Sięgniemy po nowe wyzwania
Treść
Rozmowa z Bogusławem Kaczmarkiem, trenerem piłkarzy Górnika Łęczna
Z jakimi nadziejami Górnik rozpoczyna nowy sezon?
- Wiemy dobrze, że wiosna rozbudziła apetyty. To oczywiście nie dziwi, bo tylko Wisła Kraków i Groclin Grodzisk zdobyły wówczas więcej punktów od nas, niektórzy nazwali nas nawet "rycerzami wiosny". Byłoby wspaniale, gdybyśmy ten poziom i jakość gry utrzymali. Dobry sportowiec zawsze chce podnosić swój poziom, sięgać po mistrzostwo. A co będzie dla nas sportowym mistrzostwem? Myślę, że dwa pierwsze mecze - z krakowską Wisłą i Legią Warszawa - dadzą odpowiedź na wiele pytań. Zobaczymy, jak wyglądamy na tle głównych faworytów rozgrywek, jakie są nasze możliwości, o jakie cele możemy walczyć. Oczywiście spotkania te niczego nie przesądzą, ale będą bardzo ważne. Przed nami długa runda jesienna, wiele w niej się zdarzy. Cieszę się, że mam doświadczony i ograny zespół, że coraz mocniej i skuteczniej po piętach zaczyna deptać rutyniarzom młodzież, że jest rywalizacja. Wierzę, że z tego doświadczenia i młodości powstanie ciekawy zespół, grający piłką mądrą, odpowiedzialną, a zarazem skuteczną i widowiskową.
Wiosną sami sobie podnieśliście poprzeczkę, dziś już każdy wie, że z Górnikiem trzeba się liczyć, że drzemią w nim spore możliwości. A i oczekiwania są dużo wyższe, bo - jak sam Pan wspomniał - apetyty wzrosły.
- To prawda, ale się tego nie obawiam. Profesjonalisty i dobrego sportowca nie poznaje się bowiem po tym, że zdobywa sukcesy, gdy wszystko się układa, warunki są komfortowe. Nie. Jego klasę można zobaczyć, gdy potrafi oprzeć się presji, sięga po nowe wyzwania i nie boi się ich.
W rundzie wiosennej graliście nie tylko efektywnie, ale i efektownie - strzelaliście sporo bramek, prezentując ładny dla oka styl. Jesienią będzie podobnie?
- Nic się nie zmieni. Co prawda odszedł bardzo efektowny i ofensywny zawodnik, jakim był Sebastian Szałachowski, ale myślę, że zarówno Łukasz Madej, jak i sprowadzony niedawno Artur Andruszczak potrafią w sposób znaczący go zastąpić.
Latem do drużyny przyszło kilku kolejnych doświadczonych zawodników, m.in. Andruszczak, Tomasz Sokołowski, Rafał Kaczmarczyk. Liczy Pan, że rutyna będzie główną jej siłą?
- Nie ukrywam, że wolałbym, by trafili do nas zimą. Miałbym wtedy więcej czasu, aby ich ze sobą zgrać, wkomponować w zespół. Latem było go mniej, ale na nich bardzo liczę. Każdy może bowiem wpłynąć na poprawę gry drużyny, na zwielokrotnienie możliwości i różnorodności działań techniczno-taktycznych. A co będzie naszą siłą? To, co wiosną. Górnik bazował na dobrym przygotowaniu motorycznym, odpowiedzialności i dyscyplinie zawodników grających z polotem i wykorzystaniem wszystkich swoich atutów.
Ale niektórzy Panu zarzucają, że sprowadza do Łęcznej graczy niemłodych, ogranych, mających najlepsze lata kariery za sobą. Nie ma Pan obaw, iż w pewnym momencie może zabraknąć im głodu sukcesów?
- Nie, bo wierzę, że tworzymy zespół także pod względem mentalnym. Chciałbym, aby Górnik był piorunującą mieszanką rutyny i młodości. Proszę zauważyć, jak wielu mamy w kadrze nastolatków, z których każdy ma talent i spore już możliwości: Kamil Oziemczuk, Dawid Sołdecki, Grzegorz Tobiszewski czy Mariusz Pawelec. Pracujemy nie tylko nad pierwszym zespołem, ale i nad zapleczem. Nasi juniorzy starsi zdobyli niedawno brązowy medal mistrzostw Polski.
Chcemy mieć wynik na dziś - to prawda. Ale jednocześnie musimy pomagać we wprowadzaniu tych młodych zawodników do dorosłego futbolu. Oby z jak najlepszym skutkiem.
Na szczęście młodzież ma się od kogo uczyć i na tym także polega sens sprowadzania rutyniarzy, graczy ogranych w wielu klubach i wielu ligach. Taka jest przecież właściwa struktura inicjacji zawodowej. Każdy człowiek, niezależnie w jakim zawodzie, musi mieć jakiś wzór do naśladowania, autorytet, od którego przyjmie wartości decydujące o jego dalszym rozwoju. W Górniku są piłkarze grający w europejskich pucharach, czołowych drużynach różnych krajów. Dla młodzieży są skarbnicą doświadczeń. Ich zachowanie na boisku i poza nim powinno być najlepszą akademią sportową.
Co zatem zrobić, by ich talenty się nie zmarnowały, by należycie się rozwinęły?
- Sam trener nie wystarczy. Ow szem, może i musi pomóc, ale wiele zależy od samego zawodnika. Musi przyjąć kawał pracy treningowej, także mentalnej, nad własną osobowością. Umieć podjąć walkę w ekstremalnych nieraz warunkach i pamiętać, że nie zawsze jest z górki. Pracować nad dążeniem do mistrzostwa sportowego. I najważniejsze - samemu sobie odpowiedzieć na pytanie, co chce w życiu robić. Dla jednego sukcesem będzie gra w pierwszym składzie Górnika, dla drugiego w reprezentacji, dla trzeciego w czołowym klubie Europy. Widzę, że w Łęcznej są chłopcy, których talent pozwala przypuszczać, iż w przyszłości zajdą daleko. Czy tak jednak będzie, zobaczymy. Oby.
Dziękuję za rozmowę.
Piotr Skrobisz
"Nasz Dziennik" 2005-07-22
Autor: ab