„Scenariusz rumuński” także w innych krajach Europy? Przykład Francji pokazuje, że jest to możliwe

Treść
Po decyzji francuskiego sądu o wykluczeniu z wyborów Marine Le Pen pojawiają się porównania z Rumunią i Stanami Zjednoczonymi. Sięgnął po nie prezydent USA, Donald Trump. Opozycja w Polsce alarmuje, że elity europejskie testują, na ile mogą pozwolić sobie w zawłaszczaniu demokracji.
Proces, jaki toczył się we Francji ws. Marine Le Pen, dotyczył okresu 2004-2016. Była ona wtedy europosłem. Sąd orzekł, że asystenci, których w Parlamencie Europejskim zatrudniał Front Narodowy, pracowali faktycznie na rzecz partii, a wyrządzone w ten sposób szkody finansowe oszacował na blisko trzy miliony euro. Marine Le Pen została wykluczona z najbliższych wyborów prezydenckich. W pierwszym wywiadzie – udzielonym już po ogłoszeniu wyroku – nazwała ona werdykt decyzją polityczną.
– Nie sądziłem, że sędziowie posuną się tak daleko przeciwko naszym demokratycznym procesom i będą w ten sposób ingerować w wybór Francuzów. Odpadłam, ale w rzeczywistości wyeliminowane zostały głosy milionów Francuzów – podkreśliła Marine Le Pen.
Wybory prezydenckie we Francji odbędą się w 2027 roku. Dla Marine Le Pen miał być to ostatni start. Wcześniej polityk kandydowała trzykrotnie – za każdym razem bez powodzenia. Pod jej nieobecność w wyścigu prezydenckim może zastąpić ją 29-letni Jordan Bardella. Na wyrok sądu zareagował on wpisem na platformie X.
„Dziś niesprawiedliwie potępia się nie tylko Marine Le Pen. Zabija się francuską demokrację” – czytamy w jego wpisie.
Po wyroku sądu, w siedzibie francuskiego Zjednoczenia Narodowego, doszło do spotkania kryzysowego z udziałem Jordana Bardelli. Decyzje, jakie później ogłosiła Marine Le Pen, wskazują, że nie zrezygnuje łatwo z kandydowania i nie wycofa się z życia publicznego.
– Spróbuję ścieżki, która jest dla mnie otwarta. Tak, jest wąska, ale istnieje. Złożę apelację – oznajmiła przewodnicząca Zjednoczenia Narodowego.
Marine Le Pen podtrzymała, że jest niewinna. Z wyborów wykluczyła ją jednoosobowa decyzja utorowana wcześniej przez Radę Konstytucyjną.
– Kilka dni temu Rada Konstytucyjna orzekła, że można wykluczyć z wyborów decyzją jednoinstancyjną, a prezesem sądu konstytucyjnego jest Richard Ferrand, (…) przez 37 lat działacz partii socjalistycznej; później przeszedł do Macrona – zwrócił uwagę Kacper Kita, autor książki o rodzinie Le Pen.
We Francji mamy do czynienia z powtórką tego, co wcześniej wydarzyło się (i dalej się dzieje) w Rumunii. Tam również o unieważnieniu pierwszej tury zdecydował Sąd Konstytucyjny. Ten sam sąd nie pozwolił na ponowny start Călina Georgescu, który w sondażach mógł liczyć na ponad 40 proc. głosów. W wyścigu prezydenckim zastąpił go George Simion. Polityk skomentował sytuację we Francji na platformie X.
„Branie na cel przeciwnika politycznego lub jego unicestwienie wszelkimi możliwymi sposobami jest wyjęte wprost z podręcznika obsługi reżimów totalitarnych” – ocenił George Simion.
– Myślę, że to wszystko jest powiązane, że jest to próba przejęcia władzy, stworzenia systemu, dzięki któremu niewygodne dla liberalnej większości polityków osoby, nie będą mogły już funkcjonować w życiu publicznym – stwierdził prof. Piotr Niwiński z Uniwersytetu Gdańskiego.
Ekspert wskazał, że obok Francji i Rumunii podobną próbę wykorzystania sądów do zawłaszczania demokracji obserwowaliśmy w Stanach Zjednoczonych, gdy do Białego Domu powrócić próbował Donald Trump. To, co wydarzyło się we Francji, nie umknęło uwadze amerykańskiego przywódcy.
– Marine Le Pen została wykluczona na pięć lat, a była wiodącą kandydatką. To brzmi jak ten kraj. Brzmi bardzo jak ten kraj – podkreślił prezydent USA.
– Wykluczanie ludzi z procesu politycznego jest szczególnie niepokojące, biorąc pod uwagę agresywną i skorumpowaną walkę prawną prowadzoną przeciwko prezydentowi Trumpowi tutaj, w Stanach Zjednoczonych – zaznaczyła rzecznik Departamentu Stanu USA, Tammy Bruce.
Amerykanie ostrzegali już Europę. W Monachium szereg zarzutów przeciwko europejskiej demokracji artykułował wiceprezydent J.D. Vance. Również w kolejnych wywiadach posługiwał się przykładem Rumunii.
– Jeżeli demokracja ma tak wyglądać, że wyborcy mogą wybierać tylko z puli kandydatów, którzy są dopuszczeni do wyborów przez określone elity, a spoza puli tych kandydatów mają nie wybierać, to wygląda to na ewolucję w system, który nie będzie miał z demokracją wiele wspólnego – zauważył poseł Szymon Szynkowski vel Sęk z Prawa i Sprawiedliwości.
Na debatę o wyroku francuskiego sądu w sprawie Marine Le Pen nie zgodził się Parlament Europejski.
TV Trwam News
źródło: radiomaryja.pl, 1 kwietnia 2025
Autor: dj