Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Secesyjny szantaż

Treść

Sąd Najwyższy Ukrainy nie rozpatrzył wczoraj skargi sztabu lidera opozycji Wiktora Juszczenki w sprawie sfałszowania wyników drugiej tury wyborów prezydenckich na korzyść premiera Wiktora Janukowycza. Sędzia Anatolij Jarema poinformował, że sąd nakazał ekipie premiera do dzisiaj do godz. 9.00 "przestudiowanie dossier sprawy". Lider opozycji zaapelował wczoraj wieczorem do Sądu Najwyższego o unieważnienie decyzji CKW przyznającej zwycięstwo premierowi Janukowyczowi.
Tymczasem prezydent Ukrainy Leonid Kuczma opowiedział się za powtórzeniem wyborów prezydenckich. Z kolei premier Ukrainy Wiktor Janukowycz oświadczył wczoraj, że zgodzi się na nowe głosowanie w wyborach prezydenckich w dwóch regionach, jeśli zostanie dowiedzione, że w wyborach 21 listopada w tych okręgach doszło do masowych fałszerstw. Władze wschodnich, rosyjskojęzycznych obwodów, grożą ogłoszeniem autonomii, jeśli nie zostanie uznany wybór Janukowycza na prezydenta kraju.
Prezydent Kuczma, opowiadając się za powtórzeniem wyborów, powiedział, że przyczyniłoby się to do utrzymania spokoju w kraju i budowy demokratycznego społeczeństwa. Podkreślił, że obecny kryzys polityczny powinien zostać zakończony na drodze polityczno-prawnej. Dodał, że sytuacja wymaga niekonwencjonalnych decyzji. Leonid Kuczma ocenił pozytywnie deklarację Janukowycza, który nie wykluczył powtórzenia wyborów w obwodzie donieckim i ługańskim na wschodzie kraju. W obwodach tych, w których wygrał Janukowycz, doszło zdaniem opozycji do najpoważniejszych naruszeń ordynacji.
Wcześniej reprezentujący interesy Janukowycza Stepan Hawrysz oświadczył, że kompromisowym wyjściem z kryzysu politycznego na Ukrainie powinno być rozpisanie nowych wyborów prezydenckich. Jednak część zwolenników premiera Janukowycza nie godzi się na żaden kompromis. Władze obwodu donieckiego we wschodniej Ukrainie zapowiedziały wczoraj, że zorganizują w najbliższą niedzielę referendum w sprawie autonomii. Dzień wcześniej identyczną decyzję podjęła rada obwodowa Doniecka. Jej przewodniczący Borys Kolesnikow powiedział, że jest to reakcja władz obwodowych na sytuację polityczną w kraju. Z kolei obradujący w niedzielę w Siewierodoniecku zjazd przedstawicieli wschodnioukraińskich regionów zagroził rozpisaniem na 12 grudnia referendum w sprawie autonomii wschodniej części kraju, gdyby ich faworyt Wiktor Janukowycz nie został prezydentem.
W czasie zjazdu w Siewierodoniecku obecny tam mer Moskwy Jurij Łużkow protesty zwolenników Juszczenki nazwał pogardliwie "pomarańczowym sabatem". Gazeta internetowa "Ukraińska Prawda" poinformowała, że towarzysze Łużkowa z partii "Jedyna Rosja" jawnie wspierają tendencje separatystyczne na Ukrainie. Politolog Oleksandr Majstrenko oświadczył, że ingerencja Rosjan w procesy polityczne na Ukrainie odbywa się za milczącą zgodą prezydenta Kuczmy i premiera Janukowycza.
Prezydent Leonid Kuczma na wczorajszym spotkaniu z premierem Wiktorem Janukowyczem i gubernatorami dążących do autonomii regionów powiedział, że jakikolwiek podział Ukrainy jest nie do przyjęcia. Z kolei minister obrony Ukrainy Ołeksandr Kuźmuk w wydanym wczoraj komunikacie uprzedził, że armia obroni "integralność terytorialną Ukrainy". Potępił też apele separatystyczne płynące ze wschodu i południa kraju.
Konstytucja Ukrainy stanowi, że jest ona państwem unitarnym. Aby powołać region autonomiczny w jej łonie, najpierw parlament musi znowelizować ustawę zasadniczą (300 głosami z 450), a następnie zatwierdzić poprawki podczas ogólnoukraińskiego referendum. Oznacza to, że referendum w obwodzie donieckim - nawet jeśli zostanie zorganizowane - nie może mieć żadnych następstw prawnych.
Wschodnie obwody, zwłaszcza zamieszkany przez 10 proc. ludności Ukrainy obwód doniecki, to najbardziej uprzemysłowiony region kraju, gdzie wytwarzana jest znaczna część dochodu narodowego.
Eugeniusz Tuzow-Lubański, KWM, PAP

"Nasz Dziennik" 2004-11-30

Autor: kl