Scolari, Zidane i... Larrionda. Kto bohaterem?
Treść
Cztery lata temu Luiz Felipe Scolari świętował wraz z reprezentacją Brazylii mistrzostwo świata. Teraz ekipy "Canarinhos" nie ma już w turnieju, ale charyzmatyczny szkoleniowiec ma szansę na powtórkę - prowadzona przez niego narodowa drużyna Portugalii jest bowiem w półfinale imprezy, w którym zmierzy się z Francją. Rywal to jednak więcej niż godny. "Trójkolorowi" mają podobne nadzieje i marzenia, a że z każdym meczem mistrzostw ich wiara w sukces rośnie - możemy spodziewać się wspaniałego widowiska.
Mówiąc o obecnej reprezentacji Francji, trzeba cofnąć się do lipca 2004 roku, czyli do czasu, gdy objął ją trener Raymond Domenech. Już na samym początku pracy z kadrą zadeklarował jej odmłodzenie, nie miał nic przeciwko, gdy opuszczali ją znakomici, ale już bardziej zaawansowani wiekowo gracze - Zinedine Zidane, Lilian Thuram oraz Claude Makelele. Mijały miesiące, a prowadzona przez niego drużyna grała źle lub bardzo źle. Gdy awans do niemieckiego mundialu stanął pod znakiem zapytania, na powrót do reprezentacji zdecydował się Zidane, a wraz z nim wspomniani koledzy. Francja kwalifikację wywalczyła, ale to nie poprawiło notowań szkoleniowca. Nadal bowiem prezentowała się kiepsko, a do tego Domenech podejmował kontrowersyjne decyzje kadrowe. Także zmagania w mistrzostwach zaczęła źle; po dwóch remisach nie była pewna awansu do fazy pucharowej.
Ale z każdym meczem wyśmiewani i wysyłani na emeryturę (z racji wieku; sam Zidane zadeklarował, że po turnieju kończy karierę) piłkarze grali coraz lepiej. W 1/8 finału rozprawiali się z szalenie groźną Hiszpanią, a w ćwierćfinale pokonali samą Brazylię po wielkim meczu maestra Zidane'a. Mądrość taktyczna, umiejętności indywidualne, zespołowość, a także wielka wola walki i zaangażowanie (podobno Francuzów umotywowały prześmiewcze wypowiedzi rywali) spowodowały, że przeciętny zespół zamienił się nagle w ekipę doskonałą i świetnie wiedzącą, czego chce. To już nie jest ta sama ekipa, która w grupie męczyła się ze Szwajcarią. To drużyna, która może powtórzyć sukces z 1998 r. i zdobyć mistrzostwo świata. Wspaniale gra Zidane (aż nie chce się wierzyć, że kończy karierę), świetnie - Thierry Henry, Patrick Vieira, Claude Makelele, rewelacją turnieju jest młody Franck Ribery. - Potrzebowaliśmy takiego meczu jak ten z Brazylią - wielkiego. Ale nie zamierzamy na tym poprzestać, chcemy awansować do finału. Już zrobiliśmy coś pięknego, stać nas jednak na więcej - nie ukrywa Zidane. A Francja triumfuje. Jeszcze na chwilę przed mistrzostwami i na ich początku bezlitosna dla piłkarzy, dziś wychwala ich niemal jak narodowych bohaterów.
Na drodze "Trójkolorowych" do finału stanie jednak portugalska armia dowodzona przez wybitnego generała - Luiza Felipe Scolariego. Brazylijski szkoleniowiec przed czterema laty zdobył mistrzostwo świata ze swymi rodakami, teraz marzy o powtórce. Już osiągnął wiele - wszak wprowadził Portugalię do strefy medalowej po raz pierwszy od 40 lat. Ale nie chce na tym poprzestać. - Wiem, że będzie to ciężki pojedynek. Wiele osób wypominało Francuzom wiek, słaby start w mistrzostwach, ale oni z każdym meczem grają dużo lepiej - mówi selekcjoner. Scolari jest w dobrym nastroju także dlatego, że po przymusowej pauzie za czerwone kartki do składu wracają Deco i Costinha. W ćwierćfinałowym spotkaniu z Anglią szczególnie brak pomocnika Barcelony był aż nadto widoczny. Na drobne urazy narzekali ostatnio także Luis Figo i Cristiano Ronaldo, ale wybiegną dziś na boisko.
Która z tych drużyn awansuje do finału? Choć Portugalia nie wygrała z Francją od 31 lat, szanse są bardzo wyrównane. Każdy wynik jest możliwy.
Spotkanie poprowadzi Urugwajczyk Jorge Larrionda. O 38-letnim arbitrze było głośno podczas mistrzostw, gdy w meczu USA - Włochy usunął z boiska trzech graczy. To zła wiadomość dla Portugalczyków, którzy na mundialu obejrzeli już 2 czerwone i 18 żółtych kartoników.
Piotr Skrobisz
"Nasz Dziennik" 2006-07-05
Autor: ab