie do pokonania, umiejętnie przekonywała niektórych bogatszych pacjentów do wsparcia finansowego remontu kaplicy.
Komunistyczne władze PRL pod kierownictwem I sekretarza PZPR Władysława Gomułki wzmogły antykościelną akcję odsuwania zakonnic od pracy katechetycznej i od służby chorym w szpitalach. Siostry pozostawiono jedynie przy posłudze nieuleczalnie chorym, osobom kalekim i w szpitalach psychiatrycznych. Zanim jednak zakonnice wyrzucono ze szpitali, spotykały się z wieloma przykrościami i oskarżeniami ze strony personelu świeckiego, przejmującego od nich opiekę nad chorymi. Bywało, że nawet chorzy byli wrogo nastawiani do sióstr zakonnych. Dotychczas ceniona i lubiana przełożona sercanek - siostra Floriana, wraz z innymi siostrami nagle zaczęły boleśnie doświadczać ataków ze strony partyjnych zarządców szpitala w Węgrowie. Ostatecznie latem 1960 r. siostry zostały usunięte z pracy w węgrowskiej placówce.
Z uśmiechem i dobrocią w Domu Malskich w Kielcach
31 sierpnia 1960 r. siostra Floriana przyjechała do Kielc i podjęła pracę w Państwowym Zakładzie Specjalnym, zwanym Domem Malskich, w którym pełniła też funkcję przełożonej sióstr. Jej ponadtrzyletnią ofiarną pracę w zakładzie wspominał kapelan ks. dr Jan Lewicki, wicerektor kieleckiego seminarium duchownego. Obecność siostry Floriany w Kielcach przypadła na lata, w których władze komunistyczne PRL prowadziły na nowo bezlitosną walkę z ks. bp. Czesławem Kaczmarkiem, ordynariuszem kieleckim. Na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych dodatkowo wzmogła się fala pomówień wobec władzy diecezjalnej i sióstr sercanek, niechętnie widzianych przy pracy w państwowym zakładzie, który wcześniej znajdował się pod kuratelą Kościoła, a następnie został mu odebrany. Niestety, pomówienia znajdowały posłuch u niektórych mieszkańców Kielc. Ksiądz Lewicki wspomina, że wtedy siostra Floriana: "Godnie - jak mało która zakonnica - reprezentowała na terenie Kielc Zgromadzenie Sercanek, przyczyniając się swoją roztropną postawą do usunięcia szeregu nieuzasadnionych niechęci czy uprzedzeń". Dalej ksiądz kapelan podkreśla, że tą postawą siostra Floriana przysłużyła się dobru całej diecezji. Podobnie jak podczas posługi siostry Floriany w szpitalach, również w zakładzie troska o opiekę cielesną szła w parze z troską o dobro duchowe podopiecznych. Zakład miał swojego kapelana, który codziennie odprawiał Mszę św. dla sióstr i chorych. Aby dodać piękna Liturgii mszalnej, siostra Floriana pełniła obowiązki organistki i w tym celu ćwiczyła śpiew oraz grę na fortepianie.
"Pan Jezus wybrał mnie na ofiarę"
Od początku 1963 r. pogarszał się stan zdrowia siostry Floriany. W kwietniu na własną prośbę przyjęła sakrament chorych. Z Kielc przewieziono ją do Krakowa, gdzie została poddana gruntownym badaniom lekarskim, po których umieszczono ją w szpitalu wojskowym. W tym czasie wojsko i wszystkie jego instytucje były poddane szczególnej inwigilacji ideologicznej komunistycznego państwa. Oficjalnie kapłan nie mógł przebywać na terenie szpitala, by udzielać chorym posługi religijnej. Do siostry Floriany do szpitala ksiądz przychodził potajemnie dwa razy w tygodniu, by mogła przyjąć Komunię Świętą. Siostra świadoma swego stanu zdrowia i poddana woli Bożej mówiła: "Pan Jezus wybrał mnie na ofiarę".
Tymczasem nie zapominali o si ostrze Florianie jej podopieczni z kieleckiego zakładu specjalnego. Często zamawiali w swojej kaplicy Msze św. w intencji powrotu do zdrowia kochanej siostry Floriany. Ktoś nawet wielkodusznie ofiarował Bogu własne życie za jej wyzdrowienie. Wola Boża była jednak inna. Na kilka dni przed śmiercią siostra Floriana odnowiła śluby zakonne, pożegnała swoje zgromadzenie. Ze słowami modlitwy na ustach: "Jezu, daj mi jeszcze troszkę siły do cierpienia, nim przyjdziesz po mnie", zmarła w pięćdziesiątym roku życia, 16 czerwca 1964 roku.
ks. Daniel Wojciechowski
"Nasz Dziennik" 2009-09-19

Autor: wa