Siedem miesięcy za późno
Treść
Sprawa zanieczyszczonych strzykawek, jakie w grudniu ub.r. trafiły do radomskiego szpitala specjalistycznego, nie może być porównywana z aferą corhydronową, choć minister zdrowia Zbigniew Religa przyznaje, że personel szpitala popełnił tu poważne błędy i zaniedbania. Jednorazowe strzykawki nie były wyjałowione, zawierały fragmenty owadów i ciemnego pyłu.
Ministerstwo Zdrowia dowiedziało się o złożonym przez szpital w grudniu ubiegłego roku doniesieniu do prokuratury dopiero w lipcu. Lecznica nie zawiadomiła o zaistniałej sytuacji Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, choć miała taki obowiązek. - Błąd, nieszczęście polega na tym, że personel medyczny nie zastosował się do obowiązującego prawa. Nie znał tego prawa. Nie zadziałał tak, jak powinien - powiedział Zbigniew Religa.
Dyrektor szpitala w Radomiu Andrzej Pawluczyk zapewnił, że wszystkie strzykawki pochodzące od tego dostawcy zostały zebrane i zabezpieczone. Na zlecenie prokuratury poddano je analizie, której wyniki otrzymano 20 lipca. Wtedy to został zawiadomiony URPL.
Śledztwo w tej sprawie przejęła z Radomia Prokuratura Okręgowa w Lublinie.
JK
"Nasz Dziennik" 2007-08-02
Autor: wa