Rydiger podszywa się pod Arcana
Treść
Z Zuzanną Dawidowicz, prezesem Wydawnictwa Arcana, rozmawia Zenon Baranowski
Miał być proces o naruszenie dóbr osobistych, a tu nagle pojawia się nowe wydawnictwo o takiej samej nazwie jak Państwa...
- Ryszard Rydiger założył 2 października tego roku, w majestacie prawa, spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, która nazywa się Wydawnictwo Arcana, pisane tak samo jak my, czyli dużymi literami i przez "c", z kapitałem założycielskim 5 tys. złotych. Podał to na rozprawie, więc to nie jest żadną tajemnicą. Poinformował także, iż jego spółka mieści się w tej samej siedzibie, gdzie jest jego kancelaria, i zajmuje 2 m kw., które są jakoś wydzielone, i płaci 100 zł czynszu.
Czyli, jeśli chodzi o prawne aspekty, zdają się być dopełnione, ale przyzna Pani, że sytuacja jest co najmniej dziwna?
- Z punktu widzenia etyki takie działania są nie do przyjęcia. Takich rzeczy adwokat nie robi. Jest to dla mnie rzecz niebywała. Jeżeli by to zrobił ktoś, kto nie ma pojęcia o istnieniu Wydawnictwa Arcana, to byłabym w stanie to zrozumieć. Natomiast on zrobił to w celach wyłącznie procesowych, żeby nam zaszkodzić.
Usłyszeliśmy przy tym groteskowe tłumaczenia, że pan mecenas chce zostać człowiekiem "obrzydliwie bogatym"...
- Oczywiście to jest groteskowe. Na rozprawie użył także takiego sformułowania, że "to dziecko poczęło się 2 października". Jest wiele sposobów na to, żeby nie wchodzić sobie w drogę, jeśli chodzi o działalność gospodarczą. Tylko we wszystkim należy zachować pewną logikę, umiar i jakąś etykę handlową, tak bym to określiła.
Co zamierzają Państwo z tym zrobić?
- Na razie się nad tym nie zastanawiam. Czekamy na dalszy tok procesu. Uważamy, że jest to nieuczciwa konkurencja. Jesteśmy firmą, która istnieje 15 lat. I być może o to chodzi, żeby nas nękać, żebyśmy się nieustannie procesowali, a pan mecenas będzie obecny w mediach.
Chodzi o procesy, które będą w negatywnym świetle przedstawiały wydawnictwo?
- Może chodzi o wyniszczenie. Ukazanie negatywnego wizerunku, że jesteśmy jakąś podejrzaną firmą. To jest ewidentnie zła wola, tak to można określić. Jeżeli ktoś się nie zgadza ze stwierdzeniami w publikowanych przez nas książkach, to podejmuje się intelektualną dyskusję. Mam wrażenie, że pan mecenas zapomniał o tym, iż została naruszona jego cześć w związku z treścią książki. W tej chwili chodzi mu tylko o jego własną osobę, żeby się wypromować. Takie wrażenie odnoszę.
Dziękuję za rozmowę.
"Nasz Dziennik" 2009-10-21
Autor: wa